Śluby narodu

Zgromadzeni 1 kwietnia 1656 r. w katedrze lwowskiej pw. Wniebowzięcia NMP czuli, że uczestniczą w niezwykłym misterium. Król na kolanach oddawał Polskę pod opiekę Maryi. Za Jej pośrednictwem, w imieniu narodu, zawierał przymierze z Bogiem.

Gdy próbowano nakłonić go do szybkiej kapitulacji, przekonując o bezsensowności dalszej walki, powiedział, że „ludzie są śmiertelni, a Rzeczpospolita wieczna”. Bardzo niewielu wierzyło jednak w Rzeczpospolitą. Opuszczony król musiał uciekać na Śląsk, coraz bardziej pogrążony w samotności i apatii. Dopiero informacja o zwycięskiej obronie Jasnej Góry natchnęła wszystkich duchem walki. Jeszcze w ostatnich dniach grudnia 1655 r. w Tyszowcach zawiązana została konfederacja wojskowo-szlachecka, która powoływała pod broń całą szlachtę, a nawet ogłaszała pobór wszystkich stanów. Rozpoczęła się wojna, jakiej Polska jeszcze nie znała. Wojna w obronie wiary i wolności. Po raz pierwszy w jednym szeregu stanęli szlachta, mieszczanie i chłopi.

Niespełniona obietnica
Jan Kazimierz chciał wypełnić śluby lwowskie. W czasie obrad Senatu w 1658 r. zaproponował reformę państwową, naprawę parlamentaryzmu i rządu. Proponował zerwać ze zgubną zasadą liberum veto, oznaczającą, że jeden szlachecki warchoł mógł zerwać obrady całego Sejmu, niwecząc wszystkie plany izby poselskiej. Królewska propozycja, aby decyzje w Sejmie zapadały większością 2/3 głosów, została odrzucona. Podobnie jak projekt reform skarbowych – wprowadzenie stałych czynszów – akcyzy i cła generalnego. O jakiejkolwiek zmianie losu chłopa pańszczyźnianego szlachta nawet słyszeć nie chciała. Kto będzie obrabiał nasze folwarki, jeśli chłopom da się wolność, wrzeszczano na sejmikach jak kraj długi i szeroki. Królowi także często brakowało taktu i dyplomacji przy rozwiązywaniu trudnych kwestii ustrojowych państwa. Zapatrzony w monarchię absolutną Ludwika XIV we Francji, gdzie król był wszystkim, Jan Kazimierz chciał wzmocnić władzę królewską bardziej dla własnego prestiżu aniżeli dla poprawy stanu państwa.

Dalsze jego panowanie było pasmem porażek, pomimo że udało mu się odeprzeć wszystkie najazdy. W końcu zgorzkniały dobrowolnie zrzekł się korony. Stało się to we wrześniu 1668 r. Choć nigdy nie był w kraju specjalnie lubiany, gdy przed Sejmem składał koronę, wielu posłów miało łzy w oczach. Żegnali władcę, którego panowanie przypadało na okres szczególnie trudny. Był to czas buntów kozackich, potopu, wojen z Moskwą, Tatarami i Siedmiogrodem. Pamiętali Jana Kazimierza, jak zwycięsko poprowadził ich do batalii pod Beresteczkiem w czerwcu 1651 r. Tam, dzięki jego odwadze oraz zdolnościom dowódczym, pokonane zostały ogromne siły tatarsko-kozackie, co uratowało wówczas Polskę, a może i całą Europę Środkową. Nade wszystko pamiętali jednak króla klęczącego w katedrze lwowskiej i powtarzającego słowa zawierzenia losów narodu Maryi. Ostatnie kroki, przed opuszczeniem kraju i podróżą do Francji, Jan Kazimierz skierował na Jasną Górę.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12