Prałat

Bardziej teatr, czy temat? Od czego by tu zacząć...

Prałat

Może od przeprosin. W końcu premiera tego spektaklu Teatru Telewizji miała miejsce tydzień temu, a ja piszę o nim dopiero dziś. Ale taka to specyfika tych poniedziałkowych felietonów. Czasem coś „przeskakuje” na następny.

Choć w tym przypadku może to i dobrze. Był czas na dłuższe przemyślenie sprawy. Przetrawienie niełatwej opowieści o „księdzu pedofilu antysemicie” – jak to się prałata Jankowskiego określa w tej sztuce.

Sztuce pod względem artystycznym, „technicznym”, bardzo dobrej. Oglądając ją miałem wrażenie, że to trochę tak, jak gdyby Olga Lipińska wzięła się za jakiś skandalizujący tekst Masłowskiej. Humor i postacie jak z kabareciku („Igraszki z diabłem” się kłaniają), ale miejsca, sceneria, tematy już współczesne. Nowoczesne. Bardziej klub techno niż atelier i scena młodego widza. Ciekawy mix.

Ciekawie jest też skonstruowana cała ta opowieść. Bo choć prałat pojawia się w tytule, to jednak głównym bohaterem zdaje się być tu diabeł, który przybywa na Woronicza, by nie dopuścić do emisji tego spektaklu. Ale i to może być mylące. Bo twórcy poruszają tu znacznie więcej tematów.

W najlepszej chyba sekwencji – tej z Dawidem Ogrodnikiem w roli głównej – przelatują właściwie przez cały wiek XX, a i kawał XXI wieku. I wszelkie możliwe diabelskie podszepty i pokusy.

- Jak to, Wołodia? Ty nie dasz rady? Trzy dni i jesteście w Kijowie.

- Wiem, że strzelać do swoich to nie bardzo wypada. Ale jacy oni tam swoi, ci górnicy z kopalni Wujek? Przecież to nie Polacy, tylko Ślązacy, czyli właściwie Niemcy. A jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi…

Itd. Itp. Zło zawsze znajdzie jakiś argument. Tu się postraszy, tam „uzasadni” i załatwione. Na co komu jakaś prawda? „Cóż to jest prawda”?

Tymczasem, jak pisał ks. Tischner: „prawda wypowiedziana o sobie jest zawsze czymś wielkim, niezależnie od tego, czy jest to prawda o ludzkiej cnocie, czy winie. Kto się przyznaje, ten wchodzi pod opiekę prawdy. Prawda chroni lepiej od wszelkiej kryjówki. Ludzie z kryjówek znają wiele prawd o ludziach, ale jedna im się wymknęła: nie widzą, że uznanie w sobie swojej prawdy, nawet tej najsmutniejszej, i przedstawienie jej drugiemu uruchamia w drugim niezwykłą siłę - siłę przebaczeń. Tylko w obliczu kłamcy ma się ochotę zabić. Tylko w obliczu człowieka „z prawdy” ma się ochotę kochać”.

Nic dodać, nic ująć. Chyba, że jeszcze zareklamować dzisiejszą premierę, też poruszającą nasze, wiarowe tematy. Facebookowy post Teatru Telewiziji zamieszczam więc poniżej: