Jeszcze będzie normalnie

Od organizatorów słyszę jedno słowo: „Czekamy”. Zamiast biadolić, że nic się nie da zrobić, przygotowują rekolekcje w normalnej formie. „Pandemia rozbudziła w ludziach ogromną tęsknotę za spotkaniem. Trzeba ją wykorzystać!” – słyszę.

Cechą naszych czasów jest nieprzewidywalność, która wiąże ręce organizatorom i uniemożliwia precyzyjne planowanie. Trudno obmyślać rodzinne lipcowe wakacje w Chorwacji, bo obostrzenia pandemiczne i zasady przekraczania granic zmieniają się jak w kalejdoskopie, a co dopiero dwutygodniowe rekolekcje dla ponad setki młodych ludzi! A jednak odpowiedzialni za Ruch Światło–Życie, który świętuje w tym roku stulecie narodzin założyciela, nie załamują rąk.

Cała naprzód!

Księdzu Waldemarowi Maciejewskiemu najbardziej brakuje ewangelizacji ulicznych. To była jego pasja. Z oazowiczami ruszał na ulice Katowic, by głosić przechodniom Dobrą Nowinę. W ubiegłym roku, gdy do naszego słownika weszły nowe słowa: „pandemia”, „obostrzenia”, „kwarantanna”, oazy letnie przeżyły małą rewolucję. Ich forma zależała od diecezji. Odpowiedzialni za formację Ruchu Światło–Życie w diecezji katowickiej zamiast biadolić, że nic się nie da zrobić, wymyślili „formacyjny miks”, czyli oazę w formie półkolonii. Młodzi spali w rodzinnych domach, a na rekolekcje dojeżdżali autobusami lub samochodami. Ten patent sprawdził się w dwunastu śląskich parafiach i skorzystało z niego pół tysiąca osób.

– Rozpoczynamy od Eucharystii i… dezynfekcji – śmiał się prowadzący rekolekcje ks. Adrian Chojnicki. – Przy wejściu bada nas termometr laserowy, mamy maseczki dla zapominalskich. Rekolekcje trwają dwa tygodnie.

Jak będzie latem tego roku? – Przygotowujemy rekolekcje oazowe w tradycyjnej, sprawdzonej formie – opowiada ks. Waldemar Maciejewski, odpowiedzialny za Ruch Światło–Życie w diecezji katowickiej. – Oczywiście planujemy je z zachowaniem wymogów sanitarnych i pandemicznych obostrzeń. To sprawia, że możemy zapełnić w niektórych ośrodkach połowę miejsc. Ale nie załamujemy rąk. Domowy Kościół czy Dzieci Maryi również planują „normalne” letnie rekolekcje. Zresztą dziś od organizatorów wszystkich rekolekcji w Polsce usłyszysz jedno słowo: „Czekamy”. Sytuacja jest niezwykle dynamiczna i zmienia się bardzo szybko. Trudno przewidzieć, co będzie za trzy miesiące. Po trzech latach trzeci stopień wraca do Krakowa do pijarów! Odremontowano bursę i warunki są znakomite – cieszy się ks. Waldemar. – Dwa lata temu, przed pandemią, na letnie oazy młodzieżowe i Domowego Kościoła wyjechało z diecezji ponad trzy tysiące ludzi. Jak będzie tym razem? Zobaczymy. Rozmawiam sporo z animatorami. Wspólnym mianownikiem tych rozmów jest słowo „tęsknota”. Pandemia rozbudziła w nich ogromną tęsknotę za spotkaniem, rekolekcjami. Trzeba ją wykorzystać!

Trwają zapisy. Trudniejsze niż co roku, bo młodzi odbywali wielomiesięczną formację w formie online, a ta nie ułatwia wyjścia do ludzi. W internecie znajdziemy informacje: „Ruch Światło–Życie Archidiecezji Krakowskiej: 3 stopień ONŻ w Rzeszowie, Przemyślu i Łańcucie. Mieszkamy w Internacie ss. Prezentek w Rzeszowie. Zapraszamy!”.

​​Po brzegi

​Gdy salwatorianin ksiądz Krzysztof Wons ruszał przed laty z pomysłem Centrum Formacji Duchowej, nie przypuszczał, że budynek w Krakowie będzie przeżywał takie oblężenie. Naprawdę trudno zapisać się na poszczególne kursy i konferencje. Identyczne doświadczenie mają jezuici, z którymi rozmawiam. Nie narzekają na brak pracy, a rekolekcje ignacjańskie przeżywają nad Wisłą renesans. Od zatwierdzenia przez papieża Pawła III treści „Ćwiczeń duchowych” mijają 473 lata, a liczba uczestników tych rekolekcji stale rośnie. Trudno znaleźć takie, na których są jeszcze wolne miejsca. Oczywiście nie mówimy o dwóch ostatnich miesiącach, bo z niezależnych od organizatorów przyczyn ośrodki rekolekcyjne świeciły pustkami.

