Listy z Brazylii

W upalnej Brazylii, na faveli, nie ma jesieni. Jest słońce co zabija i deszcze co burzą i ... też mają ofiary. Baraki mokre, cuchnące od wilgoci...

Reklama

Ks. Mariusz Berko


SARAMANDAIA, Salvador w Brazylii

Jak to jest możliwe umrzeć...

W Polsce zaczęła się jesień i deszcze zacierają krajobrazy. Coraz szybciej biega się po ulicach, aby schować się w zaciszu swego domu, swego pokoju, swego komputera... jakikolwiek by był ten dom i pokój, to zawsze zaciszny i ciepły. Twój dom, Twoje łóżko, Twój stolik, Twój czas ... dla siebie. Niepokoje o jutro, wybory te polityczne i te osobiste. Co dalej, jak będzie ? A ja chcę cię prosić o chwilę ... o czas - na refleksję. Nie tylko na cmentarzu, przy świecach i chryzantemach ... Proszę o Twój czas teraz... W tę jesień, choć nie zawsze złotą, ale naszą, polską jesień.

A ja w upalnej Brazylii, na faveli, gdzie nie ma jesieni. Jest słońce co zabija i deszcze co burzą i ... też mają ofiary. Baraki mokre, cuchnące od wilgoci ... Wielu umarło przez choroby lub zawaleni błotem ... zjeżdżającym wraz z barakami. Życie na faveli ... Czy nic się nie zmieniło? Jak wszędzie niewiele. Małe gesty dobroci przemijają prawie niezauważone, a wielkie tragedie tylko na chwile zatrzymują nas w niemym zaskoczeniu. Tak było ze śmiercią słynnego w Brazylii piłkarza, Serginho . W czasie meczu transmitowanego przez TV, upadł nagle bezwładny. Piłkarze dwóch drużyn przerwali mecz i wraz z sędziami, wzięli się za ręce, aby się i modlić na murawie stadionu. Kibice zamilkli. Jednak Serginho umarł. Miał 30 lat. Był silny, zdrowy i do końca nie przeczuwał tego najważniejszego momentu w jego życiu.. Wielu Brazylijczyków było w szoku. Pytali mnie później - "Padre, jak to jest możliwe?". No właśnie, jak to jest możliwe umrzeć ... w końcu wszyscy wiemy, a nie wierzymy. Śmierć jest zawsze niemym zaskoczeniem.

Umarło się też pani Teresie, mojej czarnej parafiance, oddanej i zawsze z humorem. Źle się poczuła wieczorem, a serce już miała trzy razy większe. To taka choroba, którą wstrzykuje robak w trakcie ukąszenia i nie ma lekarstwa. Pani Teresa wiedziała, że umrze, ale nigdy nie mówiła, że serce ją boli. A bolało ją już od kilku lat. Zawsze się śmiała najgłośniej. Po dwóch godzinach zadzwonili ze szpitala. Pani Teresie po prostu pękło serce. Na cmentarzu, już na drugi dzień rano, tysiące ludzi płakało. Tylko moja Dansarina (tancerka), jak ja nazywałem, stała spokojnie. To sześcioletnia, przybrana wnuczka pani Teresy. Czy nie rozumiała ? Wręcz przeciwnie. Kiedy wziąłem ją na ręce, zadumana powiedziała mi -"Babcia jest już w niebie, ale gdzie ja teraz będę mieszkać". Jej ojciec, młody chłopak murzyński, jest bandytą....i nie ma go. Matka, żyjąca w baraku z kilkoma innymi dziećmi, już powiedziała, że jej nie chce i ... że ona też powinna umrzeć. A moja Dansarina żyje i śmieje się do mnie ... Powiedziano mi potem, ze ktoś ją wziął, oddał i policja matce nakazała się nią opiekować. Byliśmy w baraku ją odwiedzić, ale mojej Dansariny nie było. Sąsiedzi powiedzieli, że matka ją wywiozła ... I nikt nie wie gdzie. Zostało mi zdjęcie z uśmiechem małej rozrabiary, co to już wszystko w życiu widziała i przeżyła ... i to pytanie - "Gdzie teraz mieszkasz malutka ?"

