Wszystkie moje dzieci

O duchowej wielodzietności, Bożej redystrybucji dóbr oraz odkryciu miejsca idealnego z Szymonem Hołownią rozmawia Agata Puścikowska.

Gdy ma się dzieci w Afryce, inaczej robi się codzienne zakupy?

Kupuję chyba mniej. Ale nie dlatego, żeby odliczyć to, co zaoszczędziłem, i natychmiast przelać do Afryki. W ogóle coraz bardziej jestem przekonany, że w kontaktach z pieniędzmi, zarabianymi czy darowanymi, nie wolno się zainfekować myśleniem liczbami. Ubóstwo nie polega na doprowadzeniu się do nędzy, lecz na tym, że poprzestaje się na tym, co wystarczy.

A może to taka… chwilowa fanaberia. Gwiazda telewizyjna ma focha na pomaganie dzieciom w Afryce.

Docierają do mnie takie głosy, ludzie piszą, że może by i dali mi te dziesięć złotych, ale mają wątpliwości – dlaczego „czarne” dzieci? Czy może chcę być kopią „Brandżeliny”? Buduję sobie PR „na Madonnę”? Może ja „ocieplam” sobie wizerunek zdjęciami chorych dzieci? Chcą, bym się im tłumaczył. Przepraszam, ale nie mam czasu, by prostować zakręty w ludzkich głowach. Mam robotę do zrobienia i ją robię. Mówię o tym na tyle, na ile może się to przydać mojej fundacji, nie przeprowadzam np. spektakularnych akcji adopcyjnych, myślę zresztą, że mają one mało sensu. Dzieci powinny zostać w swojej kulturze, języku. Bywało, że siostry wysyłały je do naprawdę fantastycznych rodzin, gdzie miały rajskie warunki. Często później chciały wracać.

Pojechałeś do Kasisi jako dziennikarz, zostałeś jako… człowiek.

W Kasisi nie da się inaczej. Tu nie liczy się, co masz na wizytówce, tylko czy dzieciaki cię polubią i czy rzeczywiście pomagasz. Więc idę krok za siostrami. To ich dom. Ja tylko słucham potrzeb i szukam metod, jak te potrzeby zrealizować. Bywało, że przyjeżdżałem z pieniędzmi, które bardzo chciałem wydać na przykład na łóżka dla noworodków, a okazywało się, że kilkadziesiąt tysięcy trzeba było pilnie wydać na jedzenie. Było i tak, że najpilniejszą potrzebą okazał się inkubator, bo w całej Lusace nie było ani jednego! Kupiłem go więc i poleciałem do kaplicy cały w skowronkach, dziękując Bogu, że pozwolił mi zarobić pieniądze, które mogłem przekazać dalej. To moja ideologia od zawsze: nie mam nic, czego bym nie otrzymał, pełnię tylko rolę kuriera, posłańca. Zadzwoniłem potem do znajomych w Polsce, żeby podzielić się radością…

Gratulowali?

A skąd! Zorganizowali naradę pod hasłem: „Hołownia zwariował”. (śmiech) Padały argumenty, że to nieodpowiedzialne, bo zabieram marzenia moim przyszłym dzieciom, że zgrzeszyłem nieroztropnością, bo nie należy rozdawać pieniędzy, tylko inwestować. A poza tym na pewno chciałem poczuć się szlachetniejszy, więc zgrzeszyłem też pychą. Radość wyparowała ze mnie w kwadrans. Pojawił się lęk: A co, jeśli oni naprawdę mają rację? Po kilku dniach psychicznego „grillowania” samego siebie pomyślałem: „A mam to w d...!” . Bóg chce, żebym rozdawał w Kasisi kapitał, a nie odsetki. Kropka. Nie będę siedział w Polsce, składał stówkę do stówki i przez pięćdziesiąt lat obliczał, ile to ja tym dzieciom dam w 2050 roku. One potrzebują tego dziś. A ja? Jakiś czas temu, właśnie w Kasisi, zawarłem z Panem Bogiem „deal”: „Ja spróbuję nie martwić się o nic, Ty się martw o wszystko”. Ewangeliczna wdowa w Europie nawet przez wierzących uznana byłaby za wariatkę, w Afryce wiara w Opatrzność jeszcze działa.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10