Ostatni rok „przeorał” model duszpasterstwa nad Wisłą, a limity związane z przyjmowaniem pielgrzymów czy ostatni lockdown spowodowały, że domy rekolekcyjne, które dotąd tętniły życiem, opustoszały. To oczywiście w ogromnym stopniu nadszarpnęło ich budżety, kalkulowane przecież do pracy na pełnych obrotach. Najbardziej ucierpiały takie giganty jak Góra Świętej Anny (największy ośrodek rekolekcyjny w Polsce), bo państwowe dotacje były kroplą w morzu potrzeb. Jeszcze przed dwoma laty franciszkanie grafik mieli napięty do granic wytrzymałości. Zmieniały się tylko ekipy: wspólnoty, małżeństwa (wiosenne rekolekcje „Obdarowanych” przeżywały oblężenie), „Weekendy pełne łaski” prowadzone przez ojców Szustaka i Nowaka, kursy Alpha, rekolekcje zorganizowane przez samych braci św. Franciszka.

Gdy rozmawiałem przed rokiem z wikariuszem tego kolosa na Opolszczyźnie, bratem Dominikiem Grochlą, łamał mu się głos: – Nikt nie był w stanie przewidzieć takiej sytuacji. To dla nas bardzo trudny czas. W ubiegłym roku w czerwcu notowaliśmy 4000 osobodób. W czerwcu tego roku było zaledwie 400. To jedna dziesiąta tego co zawsze! A potem było jeszcze trudniej. Ponieważ nasza działalność nie jest w pierwszym rzędzie „hotelowa” ani „gastronomiczna”, nie dostaliśmy w tym roku pieniędzy z tarczy rządowej. Gdyby nie wsparcie prowincji, już dawno „popłynęlibyśmy”. Sytuacja jest tak niepewna, że nie możemy niczego planować. Właśnie wypisały się wszystkie grupy zaplanowane na maj. I „Obdarowani”, i rekolekcje młodych z o. Szustakiem. Ludzie nie wiedzą, czy będzie można przyjechać, więc wolą zrezygnować. Są zapisy na lato. Stefan Mitas z Fundacji „Inicjatywa Missio”, organizator dorocznych rekolekcji „Jezus żyje”, planuje aż trzy turnusy. Czy mu się uda? Mam nadzieję, że tak…

Boże sanatorium

Co ciekawe, inaczej wygląda sytuacja w mniejszych ośrodkach. Spacerujemy po pięknie wyremontowanym domu rekolekcyjnym w Bąblinie (Wielkopolska). Misjonarze Świętej Rodziny świętują stulecie obecności w Polsce. Dom nad Wartą był przed kwietniowym lockdownem wypełniony.

– Ludzie są spragnieni, stęsknieni spotkania z żywym Bogiem – opowiada o. Radosław Rafał. – Myślę, że bardziej niż przed pandemią.

– Zapisują się cały czas. Może wynika to ze specyfiki proponowanych przez nas rekolekcji? Dbamy i o ducha, i o ciało (rekolekcje z postem) – opowiada ks. Piotr Gałązka, rektor domu rekolekcyjnego. – Widzę, że prawie 70 proc. przyjeżdżających stanowią ci, którzy byli u nas wcześniej i wiedzą, czego się spodziewać. Szukają ciszy, którą mogą u nas znaleźć. Mówią o nas „Boże sanatorium”. Pandemia wymusiła nowy sposób funkcjonowania. Zapewniamy odpowiednią ilość miejsc w pokojach i jadalni, dystans przy stolikach, posiłki na osobnych talerzach, a nie na półmiskach, siedzimy w kościele w maskach. Mamy w ośrodku testy na obecność wirusa, a na każdy rekolekcyjny turnus zatrudniamy pielęgniarki, które na początku robią „medyczny wywiad”, a potem mierzą codziennie temperaturę i saturację. Może to powoduje, że ludzie zapisują się na rekolekcje? Przyjeżdżają, dzwonią, piszą… Widzę w nich ogromny głód Pana Boga i tęsknotę za spotkaniem z innymi. Mówią, że chcą, by „było już normalnie”. Pragną wyjść z tej rzeczywistości zamknięcia, nieustannych transmisji online i spotkać się ze wspólnotą.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
1 2 3 4 5 6 7