Umarła też pani Anna, ta z na przeciwka "Domu nadziei". Zawsze chodziła bez butów. Na boso, po kamienistej, pełnej szkieł ścieżce Saramandaia. "I tylko niech mi ksiądz nie każe chodzić w butach do kościoła, jak poprzednik, bo nie będę chodzić wcale. Nie umiem chodzić w żadnych butach". - zawsze mi krzyczała przed wejściem. Nic nie miała. Barak zabity deskami, małe radyjko z którym modliła się całą noc i ... troszkę jedzenia. Była tak biedna, ale oburzyła się, kiedy zaniosłem jej trochę jedzenia. „Księże, to na Saramandaia nie ma już ludzi biednych? Przecież ja mam co jeść”. Miała trochę ryżu i oleju. Była bogata nie przez to, że miała, ale przez to, że tak mało potrzebowała. Na pewno do nieba poszła z butami. Módl się za nami.

Odszedł też Grimaldo, szesnastoletni chłopiec. Dwa lata leżał na ziemi ... swojego domu. Miał przestrzelony kręgosłup. Nikt nie wie czy to policja czy bandyci strzelali. Dwoje dzieci wtedy zginęło, a Grimaldo przeżył ... dwa lata w cierpieniu. Kiedy zachodziłem do niego zawsze mi mówił, że nie jest najgorzej, bo jego babcia, po wylewie już nie mówiła i jadła tylko przez sondę. Lekarze dali jej kilka dni ...a żyje do dziś. Przeżyła Grimaldo. Zawsze mi mówił, że jeszcze będzie grał w piłkę, bo przecież cuda się zdarzają. "Ronaldo, też miał wypadek i wydawało się, że będzie na wózku, a strzela gole jak Pele"- powtarzał ciągle Grimaldo. Zawsze na odchodne powtarzałem, że zagramy kiedyś w jednej drużynie. Miał taka wiarę, radość życia i nadzieję ... Na pewno dzisiaj gra lepiej niż Ronaldo ... z aniołami w niebie. Tylko ja pozostałem z tym pytaniem, czy zagramy kiedyś w jednej drużynie ? Kto dziś pomodli się za nich? Już zapomnieli wszyscy. Tyle tu śmierci, że nie mówi się o niej, ani o tych, których zabrała. Pomódlicie się za nich i za tych, za których nikt się nie modli, a których zdziwione, martwe oczy widzę jeszcze w mojej pamięci. Za tych zabitych na ulicach, w domach i więzieniach.
Pisze o śmierci, a przecież Wszyscy Święci to ci co ŻYJĄ, co zdobyli życie pełne i szczęśliwe. Właśnie dlatego piszę, bo przecież śmierć jest częścią Życia. To właśnie śmierć jest narodzeniem, jak mówimy o świętych we wspomnieniu - on nie umarł - narodził się dla nieba. Przecież przyjdzie i czas naszego "narodzenia", a może dziś, a może jutro ... Nie ważne. Ważna jest moc czynu.

Piętnaście lat temu miałem możliwość spacerować po cmentarzu Orląt Lwowskich. Na początku ze ściśniętym sercem czytałem napisy o kilku i kilkunastoletnich dzieciach -POLAKACH, co nie bali się bólu i cierpienia i śmierci. Może się bali, ale czuli, że jest COŚ większe od śmierci. (Nie zapomnijcie o cmentarzu we Lwowie ). Dopiero kiedy dotarłem do grobu zastawionego świeżymi kwiatami, zrozumiałem więcej. To był grób naszej Marii Konopnickiej. Były tam wygrawerowane jej słowa. Były dla wszystkich, ale wtedy ona przemówiła do mnie.
Do dziś ( po 15 latach ) pamiętam te słowa jak żywe:



"Proście wy Boga o takie mogiły,
które łez nie chcą, ni skarg, ni żałości,
lecz dają sercom moc czynu, zdrój siły na dzień przyszłości ..."


Pani Mario. . . nasza żywa, Wielka poetko. Bóg zapłać.

SARAMANDAIA, Salvador w Brazylii

Ks. Mariusz Berko


PS. Zapraszam do moich listów i galerii zdjęć: www.favela.republika.pl

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6