Bardzo długi adwent

Ich dzieci zostały uratowane przez Boga. Teoretycznie nie powinny przeżyć pierwszych dni. – My więc możemy tylko obdarzać je witaminą M, czyli miłością – mówią Maria i Robert Kowalscy, którzy wzięli do siebie dwie dziewczynki i dwóch chłopców.

Reklama

Podkreślają, że w rodzinie adopcyjnej miłość powinna być maksymalnie dojrzała. – Decyzja o przyjęciu dziecka nie może być lekarstwem wypełniającym pewną bolesną lukę w małżeństwie. To rodzice muszą chcieć otworzyć się na potrzeby dziecka – mówią państwo Kowalscy.

Pomagał św. Józef

Wiedzą o tym dobrze Aleksandra i Daniel z okolic Krakowa, rodzice dwojga dzieci z okna życia. – Decyzja o adopcji była wspólna, świadoma, przemyślana i przemodlona. Wypływała prosto z serca, bo nie mogąc doczekać się własnych dzieci, zrozumieliśmy, że nasze pociechy nie zostaną przez nas poczęte biologicznie, tylko w sercu. I że gdzieś już są, zapisane nam przez Boga – opowiadają. Nie bez znaczenia był więc pierwiastek religijny. – Wierzymy, że Bóg cały czas nad tym czuwał. Pomagał też św. Józef, którzy przecież w pewnym sensie adoptował Jezusa – zauważa Daniel.

Oboje są przekonani, że przyjęcie dzieci z okna życia było przypadkiem zaplanowanym gdzieś w niebiosach. – Wobec dziecka nie mieliśmy żadnych oczekiwań. Chcieliśmy jedynie pokochać je z nadzieją, że i ono pokocha nas. Jego historia nie miała znaczenia – zapewnia Ola.

Gdy przeszli wszystkie procedury, zaczął się bardzo długi adwent, czyli oczekiwanie na telefon z ośrodka adopcyjnego. W końcu zadzwonił. Okazało się, że w oknie, którym opiekują się siostry nazaretanki, została znaleziona dziewczynka. Jej mama, nie mogąc wychować córeczki, zdecydowała, by trafiła ona do innej rodziny. – Spotykając po raz pierwszy dziecko, nie wszyscy mówią od razu „tak”. Ośrodek proponuje adopcję, ale można się wycofać. Najważniejsze jest, by poczuć, że właśnie to dziecko jest dla nas. Trudno to opisać słowami. Tak samo jest z pierwszą miłością – tłumaczą Ola i Daniel.

Dwa lata później znów zadzwonił telefon i znów padło hasło: „okno życia”. Tym razem na nowych rodziców czekał chłopiec. Dziś Maciek ma 6 lat i wesoło śmieje się do świata brązowymi oczami. – Kiedyś pewna pani w sklepie wypaliła, że bardzo jest do mnie podobny i że syna się nie wyprę. Wypierać się nie zamierzam – śmieje się Aleksandra. Z kolei 8-letnia Oliwia to wypisz, wymaluj jej adopcyjny tata. Nawet uśmiecha się podobnie, jak Daniel... – Oboje wiedzą jednak, jak to się stało, że są z nami. Oliwii tłumaczyliśmy wiele spraw, posiłkując się bajkami, a potem ona mądrze uprzedzała trudne pytania brata – mówią Ola i Daniel.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    31 1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31 1 2 3
    4 5 6 7 8 9 10