publikacja 10.05.2024 17:00
...nadziei i miłości? Kwiaty się podlewa. Z wiarą trzeba podobnie. Czym?
Henryk Przondziono /Foto Gość
Nie tylko o kwiaty trzeba dbać...
O swoją wiarę też
Z cyklu "Powtórka z katechezy"
Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał nasza przyszłość to – jak pisał Kohelet – trzęsący się stróże domu (ręce), uginający się silni mężowie (nogi), ustawanie i ubytek mielących (zęby) czy zaćmienie się patrzących w oknach (oczy). I parę innych tego typu dolegliwości. W końcu zaś bardziej czy mniej okazały nagrobek na cmentarzu. Tak, naprawdę jesteśmy jak Odys wracający do swojej Itaki: z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy. Ale jeśli Chrystus zmartwychwstał, jest dla nas, wierzących w Niego, w Nim pokładających nadzieje i zwyczajnie Go miłujących, Nowe Niebo i Nowa Ziemia. Życie w którym nie będzie już krzyku, bólu i łez; w którym będzie pokój, radość i szczęście bez końca. We wspólnocie z Bogiem i wszystkimi, którzy znajdą się tam razem z nami. Czyli z wieloma naszymi bliskimi pewnie też..
Ale to nie jest tak, że żeby posiąść niebo musimy się tu na ziemi ciągle czegoś wyrzekać. Tak naprawdę musimy... zmądrzeć. Musimy wyszlachetnieć. Musimy odkryć, że Bóg jest dobry i chce dobra. Że ten styl życia, do którego nas wzywa, jest nie uciemiężeniem, ale przepięknym urzeczywistnieniem dobra właśnie. Jeśli tego nie odkryjemy tu na ziemi czy dziwnym jest, że nie będziemy się nadawali do nieba? Że czeka nas czyściec albo i piekło? Po co komuś, kto nie kocha dobra, nie pragnie go, żyć w świecie kochających dobro? No właśnie... Była o tym mowa w poprzednich powtórkowych katechezach. Dziś postawmy kropkę nad „i”. I parę słów poświęćmy chrześcijańskiej formacji. Katolickiemu samowychowaniu.
Jak na filarach
Na co zwrócić uwagę? Myślę, że warto zwróci uwagę na pięć, mniej czy bardziej powiązanych zresztą ze sobą spraw: modlitwę, życie sakramentalne, pogłębianie wiedzy religijnej, życie ewangelicznymi zasadami oraz trwanie we wspólnocie z innymi, podobnie jak ja chcącymi się formować. O każdym z tych filarów można by pisać całe elaboraty. Tu zwróćmy tylko uwagę na to, co najbardziej podstawowe, po więcej odsyłając do innych tekstów...
Stanąć przed Bogiem
Mówi się często, że modlitwa to rozmowa z Bogiem. Coś w tym jest, ale... Dziwna bywa ta rozmowa, prawda? Zwłaszcza gdy modlimy się powtarzając, jak w różańcu czy koronce do miłosierdzia Bożego, jedną i tę sama formułę wiele razy. Chyba lepiej powiedzieć, że modlitwa to spotkanie z Bogiem, stanięcie przed Nim. I to chyba w modlitwie najważniejsze: mieć świadomość bycia przed Bogiem. Czy mówię czy słucham czy zapada cisza, jestem z Nim. I to już bardzo dużo. Przecież „z kim przestajesz takim się stajesz”, prawda? Modląc się powoli do Niego się upodabniasz...
Stojąc? Siedząc? Klęcząc? To zależy od tego, co w danej chwili dyktuje Ci serce. Podobnie gdy chodzi o ręce; o to, jak je składasz, co z nimi robisz. Bo dobrze, jeśli modlą się nie tylko umysł i usta, ale cały człowiek...
Co Bogu mówić? Szukać własnych słów czy używać gotowych formuł? I tak i tak jest dobrze. Najlepiej chyba nie bać się ani jednego, ani drugiego. Dobrze, gdy przed Bogiem wylewasz serce, ale może być i tak, że z czasem coraz częściej odkrywasz, że wszystko, co chciałbyś Mu powiedzieć zawiera się w modlitwie Ojcze nasz....
