Przybycie Ojców Białych do Polski

O. Hermann Cornelissen po 25 latach powrócił do Polski, aktualnie pracuje jako formator przyszłych misjonarzy

3 stycznia 1985 r. pochodzący z Belgii o. Herman Cornelissen (misjonarz w Burundii) przybył do Polski. Celem wizyty było rozpoznanie warunków założenia domu formacyjnego zgromadzenia w naszym kraju. Za „Głosem Afryki” publikujemy początek dziennika o. Hermana z okresu jego pobytu w Polsce w dniach 3-24 stycznia 1985 r.

Zgodnie z życzeniem naszych Przełożonych Generalnych, podejmujemy się tej podróży do Polski. Powierzamy ją od początku pod opieką Matki Bożej Częstochowskiej i św. Maksymiliana Kolbe, bo „jeśli Pan nie buduje domu, na próżno się trudzą, którzy go wznoszą.

Sobota 5 stycznia 1985; Warszawa

„Haec dies quam fecie Dominus” - „Oto dzień który Pan uczynił”. Kardynał Glemp jest gotów mnie przyjąć o 8.15. Temperatura jest teraz -17°. Cieszę się, że nie trzeba zbyt długo czekać na autobus. Rezydencja kardynała jest okazałym budynkiem w pobliżu Starego Miasta. Posiada duże podwórze z przodu, marmurowe schody prowadzące z przedsionka, a także kilka pokoi z wysokimi sufitami i pluszowymi krzesłami dla interesantów. To wszystko daje poczucie ubóstwa i prostoty. Sekretarz w sutannie odgarnia śnieg sprzed wejściowych drzwi. Mówi mi, że Jego Eminencja je śniadanie. Czekając na korytarzu, odmawiam różaniec.

Wreszcie sekretarz prosi, abym wszedł. Kardynał przyjmuje mnie w sposób prosty i przyjazny. Wydaje się raczej nieśmiały, ale to może być z powodu trudności językowych, choć Jego język francuski jest na dobrym poziomie. Słucha, co mam do powiedzenia o naszych planach na przyszłość i jest bardzo pozytywnie nastawiony, i zachęca mówiąc: „Kościół w Polsce ma się otwierać na świat i na misje”.

Radzi nam, aby rozpocząć w sposób pokorny i iść powoli. Być może, przez pierwszy rok w Polsce będziemy tylko adoptować się do warunków, bez poszukiwania kandydatów na kleryków. Radzi, że najlepiej byłoby, abym udał się do Lublina i dokonał wszelkich niezbędnych uzgodnień z bp Pylakiem i Uniwersytetem. Zorganizuje dla mnie spotkanie z biskupem pomocniczym Jerzym Dąbrowskim, który wyda oficjalne zaproszenie. Mówi o nowym Centrum Szkolenia przed wyjazdem na misje, otwierającym się w Warszawie.

Zapewnia mnie, po raz kolejny, o jego sympatii dla naszego przyjazdu i obiecuje mi pełne poparcie. Dziękuję mu za wielką życzliwość i obiecuję, że jako Ojcowie Biali zrobimy wszystko, aby współpracować z Kościołem polskim, szanując jego struktury i rzeczywistość, w której działa. Kiedy wychodziłem z audiencji, zauważyłem, że trzy osoby czekają na spotkanie z Kardynałem, aby przedstawić swoje problemy.

Pierwsi Ojcowie Biali w Polsce z wizytą u abp Bolesława Pylaka. Od lewej: o. Herman Cornelissen, abp Bolesław Pylak, o. Vic Missiaen, o. Lazaro Bustnice   archiwum Misjonarzy Afryki Pierwsi Ojcowie Biali w Polsce z wizytą u abp Bolesława Pylaka. Od lewej: o. Herman Cornelissen, abp Bolesław Pylak, o. Vic Missiaen, o. Lazaro Bustnice Czwartek 10 stycznia 1985; Lublin

Z młodym kapłanem jadę autobusem i wkrótce przybywam do domu biskupa. Duża i okazała rezydencja. Odczuwa się czas ukryty w ścianach. Siostra pyta zza drzwi: „Kto tam?” Odpowiadam: „Biały Ojciec z Belgii”. Zasuwy się odsuwają, klucze szczękają w zamkach, brama się otwiera. Jestem w środku, witany przez dwie siostry, ubrane po świecku. Przychodzi biskup i mnie wita. Smukły i bardzo przyjazny, ubrany w zwykłą sutannę. Przyjmuje mnie bez ceremonii. Nie zna angielskiego i tylko trochę po francusku, ale jest dość swobodny w języku niemieckim.

Siostry podają herbatę i zaczynamy rozmawiać o sprawie. On także opowiada się za tym, aby początek był powolny i pokorny. Nazywa to: „stałem się Grekiem dla Greków”.

Nie powinniśmy myśleć o zdobywaniu powołań na początku, ale iść do przodu, krok po kroku i wykorzystywać nadarzające się okazje, nie robiąc ambitnych planów na przyszłość.

Niepewności życia w Polsce oznaczają, że ludzie żyją, w dużym stopniu, z dnia na dzień, dostosowując się do ciągle zmieniającego się otoczenia, a zwłaszcza do wielu ograniczeń. Co się udało zrobić w danym dniu zostaje i nikt tego nie zabierze. Słucham w milczeniu. Biskup mówi mi, że jest Kanclerzem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i może pomóc nam zamieszkać i rozpocząć studia.

Proponuje zamieszkanie w konwikcie, gdzie kapłani – studenci mieszkają albo na plebanii w pobliżu Uniwersytetu, gdzie jest kilka wolnych pokoi. Jedyna trudność może pochodzić od rządu, ale będzie prosił o wizy dla nas.

Pytam go, dlaczego zgodził się nas przyjąć w swojej diecezji. Odpowiedział: „Bo jestem chrześcijaninem i muszę pomóc”.

Siedzimy i rozmawiamy do późnej nocy.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9