Geografia wiary i niewiary

O synodzie biskupów nt. nowej ewangelizacji z jego uczestnikiem kard. Kazimierzem Nyczem, arcybiskupem warszawskim, rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz.

Reklama

Ks. Tomasz Jaklewicz: Jakie są odczucia i przemyślenia Księdza Kardynała po pierwszej części synodu?

Kard. Kazimierz Nycz: – Pierwsza część synodu to czas, w którym wszyscy ojcowie synodalni dzielili się doświadczeniami ze swych krajów. To pozwoliło zobaczyć ogrom dzieł ewangelizacyjnych realizowanych przez Kościół w różnych miejscach na świecie. Każdy z ojców synodalnych próbuje także pokazywać swoje problemy, które są inne w różnych częściach świata. Jak już wspomniałem przed synodem (i to wyrażenie znalazło się w podsumowaniu dyskusji), możemy mówić o geografii nowej ewangelizacji. Są różnice w poszczególnych krajach i są tematy, z którymi wszyscy mamy problem.

Spróbujmy opisać tę geografię nowej ewangelizacji. Jakie są tematy wspólne dla różnych części świata?

– Są to kwestie wynikające z globalizacji współczesnego świata. A więc wszyscy prawie mówią o sekularyzacji, atakującej jednakowo w Europie, w Ameryce czy Afryce, w całym zglobalizowanym świecie. Wszyscy mówią o relatywizmie, czyli takim podejściu do prawa moralnego i sumieniu, które sprawia, że raz uważamy, że coś jest dobre, a raz, że jest złe. Z tym wiąże się subiektywizm, który jest jakby „córką” relatywizmu. Wszędzie mowa jest o kryzysie współczesnej rodziny. Te cztery tematy, śmiem twierdzić, są wspólne. Pojawiają się w podobnym natężeniu wszędzie, choć problematyka rodziny, i związany z tym kryzys demograficzny, dotyczy bardziej krajów zachodnich niż afrykańskich czy azjatyckich. W wypowiedziach ojców azjatyckich wyczuwa się to, że u nich nie ma postaw ateistycznych. Ludzie są tam z natury religijni i łatwiej głosić im Chrystusa. I jeśli Go przyjmują, to przyjmują Go bardziej konsekwentnie.

Sporo wypowiedzi było próbą diagnozowania sytuacji świata, ale równie dużo, jeśli nie więcej, dotyczyło Kościoła. Jakie kwestie w tym obszarze uderzyły Księdza Kardynała?

– Tu przechodzimy w opisie geografii nowej ewangelizacji do różnic między poszczególnymi Kościołami. W krajach pierwszej misji, tzw. misji ad gentes, problemy ewangelizacji wyglądają inaczej. Akcent pada tam na przygotowywanie dorosłych do chrztu. W krajach, gdzie chrzci się dzieci, stajemy przed problemem, co dalej po chrzcie świętym, i tu od razu pojawia się problem rodziny. Jest też rzecz, która zaskoczyła wszystkich, a mianowicie, że nie da się ściśle zdefiniować nowej ewangelizacji i adresować jej tylko do ochrzczonych, którzy odeszli od wiary. Ojcowie bardzo mocno podkreślają, że adresatami nowej ewangelizacji są właściwie wszyscy ochrzczeni i bierzmowani. Potrzebują jakiejś formy katechumenatu pochrzcielnego, ponieważ tego zadania nie spełnia już dzisiaj rodzina.

Dawniej rodzinę w tej funkcji wychowania do wiary wspierała kultura. Dziś to się radykalnie zmieniło.

– Tak, to jest kolejny wątek pojawiający się na synodzie. Kultura współczesna jest zamknięta na wymiar religijny życia człowieka, a szczególnie na chrześcijaństwo.

Uderzyło mnie to, jak często pojawia się na synodzie wezwanie do nawrócenia Kościoła, zwłaszcza księży i biskupów. Sporo uwag dotyczyło też samej formacji duchownych.

– Bogu dzięki, że mówimy o nawróceniu. To, że nie bijemy się w cudze piersi, ale próbujemy się bić w swoje, jest dużą wartością. Można wygłaszać najsłuszniejsze tezy o ewangelizacji, ale jeśli nie zaczniemy jej od siebie, od tego powołania w Kościele, które każdy z nas otrzymał, to wszystko pozostanie tylko piękną teorią. Wiele zdań padło także na temat proewangelizacyjnej formacji duchowieństwa i katechetów.

... której, jak rozumiem, brakuje…

– Brakuje. Sam powiedziałem w czasie synodu, że w naszych seminariach przygotowujemy w miarę dobrze do duszpasterstwa, do katechezy skierowanej do wierzących. Natomiast dlaczego katecheci w szkole mają tak potężny problem? Bo tam potrzeba ewangelizacji. A my nie jesteśmy tak dobrze przygotowani do tego, aby dokonywać tego pierwszego głoszenia, które w pierwszych wiekach nazywało się kerygmatem.

Nasza katecheza jest głównie przygotowaniem do sakramentów, ale brakuje tego momentu, w którym dorośli ludzie wybierają świadomie Boga, mówią mu swoje „tak”.

– Dotknął ksiądz dwóch zawężeń, które są obecne nie tylko w Kościele w Polsce. Pierwsze zawężenie: za mało robimy w kwestii katechezy sakramentalnej przy parafii. Uważamy, że to, co robi katecheta w szkole, wystarcza do przygotowania do Pierwszej Komunii lub do bierzmowania. Uważam, że trzeba robić dużo więcej przy parafii. Myślę, że patrzymy na wiarę w sposób za mało dynamiczny. Nie bardzo mamy pomysł na to, jak mówić o sakramencie Eucharystii czy o bierzmowaniu w sytuacji, gdy mamy w klasie niewierzących, a w każdym razie takich, którzy z domu nie wynieśli doświadczenia religijnego. Próbujemy im mówić to samo, co tym, którzy są głęboko wierzący. Chcemy wymóc na nich to, do czego oni w tym momencie nie dorastają. To jedna rzecz. Druga to zawężenie katechezy do dzieci i młodzieży. Dobrze, że ona jest, ale prowadzimy ją często obok rodziców, a za mało z nimi. Poza tym ludzie dorośli też potrzebują ewangelizacji. Powtarzamy to powiedzenie, że Pan Jezus nauczał dorosłych, a błogosławił dzieci. To zostało przez nas odwrócone i niestety taka jest prawda o Kościele w Polsce. Uczymy dzieci, czasem próbujemy przez dzieci ściągnąć rodziców. Tymczasem od strony pedagogicznej powinno być odwrotnie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10