Sól w oku

Czy chrześcijanie w Europie są jeszcze „u siebie”? Za wiarę do nikogo tu wprawdzie się nie strzela. Ale za przekonania coraz łatwiej trafić za kratki lub wylecieć z pracy. Potwierdza to najnowszy raport o nietolerancji i dyskryminacji.

Reklama

Na pierwszy rzut oka to sianie niepotrzebnej paniki. Jak można mówić o prześladowaniu chrześcijan w Europie w sytuacji, gdy w wielu krajach na świecie wyznawcy Chrystusa rzeczywiście oddają życie za wiarę, w kościołach wybuchają bomby, a władze państwowe zawłaszczają kolejne tereny należące do Kościoła? Autorzy raportu są świadomi tych wątpliwości i różnic między sytuacją chrześcijan w Europie a na przykład w Iraku, Indiach czy Wietnamie. Są jednak również świadomi, że polityczna poprawność oswoiła Europejczyków z bardziej wyrafinowanym łamaniem wolności sumienia, które w niektórych krajach przybiera wręcz groteskowe formy. Zarejestrowane w Austrii Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan, należące do unijnej Agencji Praw Podstawowych, w raporcie obejmującym lata 2005–2010 przedstawia udokumentowane przypadki poważnego łamania wolności religijnej i wolności sumienia. Wyłania się z tego mało optymistyczny obraz Starego Kontynentu, w którym jest coraz mniej miejsca nie tyle na religię, ile na broniony przez nią zdrowy rozsądek i prawa natury. Niektóre z podanych przykładów brzmią nieprawdopodobnie. Ale to naprawdę dzieje się w Europie XXI wieku.

Homo-reżim
Hiszpania, listopad 2008 roku. Sędzia Fernando Ferrin Calamita, 51-letni ojciec siedmiorga dzieci, praktykujący katolik, od 10 lat pracuje w sądzie w Murcia. Najpierw zostaje zawieszony, a następnie skazany na 18-letni zakaz wykonywania zawodu. Powód? Opóźnianie adopcji małej dziewczynki przez lesbijkę, która zarazem była partnerką matki dziecka. Sędzia Calamita powoływał się na sprzeciw sumienia. Tłumaczył, że działał w interesie dziecka. Również w Hiszpanii, w lipcu 2010 roku, chrześcijańska stacja telewizyjna Intereconomia zostaje zmuszona zapłacić karę w wysokości 100 tys. euro za nadanie serii reklam promujących rodzinę i przeciwstawiających się homoseksualnemu stylowi życia. Aktywiści gejowscy złożyli skargę do rządu. Telewizja tłumaczyła się, że media mają prawo zwracać uwagę na to, że rząd, prowadząc politykę rewolucyjną wobec rodziny, miesza się w sprawy moralności publicznej.

Wielka Brytania, styczeń 2009 roku. Rada Miejska w Brighton żąda od chrześcijańskiego domu opieki (m.in. dla byłych misjonarzy i emerytowanych duchownych), by cztery razy w roku pytał swoich podopiecznych o orientację seksualną oraz pozwolił radzie wykorzystywać zdjęcia homoseksualistów w materiałach promocyjnych, a także zapoznawać pracowników z prawami gejów. Dom pomocy odrzuca żądanie rady, broniąc swojego prawa do poszanowania chrześcijańskiego etosu. Traci przez to fundusze (13 tys. funtów) z samorządu lokalnego. Jako powód władze podają powoływanie się przez ośrodek na „przekonania religijne” w ocenie homoseksualizmu. W ten sposób prawa chrześcijan zostały zignorowane na rzecz „praw” homoseksualistów. To akurat nie dziwi w kraju, który razem z Hiszpanią premiera Zapatero przoduje w rewolucji, mającej na celu przedefiniowanie najbardziej podstawowych pojęć.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • anik
    09.02.2011 10:46
    Ja myślę, że w Polsce chrześcijanie są bardzo mocno prześladowani i mają trudności z publicznym praktykowaniem swojej religii.
    To mniejszość ich nie toleruje , prześladuje i zmusza do niechcianych zachowań.
    Np. w niedziele kościelne dzwony o godzinie 6 rano mogą bić tak cicho, że słychać je tylko w kilku wsiach a nie w całym powiecie bo nieliczni ateiści to wymusili skargami, że nie mogą się wyspać w wolny dzień ...
    Słyszałam też , że niereligijnie wychowane dzieci ateistów za namową swoich rodziców ,dokuczają dzieciom z rodzin chrześcijańskich wyzywając je od aniołków.

  • marianna
    09.02.2011 12:07
    Cóż, psychiczne znęcanie się podczas spotkań towarzyskich trzeba umieć jakoś znosić. Ewentualnie wyrobić sobie cięty język albo po prostu zmienić towarzystwo.
    Dotkliwsze są kary finansowe i tu nieodmiennie zastanawiam się, jakim prawem w odniesieniu do biskupów czy księży są one tak wysokie? Wychodzi się chyba z założenie, że diecezja zapłaci. Ale czy takie podejście jest zgodne z prawem? Pieniądze diecezji służą przecież wszystkim wiernym, a czasem nie tylko wiernym jak w przypadku diecezjalnych dzieł charytatywnych. Na takiej samej zasadzie można by np. za jakieś wykroczenie skazać premiera na ogromną grzywnę, bo przecież dysponuje skarbem państwa, z którego może zapłacić. To, co teraz napiszę, brzmi może strasznie, ale trzeba by chyba zrobić to, co opisana w tekście niemiecka matka - zamiast płacić pójść do więzienia. Byłoby to czytelnym świadectwem.
    A jeśli jakaś instytucja wyrzuca krzyże, to może by ją w miarę możliwości omijać. Na przykład - jeśli istnieje taka możliwość -wybrać w razie poważnej choroby szpital, w którym jeszcze krzyży nie zdjęto. Chyba wszędzie szpitale są zależne finansowo od liczby leczonych pacjentów i może taki konkretny argument nie byłby im obojętny.
  • jaacek
    12.02.2011 21:14
    Marianno- szpitale nie zarabiają na pacjentach. Przeciwnie! Im lepszy szpital, tym więcej chorych chce się tam leczyć i w tym większe tarapaty finansowe wpędzają ten szpital! :)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9