Określ swoje granice

Nowy wspaniały świat często niesie ze sobą samotność, pustkę i poranienie człowieka. Nie chodzi o to, by od niego uciekać czy by kogokolwiek do takiej ucieczki namawiać. Trzeba uczyć wybierania tego, co ważne.

Reklama

W wywiadzie z abpem Skworcem dotyczącym nowej ewangelizacji padło ważne stwierdzenie: trzeba próbować dotrzeć do człowieka w tej rzeczywistości, w której on funkcjonuje. W takiej sytuacji, w jakiej jest. Więcej: właśnie temu konkretnemu człowiekowi, w jego sytuacji życiowej, trzeba przynieść nadzieję. Właśnie dla niego jest Ewangelia – Słowo, które wyzwala.

Świat jest dziś trudny. Po pierwsze, bardzo szybko się zmienia, zarówno w sferze technicznej, jak i ludzkiej. Pierwszym, co nie nadąża są więzi międzyludzkie. Te najbliższe: rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi… Można mieć tysiące znajomych i żyjąc taką ułudą stracić wszystkich bliskich. O więzi trzeba świadomie i aktywnie dbać. Trzeba ludzi tego uczyć. Czy to zadanie dla Kościoła? Bez wątpienia, z prostego powodu. Bez doświadczenia miłości człowieka nie można zrozumieć miłości Boga. Bez doświadczenia ludzkiej przyjaźni stwierdzenie „Jezus jest twoim przyjacielem” to tylko puste słowa. Jak w takiej sytuacji prowadzić człowieka do spotkania z Bogiem?

Kolejny problem to narastający chaos w sferze dobra i zła. Człowiek współczesny trafia na swoisty targ wartości, z których może wybierać. Co warto wybrać? I nie mniej ważne: dlaczego? Uzasadnienie „z autorytetu” często nie wystarcza. Trzeba umieć pokazać dobro, odnaleźć sens w tym co trudne.

W końcu kolejne – niebagatelne wyzwanie – to ludzie "zużyci". Wykorzystani i porzuceni. Ludzie, którzy uwierzyli jakiejś drodze, dokonali wyborów które ostatecznie wypchnęły ich poza nawias społeczności, poza nawias życia. Spotkanie z nimi wymaga nie tylko zejścia pomiędzy nich, ale stanięcia wśród nich jak równy wśród równych. Każde inne podejście będzie poniżać, a trzeba raczej uratować i rozbudzić tę resztkę ludzkiej godności, która w nich pozostała. Zobaczyć to dobro, którego nie zniszczyła żadna nędza, cierpienie, upodlenie czy grzech.

Zobaczyć dobro w człowieku i pokazać Dobro. To prawdziwe, niezniszczalne, to o które warto walczyć i do którego warto dążyć. Trzeba je pokazać młodzieży, ale nie tylko: także ich rodzicom i czasem dziadkom. To nie jest tak, że pokolenie wstecz było zewangelizowane, a dopiero to obecne odrzuca wiarę i Boga. Nieprawda. Wiarę można przekazać tylko taką, jaką się ma. Jeśli wiara sprowadza się do wierności obrzędom, bez głębi, w kolejnym pokoleniu zostają same zwyczaje, albo i one są porzucane jako puste.

Bo i po co praktykować coś, co wymaga sporo wysiłku, a nic nie znaczy? Nie lepiej wyjechać na świąteczne wakacje, niż kilka dni męczyć się przy stole?

Wiele jest do zrobienia. Nowy wspaniały świat często niesie ze sobą samotność , pustkę i poranienie człowieka. Nie chodzi o to, by od niego uciekać czy by kogokolwiek do takiej ucieczki namawiać. Nie da się uciec od rzeczywistości, a koncentrując się na ucieczce nie pokazujemy, jak w nim żyć dobrze, mądrze i szczęśliwie. Trzeba uczyć wybierania tego, co ważne. Określania warunków granicznych własnego życia: z tego zrezygnować nie mogę. Z siebie samego. Z drugiego człowieka. Z Boga.

Zadanie dla nas wszystkich. Dla całego Kościoła.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • MarekM
    02.11.2011 13:49
    Nowy wspaniały świat ma odpowiedź na samotność i pustkę: hospicja, domy opieki, pomoc społeczna psychologów, terapeutów, którzy za pieniądze państwa chętnie się pochylą nad czyjąś słabością.

    Natomiast reszta świata nadal może brylować w świetle reflektorów dopóki jest się młodym, wykształconym i żyje się w dużym mieście.

    Za jakiś czas nawet śmierć będzie ugłaskana, schludna i możliwa do przełknięcia.
  • Beszad
    02.11.2011 19:35
    Zwykle nie mam czasu na telewizję - czasami jednak mój wzrok zahaczy przelotnie o jakieś sceny serialików, które namnożyły się jak grzyby po deszczu. Nie chcę ich oceniać, skoro nie oglądam - być może przedstawiają też głębsze dylematy. Jednak uderzyło mnie jedno: wszędzie epatuje z nich obraz, który nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością - przynajmniej tą, która dotyczy jakiegoś uczciwego przekroju społeczeństwa.

    Wszyscy w tym szklanym okienku żyją dostatnio, konsekwentnie przemilczane są problemy prowincji - ukazanej co najwyżej w kategoriach groteskowych. Nie znajdziemy tu problemów ogromnej cześci społeczeństwa, która pogrążona jest w biedzie, bezrobociu lub innych formach społecznego wykluczenia. Sprawy wiary - jeśli w ogóle sie pojawiają - przedstawiane są w kategoriach folkloru...

    Słusznie więc pani Joanna zauważa, że zbyt szybko ulegają zmianie relacje międzyludzkie. Wszystko dzieje się zbyt szybko. Ludzie wypchnięci na margines, którzy czasem spojrzą w to szklane okienko, mają jeszcze większego doła, bo medialne zwierciadło zdaje się mówić: NIE MA CIĘ. Myślę, że jest to dla wielu ludzi bardziej bolesne, niż wszelki niedostatek materialny.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9