On prowadzi do Łagiewnik

W życiu pewnej rodziny w naszej diecezji nie pojawił się niespodziewanie. Zawsze był ważny. – I to właśnie jego cudowne wstawiennictwo zachowało przy życiu nasze dzieci. Bez tej opieki z góry nie cieszylibyśmy się dziś naszymi córkami – nie mają wątpliwości rodzice.

Reklama

I choć ich historii ostatecznie nie wybrano do procesu kanonizacyjnego,  wiedzą, że mogą mu zaufać. I idą za nim.

Mama zawsze marzyła o trzecim dziecku. Ta szansa pojawiła się dokładnie wtedy, kiedy odchodził z tego świata Jan Paweł II. Wkrótce po jego śmierci okazało się, że będzie miała potomka, a trochę później, że... bliźniaki. Radość była ogromna – i tym większe zaskoczenie, gdy pod koniec ciąży niespodziewanie pojawiły się komplikacje.

Gorączka, infekcja, która nie chciała ustąpić, i nagle tak mocne pogorszenie stanu, że pojawiło się zagrożenie życia dzieci. Lekarze musieli wykonać cesarskie cięcie. – W odstępie dwóch minut przyszły na świat nasze córki. Dostały tylko 2 punkty w skali Apgar, ale były przecież wcześniakami i mieliśmy nadzieję, że stopniowo wszystko zacznie się poprawiać – wspomina tata. Jednak kilka godzin później okazało się, że obie córki mają sepsę i minimalną szansę na przeżycie. – W nocy modliłam się i prosiłam Jana Pawła II o ratunek. Dlaczego? Bo go kochałam. Jego twarz miałam wciąż przed oczami, w domu mamy jego portret. To, by go poprosić o pomoc, było pierwsze, co mi przyszło do głowy – wspomina mama. Dramatyczna walka lekarzy z posocznicą u dziewczynek w kolejnych dniach nie przynosiła rezultatów. Kolejne leki nie pomagały, albo pomagały tylko na chwilę. Doszły problemy kardiologiczne. Konieczna była też druga operacja mamy.

Będzie dobrze!

Tego czasu do dziś mąż nie potrafi wspominać spokojnie. Głos drży, gdy wraca do kolejnych wydarzeń. Któregoś dnia, krążąc między domem, w którym zostały starsze dzieci, i szpitalem, opowiedział żonie o niezwykłej rozmowie z poprzedniego dnia. Jedna z mieszkających dość daleko krewnych, słabo zorientowana w tych rodzinnych problemach, opowiedziała jego mamie swój dziwny sen, w którym pojawił się papież Jan Paweł II. – Nie martw się, wszystko będzie dobrze! Tak papież mówił do niej w tym śnie, tuląc do siebie dwoje małych dzieci – opowiadał mąż. – Wtedy dopiero opowiedziałam mężowi, że pierwszej nocy właśnie Jana Pawła II prosiłam o wstawiennictwo. I wiem, że to była odpowiedź – mówi z przekonaniem mama dziewczynek. Tymczasem mijały kolejne dni bez poprawy. Ojciec poprosił nawet o ochrzczenie dzieci, gdyby go nie było w szpitalu w krytycznym momencie. I wtedy zaprzyjaźniony kapłan przywiózł należącą do Jana Pawła II piuskę, którą miał u siebie wilamowicki proboszcz ks. prał. Michał Boguta. – Poprosiłem lekarkę, by pozwoliła położyć ją na chwilę na inkubatorach dziewczynek, ale ona poszła ze mną i położyła ją na piersiach obu bliźniaczek. Oboje płakaliśmy przy tym. Potem lekarka powiedziała: – Teraz może być już tylko lepiej! – wspomina ze łzami tata. I rzeczywiście wprowadzony niedługo do leczenia ryzykowny lek – zadziałał! Stan bliźniaczek zaczął się poprawiać. Cudem było to, że przeżyły i że po tamtych problemach nie ma śladu.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10