Piąty raz na murze

Siostry stworzą w Maroku „Wspólnotę w ruchu” służącą migrantom.

Reklama

Wyjechaliśmy za miasto. Nagle ni stąd, ni zowąd z lasu pojawiło się około 50 Afrykanów: z okaleczonymi dłońmi i rękami, bez butów, jeden jadł liście, inny jakiś korzeń czy patyk. Jak sobie to przypomnę, to serce mi się ściska. Mówili mi: siostro, dam ci wszystko, tylko zabierz mnie do Europy – opowiada s. Dolores Zok, przełożona polskiej prowincji Sióstr Misyjnych Służebnic Ducha Świętego (SSpS). Razem z s. Marią José da Silva, przełożoną prowincji portugalsko-hiszpańskiej, przez ponad tydzień rozeznawały sytuację migrantów z Afryki w marokańskim Tangerze i jego okolicach.

Zgromadzenie sióstr werbistek (tak również nazywane są siostry SSpS) wysłało dwie przedstawicielki, by założyć w Maroku wspólnotę sióstr, która będzie niosła pomoc migrantom, którzy tamtędy starają się dostać do Europy. Cała wioska składa się na podróż Obok szlaku libijskiego – skąd łodziami i pontonami migranci z Afryki starają się dotrzeć na włoską wyspę Lampedusę – Maroko jest najbliżej Europy, a dokładnie – Hiszpanii. Jedna droga, morska, wiedzie przez Cieśninę Gibraltarską. Druga – krótsza – przez wysoki mur zakończony drutem kolczastym oddzielający Maroko od dwóch eksklaw hiszpańskich na terenie Maroka – Ceuty i Melilli. Na tym płocie i jego kolcach ranią dłonie, ręce, nogi i bok migranci, którzy próbują go sforsować, by dostać się na teren Europy i otrzymać azyl.

Hiszpańska Ceuta leży w pobliżu marokańskiego Tangeru, którego arcybiskupem jest hiszpański franciszkanin Santiago Agrelo. To właśnie opowieść abp. Agrela na spotkaniu przełożonych prowincjalnych sióstr misyjnych w Fatimie zainspirowała siostry do podjęcia trudnej misji pomocy migrantom w Maroku. Wokół Tangeru, w lasach, na pustkowiach ukrywają się ci, którzy przebyli długą drogę z krajów Afryki Subsaharyjskiej i próbują szczęścia, podejmując nocne próby pokonania kolczastych zapór. – Arcybiskup Agrelo co poniedziałek sam jeździ do tych koczowisk, rozdaje migrantom koce, odzież i żywność. Zależy mu na jednym: żeby ci ludzie mieli dobry obraz Kościoła, który jest po ich stronie, z biednymi. Kościół w Maroku w dużej części stanowią właśnie migranci. Rodowici Marokańczycy nie mogą się nawracać na chrześcijaństwo, to jest karalne – opowiada s. Dolores.

Migranci, którzy próbują wdrapać się na mur oddzielający od Ceuty, są zdeterminowani do ostateczności. Po pokonaniu pierwszej przeszkody mają do pokonania teren neutralny, a potem drugi mur. W przestrzeni między murami są wyłapywani przez policję. – I wtedy odwożą ich na południe Maroka, na pustynię. Ale oni znowu idą! Wracają do Tangeru i Nadoru (obok tego miasta jest eksklawa Melilla). Jeden z tych, których spotkaliśmy, już piąty raz przebywa tę drogę.

Oni wszyscy wyszli pieszo z Ghany, z Wybrzeża Kości Słoniowej, z Liberii. Cała wioska składała się na to, żeby dać pieniądze temu migrantowi. Sprzedawali krowy, żeby miał czym opłacić przemytnika i dostał się do Europy. A jak będzie w Europie, to pomoże swojej wiosce. Oni tak to widzą, tak sobie wyobrażają. Nie przedostając się przez płot, jakby tracili cały majątek, wszystko, co w nich wioska zainwestowała – opowiada siostra.

25 obozów wokół Nadoru

Po rozeznaniu sytuacji na miejscu s. Dolores i s. Maria José rekomendowały swojemu zgromadzeniu założenie wspólnoty w Nador (obok hiszpańskiej Melilli). Siostry misyjne będą tam współpracowały z Jezuicką Służbą Uchodźcom. – Wokół Nadoru jest 25 obozowisk migrantów. Są tam też kobiety z dziećmi i dzieci opuszczone. Nasza wspólnota chce pracować i być tam właśnie dla nich. Będziemy tam tak długo, jak długo oni tam będą i będą potrzebować pomocy, wsparcia.

Podobna nasza wspólnota, złożona z pięciu sióstr różnych prowincji, już funkcjonuje w Grecji, dokąd docierają uchodźcy przede wszystkim z Syrii, głównie muzułmanie. Nazywamy tę naszą nietypową formę wspólnoty „Wspólnotą w ruchu”. W Maroku będziemy robić to samo, co robimy w Grecji. Będziemy im dawać jedzenie, uczyć angielskiego, pomagać załatwiać dokumenty itp. Będziemy w tych działaniach współpracować z jezuitami, Caritas, wspomagać nas będzie też abp Agrelo, wspaniały człowiek, prosty, oddany, walczący o godność migrantów, sprzeciwiający się stawianiu murów przed ludźmi. Powtarzał nam, że Morze Śródziemne jest największym cmentarzem świata, tylu uchodźców w nim utonęło, próbując dostać się do Europy. A naszym zadaniem będzie być z nimi, towarzyszyć im i dać konkretną pomoc, na tyle, ile będziemy mieć możliwości – mówi s. Dolores Zok.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6