Czekamy na spotkanie

Zygmunt: – Jeszcze za kawalera miałem kiedyś taką myśl, jakby nie ode mnie, że będziemy mieli dziecko i mamy to dziecko poświęcić Panu Bogu. Nie rozumiałem wtedy, co to znaczy.

Reklama

Kiedy urodził się Kuba, poszliśmy do znajomego księdza, żeby zapytać, co mamy zrobić. Odpowiedział: „...no po prostu, poświęćcie je Bogu”. I tak zrobiliśmy. Kiedy Kuba miał dziesięć miesięcy, okazało się, że jest chory.

Monika: – Wykryto guza mózgu. Byłam wtedy młodą matką, zaraz po ślubie, oczekiwałam miodu, a tu taki ból... Było mi bardzo trudno, bardzo...

Zygmunt: – Mieliśmy takie okresy, że jak Monika była słaba, ja byłem silniejszy i podtrzymywałem ją na duchu. Kiedy ja słabłem, nie wytrzymywałem tego napięcia, wtedy ona mnie podnosiła. Doświadczaliśmy tego, że nie jesteśmy opuszczeni. Bóg zawsze dawał siłę jednemu z nas, kiedy trzeba było wesprzeć współmałżonka.

Monika: – Nigdy nie zadałam pytania „Boże, dlaczego?”. Podziwiam się, że czegoś takiego nie zrobiłam. Na tyle Bóg dał mi siły i nadziei. Myślę, że dzięki ludziom, którzy się za nas modlili.

Zygmunt: – Podczas choroby Kuby doświadczaliśmy od ludzi naprawdę dużo pomocy i życzliwości. Wcześniej uważałem, że każdy myśli tylko o sobie. Okazało się, że tak nie jest, że świat wcale nie jest taki zły. To też w pewien sposób nas zmieniało.

Monika: – Miałam nadzieję wbrew nadziei. Gdybym jej nie miała, nie dałabym rady żyć. Nie dałabym rady do końca tego doprowadzić... Najpierw była operacja, potem chemie, potem naświetlania. To było półtora roku leczenia małego dziecka! Półtora roku ciężkiej pracy! Kubuś przeżył 33 naświetlania i 33 usypiania. Do końca miałam nadzieję, że Kuba będzie żył, ale Bóg chciał inaczej... My mamy swoją nadzieję, Bóg ma swoją. Nie ma modlitw niewysłuchanych, tylko Pan Bóg wysłuchuje je na różny sposób.

Zygmunt: – Cały czas się modliliśmy. Najpierw, żeby Kuba wyzdrowiał. Potem, żeby wypełniła się wola Pana Boga, żeby dał nam siłę, aby przyjąć to, co On chce. Nie rozstaliśmy się z nim na zawsze. Wierzę w to, że on na nas czeka. Ja też czekam na to spotkanie.

Monika: – Nadzieja idzie z wiarą. Jak masz wiarę, to masz też nadzieję. Musisz się czegoś uchwycić. W moim życiu nadzieja jest jedynie w Bogu, bo w Nim mogę wszystko odnaleźć.

Zygmunt: – Kiedy Kuba zmarł, Monika długo nie mogła się otrząsnąć. Lekarze ją namawiali, żeby jak najszybciej zdecydowała się na dziecko. Ja też ją namawiałem i w zasadzie trochę pod presją się zdecydowała.

Monika: – Po takich przeżyciach wielu matkom jest ciężko zdecydować się na kolejne dzieci. Za dużo bólu, za dużo cierpienia. Ale to dobrze, że od razu pojawił się Kacper, a potem Mateusz. Nadzieja jest w moich dzieciach. One dają nam radość, siłę, dla nich żyjemy. One są tym błogosławieństwem, które niesie nadzieję. Gdybym nie mogła mieć dzieci, byłoby mi trudniej. Ale nawet w takiej sytuacji nie można się poddawać. Nawet, kiedy się wydaje, że wszytko stracone, że nie ma już nic – jest Bóg. On jest naszą nadzieją.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6