Marcin Jakimowicz
Watykan zatwierdził Statut i celebracje neokatechumenatu, a mimo to gorliwi obrońcy Tradycji wciąż widzą w najbardziej dynamicznym ruchu współczesnego Kościoła podejrzaną „sektę Kiko”.
Kamera najeżdża na ogromny tłum zgromadzony na zalanym słońcem Placu św. Piotra. Trwa audiencja Benedykta XVI. Nad głowami tłumu łopoczą transparenty Neocatechumenal Way, Cammino neocatecumenale. To codzienny obrazek. Klasyka gatunku.
Spotkanie Młodych w Madrycie. Nad roztańczonymi młodymi powiewają setki flag. I ogromne transparenty neokatechumenatu.
Rozpędzona ulica Bielska-Białej. Na chodniku stoi grupka ludzi i żywo o czymś dyskutuje. Trwa właśnie ewangelizacja uliczna. Zorganizowana przez „neonów”.
Katowice. Osiedle Paderewskiego. Dzwonek do domofonu: „Czy słyszała pani o tym, że Bóg kocha grzesznika?”. Nie, to nie Świadkowie Jehowy. To kapucyni. Ze wspólnot neokatechumenalnych.
Watykan zatwierdził Statut i elementy celebracji, występujące w czasie neokatechumenalnej formacji (dokument wydano po piętnastu latach wnikliwych studiów!). I wydaje się, że spór wokół „neonów” powinien ucichnąć. Tymczasem wystarczy zerknąć na rozgrzane do czerwoności forum Frondy (założone zresztą przez ludzi z Drogi) i portale tradycjonalistów, by przekonać się, że dla wielu te wspólnoty są niezwykle podejrzane. Tajemnicze obrzędy, pieśni nie pasujące nijak do liturgicznego wzorca (ta przeklęta gitara!), brodate rozkrzyczane towarzystwo, któremu między nogami pałęta się masa dzieciaków.
Decyzja Watykanu nie zamknęła ust zaciekłym obrońcom czystości liturgii, którzy od lat na słowo „Droga” reagują histerią.
Nie jestem „neonem”. Od kilkunastu lat stoję „przy Drodze”. A jednak nie pojmuję, skąd w wielu głowach rodzi się taka zawziętość. Czy Jezus nie przypominał swym opornym uczniom, że – ostatecznie – dzieło poznajemy po owocach?
A te są ogromne. Kilka przykładów? Proszę bardzo. Misje „ad gentes”, czyli jeden z najbardziej zdumiewających owoców Drogi. Skok w nieznane. Rodzina, która pakuje manatki i zgłasza gotowość ruszenia z Ewangelią w świat, nie ma bladego pojęcia czy wylosuje Wiedeń czy Niceę (jak w tym roku) czy szare blokowisko byłego NRD. Obecnie takich rodzin, często wielodzietnych, jest ponad 700.
„Droga” tworzy ponad 20 tys. wspólnot liczących od kilkunastu do kilkudziesięciu osób.
Od połowy lat osiemdziesiątych ponad cztery tysiące dziewcząt ze wspólnot wstąpiło do klasztorów klauzurowych, a kilka tysięcy mężczyzn do seminariów diecezjalnych czy zakonnych (ponad 1600 zostało już wyświęconych).
To naprawdę robi wrażenie. Niestety nie na wszystkich.
Więcej w Gościu Niedzielnym 5 lutego w tekście „Przepis na ciasto”
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
16 maja. Informacje i audycja wieczorna Radia Watykańskiego.
Przeczytaj komentarze | 70 | Dodaj swój komentarz »
Najwyżej oceniane:
Owoce Drogi są. ale nie jest to argument na zarzuty nieposłuszetwa w zakresie sprawowania Eucharystii. Papież jasno i dobitnie na każdej z audiencji, kiedy posyłał rodziny na misje, podkreślał, że poza wyjątkami ujętymi w Statucie, wszystko inne ma być zgodne z rubrykami Mszału i pozostałych przepisów.
Autor poszedł na łatwiznę, nie zaakcentował istoty sporu, a skupił się na niemerytorycznych kontrargumentach.
Zetknąłem się z tą wspólnotą w Belfaście, kilka lat temu. Uczestniczyłem w kilku Eucharystiach, po których zdecydowanie odrzuciłem tą "drogę".
Proszę o wybaczenie, jeśli zostaną niesłusznie dotknięci inni członkowie tej formacji, ale to co tam zobaczyłem, zakrawało na profanację:
1. Msza odbywała się w baraku obok kościoła. Kościół był dostępny w danym momencie.
2. Do konsekracji użyto dużego, niedopieczonego placka chlebowego oraz kilka butelek wina (zebranych było ok. 20 dorosłych osób i kilkanaścioro dzieci).
3. W trakcie rozdawania Komunii i w czasie oczekiwania na spożycie, dzieciakom czasami wypadały kawałki Ciała Chrystusa (rozdawano je na ręce zgromadzonych osób a następnie, na komendę księdza, równocześnie spożywano). Nie robiło to jakiegoś szczególnego wrażenia na celebransie (proboszczu parafii) i rodzicach tych "pociech". Oczywiście, okruchy które zauważono, podnoszono z podłogi.
4. Po zakończeniu liturgii rozpoczęto "radosny" taniec wokół "ołtarza" (w stylu Greka Zorby).
Jeśli z takiego "nasienia" ma odnawiać się Kościół, to widzę ciemność...
Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam, jeśli moja opinia niesłusznie uraziła czyjeś uczucia religijne.
Szczęść Boże!
Tekst jest nieobiektywny. W ogóle nie przywołuje o co chodzi tym, którzy krytykują DN, a jedynie mówi, że DN wspaniała jest.
wszystkie komentarze >