Pęknięta katedra

Średniowieczna katedra była znakiem czytelnym dla wszystkich. Do kogo przemawiają dzisiejsze świątynie, przypominające skocznie narciarskie? Czy drogi Kościoła i artystów się rozeszły?

Reklama

Przed spotkaniem Benedykta XVI z ludźmi świata sztuki grupa artystów i teologów napisała
do papieża list o zerwanych relacjach między Kościołem a współczesną sztuką. Sygnatariusze listu skrytykowali m.in. stan współczesnej architektury sakralnej oraz poziom muzyki rozbrzmiewającej w kościołach. Przywołali też słowa kard. Gabriele Paleottiego, który już ponad 400 lat temu zwracał uwagę na nadużycia związane ze sferą sztuki kościelnej: „Wydaje nam się, że nadużyć nie daje się zbyt łatwo przypisać błędom, które artyści popełniają podczas tworzenia obrazu, lecz błędom tych władców, którzy zlecają artystom i zaniedbują to, aby artystom tak zlecić wykonanie dzieła, aby powstało dzieło takie, jakie być powinno. Ci władcy są prawdziwymi przyczynami nadużyć, gdyż wynikają one z tego, że artyści realizują tylko polecenia, które im się wydaje”.

Kod odłożony na półkę
Czy te słowa zachowały aktualność? Wydaje się, że dziś jest jeszcze gorzej. Rozejście się dróg Kościoła i artystów można zauważyć nie tylko w sztuce realizowanej dla potrzeb liturgicznych, ale także – a może przede wszystkim – w galeriach, na scenach czy ekranach kin. Jeśli pojawiają się elementy sakralne, to głównie po to, aby wywołać skandal kolejnym bluźnierstwem. Kto ponosi winę za taki stan rzeczy? Czy tylko artyści? Zdaniem arcybiskupa Gianfranco Ravasiego, przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Kultury, odłożyli oni na „zakurzoną półkę zapomnienia” wielki kod naszej sztuki, „ikonograficzny atlas przez wieki wertowany”, jakim jest Biblia. W ten sposób stali się głusi na sacrum, a ich twórcze poszukiwania poszły zupełnie w innym kierunku.

– Sztuka z sacrum zaczęła się rozchodzić już w renesansie – twierdzi Stanisław Niemczyk, wybitny twórca architektury sakralnej, nazywany „polskim Gaudim”. – Od tego czasu ludzie coraz silniej skłaniają się ku materializmowi, mniej myślą o sprawach ducha. W związku z tym trudno o ciekawe dokonania artystyczne w tej sferze. Wielu artystów traktuje Biblię jak bajki. Jeśli ktoś nie wierzy w słowa w niej zapisane, to na pewno nie będzie go ona inspirować. Czy jednak jest możliwy powrót do średniowiecznej jedności między sztuką i chrześcijaństwem? Próbę naprawienia zerwanej więzi podjął w pierwszej połowie XX wieku francuski filozof Jacques Maritain, który w „Sztuce i mądrości” sformułował swoje oczekiwania wobec artystów chrześcijan. Jego zdaniem, powinni być oni przede wszystkim… świętymi. Drugim warunkiem jest tworzenie pięknych dzieł. I to wszystko. „Jeżeli chcecie stworzyć dzieło chrześcijańskie, bądźcie chrześcijanami i szukajcie sposobu stworzenia dzieła pięknego, w które przejdzie wasze serce; nie starajcie się »robić po chrześcijańsku«” – pisze Maritain. Artysta nie powinien podporządkowywać swojego dzieła ewangelizacji, bo w ten sposób będzie miało ono jedynie charakter propagandowy, a sztuka tego nie znosi. Jeśli zaś prawdziwy chrześcijanin użyje całego swojego talentu i warsztatu do tworzenia pięknych rzeczy, to w naturalny sposób nabiorą one cech chrześcijańskich. Wtedy także ewangelizacja będzie bardziej skuteczna.

Wizja Maritaina została podjęta przez Jana Pawła II w „Liście do artystów”. Papież dostrzega w twórczości artystycznej jakby przedłużenie procesu stworzenia świata, opisanego w Księdze Rodzaju. Czy jednak te propozycje filozofa i papieża zostały przez współczesnych przemyślane? W kościołach ciągle robi się to, przed czym przestrzegał Maritain: oddziela się artystę od chrześcijanina. – Obserwuję czasem dwie skrajne postawy przy zatrudnianiu organistów – mówi ks. Wiesław Hudek, przewodniczący Archidiecezjalnej Komisji Muzyki Sakralnej w Katowicach. – Albo zatrudnia się superwykształconego muzyka, który zupełnie nie rozumie liturgii, albo człowieka bardzo pobożnego, nieposiadającego żadnego warsztatu. Tymczasem powinniśmy łączyć te dwie rzeczy: wiarę i profesjonalny warsztat.

Chorał czy gitara
Temu połączeniu często jednak przeciwstawia się duszpasterski pragmatyzm. – Dostałem propozycję odnowienia jednego z polskich kościołów – zwierza się Michał Świder, ceniony malarz inspirujący się chrześcijaństwem. – Kiedy jednak powiedziałem, że potrzebuję na to dwóch lat, proboszcz zrezygnował, twierdząc, że lokalni twórcy zrobią mu to w dwa miesiące. – Proboszczowie wolą skorzystać z usług parafianki, która skończyła liceum plastyczne, albo grającego po weselach parafianina, niż zamawiać dzieło u wybitnego artysty – potwierdza poeta Wojciech Wencel. – Trochę wynika to z ich ignorancji, a trochę z dbałości o stan parafialnej kasy. Z drugiej strony, chyba nie ma już powrotu do centralnego planowania sztuki sakralnej. Wizja chorałów i fresków we wszystkich kościołach jest oczywiście kusząca, ale nie mam pewności, czy takie ujednolicenie pomagałoby ludziom w nawracaniu się. Mnie osobiście najbliższa jest estetyka Drogi Neokatechumenalnej: ikony Kiko Arguello, znaki liturgiczne, pieśni wykonywane przy akompaniamencie gitar. Choć uważam, że np. Wojciech Kilar jest lepszym kompozytorem, a Michał Świder lepszym malarzem niż Kiko, to nie jestem pewien, czy ich dzieła potrafiłyby bardziej jednoczyć wspólnotę wokół Słowa Bożego i Eucharystii.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11