A jak Boga usłyszeć? No właśnie.... Przede wszystkim czytając Słowo Boże. Czyli Pismo Święte. Możesz otwierać na chybił – trafił, ale uważaj: to nie jest tak, że w tym co w ten sposób przeczytasz znajdziesz odpowiedź na nurtujące Cię w tej chwili pytanie. Lepiej więc czytać po kolei. Całymi księgami. Tak po prostu dajesz się Bogu wypowiedzieć, słuchasz... Od czego zacząć? Na pewno od którejś z synoptycznych Ewangelii. Na przykład Marka. Możesz równolegle czytać też którąś z innych ksiąg Nowego Testamentu... I możesz czytać je wiele razy, bo zawsze, zwłaszcza używając różnych tłumaczeń, znajdziesz coś nowego; całkiem świeżo zabrzmią czasem nawet po wielokroć słyszane już słowa... Do Starego nie sięgaj, dopóki nie przeczytasz Nowego. A potem znów czytaj Nowy...
Chyba pewnym błędem jest czytanie Pisma tak, jak robi to część naukowców, koncentrując się na poszczególnych zdaniach czy nawet tylko słowach. Jeśli nie chodzi o poezję czytaj jak każde dzieło: jako całość; staraj się uchwycić główną myśl autora. Ostatecznie jest nim przecież Bóg, prawda? Bo On, jak wierzymy, natchnął tych, którzy napisali te księgi..
Bóg mówi do nas przez swoje słowo... Poza tym usłyszysz Go w głosie swojego sumienia. Zwłaszcza gdy będzie chodziło o rozeznanie dobra i zła. To nie jest tak, że zawsze nagle zrozumiesz coś nowego. Najczęściej w takich razach przypominasz sobie naukę Jezusa. Głos sumienia jakby odwoływał się do tego, co juz znasz, ale co być może z czasem pokryło się w Tobie jakimś kurzem....
Usłyszysz też nieraz Boga w drugim człowieku. Czy to gdy będzie mówił, nie tylko na kazaniu, czy gdy zwyczajnie przeczytasz co napisał: ot, książkę, ten czy inny artykuł. Nieraz właśnie w tym, co mówi drugi człowiek przemawia do nas Bóg. Bywa, że w bardzo zaskakujący sposób. Że słowa, które wypowiada na jakiś temat poruszają w nas zupełnie inną, niż można by się spodziewać, strunę. Ot, ktoś mówi o problemach swojego dziecka, a ty nagle dostrzegasz jakiś zupełnie inny problem swojego. Że ktoś mówi, że chciałby żeby Polska wygrała mecz a ty zaczynasz się zastanawiać czego ty właściwie byś chciał, co dla Ciebie jest ważne... Tak, może być w tym jakiś głos Boga.
I możesz w końcu głos Boga usłyszeć w wydarzeniach. Swojego życia czy tego, co dzieje się w świecie. To chyba najbardziej „niepewne” źródło tego, co mówi do człowieka Bóg. Zwłaszcza gdy człowiek w gorącej wodzie kąpany i próbuje szukać „na siłę”. Ale gdy jest się cierpliwym, gdy podchodzi się do sprawy spokojnie... Jeśli życiowe okoliczności zdają się mnie pchać w jedną i tę samą stronę, to czemu nie widzieć w tym działania Boga, który gdzieś, w tej konkretnej sprawie mnie widzi? Tak chyba zresztą najlepiej odkrywać swoje powołanie. Tak przecież jest z powołaniem jakim jest małżeństwo: pobieramy się, bo zrządzeniem losu spotkaliśmy się i jakoś nas do siebie ciągnie, chcemy być razem...
