Tama

xwl

Potrzebna jest olbrzymia praca nad przyswojeniem i przełożeniem na język codziennej praktyki całej katolickiej nauki społecznej.

Reklama

W rocznicę męczeńskiej śmierci błogosławionego księdza Jerzego pielgrzymuję zawsze na włocławską tamę. Jeżdżę przed południem, gdy nie ma tam jeszcze tłumów. Nikt nie przeszkadza w modlitwie i refleksji. Właściwie trudno określić kiedy kończy się jedno a zaczyna drugie. Szum Wisły przeplata się z rykiem silników przejeżdżających ciężarówek, po prawej stronie, gdzieś pod słupem wysokiego napięcia, dyptam jesionolistny, czyli ognisty krzew Mojżesza. Zapalona przez Boga na miejscu męczeństwa wieczna lampka. Na końcu cypla zaprojektowany przez Jerzego Kalinę krzyż. Zanim go tu ustawiono towarzyszył modlitwie świętego Jana Pawła II i tysięcy wiernych na lotnisku w Kruszynie. W oddali celuloza, kościół świętego Jana i katedra.

Dziwne losów koło. Celuloza dawała chleb. A czekały nań tysiące, zamieszkałe na niewidocznym z tamy Grzywnie, gdzie biskup Zdzitowiecki osiedlił synów świętego Alojzego Orione. Bo oni mieli iść tam, gdzie inni już iść nie chcieli. Przy kościele świętego Jana była stołówka dla ubogich. Założył ją sługa Boży ks. Stefan Wyszyński. Mieszkający przy katedrze, aktywnie pracujący naukowo, ale i zaangażowany duszpastersko. Jego dziełem były Chrześcijańskie Związki Zawodowe i Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodzieży Robotniczej. Tu powstawały zręby do ogłoszonej w 1946 roku drukiem, a pisanej w czasie okupacji książki: „Duch pracy ludzkiej”. Autor łączył w niej katolicką naukę społeczną, wiedzę zdobytą na studiach i podczas pracy w środowisku robotniczym. W ubiegłym roku minęło 70 lat od pierwszej i chyba jedynej publikacji. Miałem nadzieję, że przy okazji rocznicy ktoś będzie chciał zrobić reprint. Nie było zainteresowanych… Na szczęście jest w Internecie.

Przed dwoma laty, na włocławskiej tamie, pytała mnie dziennikarka TVP co – moim zdaniem – dziś głosił by ksiądz Jerzy. Trudne pytanie. Pan Bóg daje charyzmaty na dany czas i miejsce. Lepiej zastanawiać się nad wyzwaniami obecnego czasu i nie próbować dawać starych odpowiedzi na nowe wyzwania (Franciszek). Jedno nie ulega wątpliwości. Potrzebna jest olbrzymia praca nad przyswojeniem i przełożeniem na język codziennej praktyki całej katolickiej nauki społecznej. W zupełnie innej niż ta z lat międzywojnia czy lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia sytuacji. Globalizacja, nowe formy wyzysku, fala imigrantów, odbierająca człowiekowi pracę technika. Jest tego sporo. Lepiej nie pytać co by robił ksiądz Jerzy. Lepiej szukać i wspierać jego następców. Charyzmatycznych liderów z wizją. W tym kontekście ostatnia refleksja z włocławskiej tamy.

W okresie międzywojennym, gdy po włocławskich ulicach chodził przyszły Prymas, bieda trzymała się z dala od kościoła. W pobliżu katedry i fary stały piękne, secesyjne kamienice, zamieszkane przez kupców, inteligencję, urzędników, oficerów wojska polskiego i liczną grupę Żydów. Miejscem osiedlenia nadciągających za chlebem było wspomniane wyżej Grzywno i dzielnica zwana Kokoszką. Dziś są tam bloki i osiedla domków jednorodzinnych a najbiedniejsi przenieśli się do centrum. Ulice 3-go Maja, Cyganka, Tumska, Żabia, Piekarska, dawną swą świetność przechowują w nielicznych, zachowanych jeszcze fragmentach secesyjnych gzymsów, strasząc miejscami grożącymi zawaleniem kamienicami. Bieda przyszła do kościoła sama. Czeka… Nie tylko na Tydzień Społeczny.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Autopromocja

Reklama

Reklama

Reklama

Archiwum informacji

niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9