Czerpać ze studni
To modlitwa. Koniecznie trzeba w tym momencie dodać jeszcze jedno: że warto korzystać z sakramentów. W praktyce – zwłaszcza z Eucharystii, stosunkowo często też z sakramentu pokuty i pojednania. Przypomnijmy: liturgia to udział w zbawczym dziele Chrystusa. Sakramenty to źródła Bożej łaski. Czerpiemy w nich z owoców tego, co wysłużył Chrystus, owoców zbawienia. Warto byłoby wrócić tu do katechezy o sakramentach, ale tylko krótko zauważmy: sam Jezus powiedział, że żeby mieć życie w sobie trzeba karmić się jego Ciałem i poić Jego krwią. To nasz pokarm na życie wieczne. A spowiedź? Przecież nie tylko chodzi w niej o odpuszczenie grzechów, ale też o umocnienie w dobrym. W chorobie zaś, w cierpieniu fizycznym, warto sięgnąć po namaszczenie chorych, aby złączyć swoje cierpienie z cierpieniem Jezusa... Tak, przyjmowanie sakramentów bardzo pomaga w budowaniu wiary. Zwróć zresztą uwagę: kto lekceważy sakramenty i uważa, że sama modlitwa wystarczy przypomina trochę dziecko mówiące „ja sam”, „ja sama”. Po co błądzić, potykać się opierając wszystko na sobie, skoro można łatwo sięgnąć po Boże łaski, które mnie wzmocnią? Które będą nawet nie jak witaminy, ale jak pokarm, jak powszedni chleb, bez którego nie można się obejść?
Czy wiesz w co wierzysz?
Kolejnym elementem troski o wiarę powinno być odświeżanie, czy, jeśli trzeba, poszerzanie wiedzy religijnej. Powód prosty: żeby wiedzieć w co wierzę, żeby wiedzieć co ważne, a co mniej ważne i żeby nie dać sobie wcisnąć kitu. Temu celowi służy między innymi ta „Powtórka z katechezy”....
Braki w tej wiedzy... Cóż, życie nie znosi pustki. Gdy w naszej religijnej wiedzy mamy jakieś poważniejsze braki, z czasem zastępuje je... byle co. Zresztą czasem to nawet nie brak wiedzy jako takiej, ale jakaś dziwna nieumiejętność włączenia jej w swoje widzenie spraw z wiarą związanych. Ot, bywa że ktoś tworzy jakieś koncepcje na temat tego czy Jezus był Bogiem czy człowiekiem, bo nie wie albo zapomniał, że chrześcijanie wierzą w Jezusa Chrystusa jako i Boga i człowieka. W pełni. Albo dla kogoś ciekawym rozwiązaniem na przyszłość wydaje się reinkarnacja, bo zapomniał, że chrześcijanie wierzą, że z chwilą śmieci nie ma powrotu do dawnego życia; jest niebo, czyściec albo piekło, a potem zmartwychwstanie i nowe życie. O zgrozo, według badań (co prawda przeprowadzonych dość dawno) sporo chrześcijan nie wierzy w zmartwychwstanie.. Podobna niewiedza dotyka i kwestii zasad moralnych...
Istnieje dla wiedzy religijnej także inne zagrożenie: znudzenie. Podstawowe prawdy wiary wydają się znane. Człowiek szuka nowego. I chętnie sięga po sensacje, cudowności, nowe objawienia i temu podobne. Szuka „skutecznych modlitwy” jakby modlitwa była magicznym zaklęciem, ekscytuje się pseudoobjawieniami i pseudomistycznymi doświadczeniami... Wiarę zastępują wtedy czasem zabobon, czasem psychologia, czasem polityka czy jeszcze inne... Wracanie do zdrowych zasad wiary, przypominanie sobie podstaw, ciągłe ich kontemplowanie, uczenie się dostrzegania ich konsekwencji dla życia chroni przed tym zejściem na manowce.
Pamiętamy na przykład: Bóg jest Stwórcą wszystkiego, dla nas stał się człowiekiem, dla nas Jezus był wierny Ojcu aż do śmierci, a sakramenty to dla nas źródła łaski. Pierwsze pomaga patrzeć trzeźwo na świat i zło w nim jako zranienie. Tak patrzymy też wtedy na ludzi, o których mówi się, że źli. Tajemnica wcielenia Chrystusa to wielka lekcja godności człowieka, każąca wzdrygać się wobec wszelkiego uprzedmiotowienia człowieka. Wierność Jezusa aż do śmierci pomaga ufać w cierpieniu, zwłaszcza gdy pamięta się o zmartwychwstaniu. A świadomość czym są sakramenty pomaga nie wikłać się w spory, czy godniej niż na stojąco i na rękę jest przyjmować Komunię do ust i na klęcząco...
Żyć po chrześcijańsku
Czwartym filarem rozwoju wiary jest chrześcijańskie życie; życie po chrześcijańsku, zgodnie z wymaganiami Ewangelii. Może wydawać się to dziwne, ale... Sens tego postulatu łatwiej zauważyć, gdy zobaczyć co się dzieje z wiarą człowieka, który według niej nie żyje.
Pięknie zobrazował tę prawdę o człowieku autor Księgi Rodzaju, gdy opowiada, że po grzechu Adam i Ewa skryli się przed Bogiem. Tak robi wielu popełniających grzech: chowają się przed Bogiem uciekają przed Nim. I z czasem, konsekwentnie, odrzucają wiarę w Niego. Jezus mówił o tym do Nikodema (J 3,20-21): „Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”. Tak to właśnie działa. Dziś...
Proszę zwrócić uwagę na to, co dzieje się dziś wokół szóstego przykazania. Tzw. rewolucja seksualna naprawdę sporo złego wierze narobiła. Bo zachęcając do swobody w dziedzinie erotyki sprowokowała wyrzuty sumienia. A człowiek, zwłaszcza jeśli dany grzech popełnia często, radzi sobie z nimi tłumacząc, sobie, że nic złego nie zrobił. Stąd ucieczka przed Bogiem, stąd odrzucanie Go...
Święte zaś życie powoduje, że człowiek nie ma oporów przed zbliżaniem się do Boga. I powoli rozsmakowuje się w dobru; zaczyna dostrzegać, że prawdziwie sensowny wybór, to nie wybór między dobrem a złem, ale między dobrem a innym dobrem...
Żyć we wspólnocie
No i ostatni z filarów chrześcijańskiego samowychowania: zaangażowana przynależność do jakieś wspólnoty. Czemu? Wspólnota trochę człowieka niesie. We wspólnocie odbywa się budujące i krzepiące dzielenie się wiarą. Bywa też środowiskiem chrześcijańskiego życia; uczy, że to nie nie do zrealizowania odległy ideał, ale że naprawdę tak można. W końcu też we wspólnocie łatwiej zauważyć i skorygować jakiś błąd, wyprostować skrzywienie. Czyli ustrzec wiarę przed subiektywizmem....
Modlić się, korzystać sakramentów, pogłębiać wiedze religijną, żyć po chrześcijańsku i trwać we wspólnocie. To chyba najważniejsze w chrześcijańskim i katolickim samowychowaniu. Warto. Na pewno warto...
***
To już ostatni odcinek cyklu „Powtórka z katechezy”. Ostatni odcinek powinien być „brevis et levis” (krótszy i łatwiejszy) i tak właśnie się stało: dziesiąta katecheza jako jedyna ma tylko jeden odcinek.... Dziękuję tym, którzy przez tych ostatnich kilka miesięcy co wtorek i piątek o godzinie 17:00 (albo później) zaglądali nasz portal, by poczytać...
Cyk powstał – choć niewiele brakowało, a nigdy by nie powstał – by przypomnieć krótko... No, może trochę więcej niż podstawy. Ale na pewno nie chodziło o wielką teologię. Chodziło o przypomnienie tego, co było albo co powinno być na lekcjach religii. I co chrześcijanin – katolik zawsze wiedzieć powinien. Pewnie często zresztą wie, ale warto czasami mu to uświadomić odświeżając jego wiedzę...
Teraz czas ruszać dalej, w życie. Budować swoją wiarę na fundamencie objawienia Jezusa Chrystusa i tego, co uczy Kościół. I nie pozwolić, by przybudówki, gzymsy i sztukaterie przysłoniły nam, o co w naszej wierze naprawdę chodzi.