Idziesz sam. Z krzyżem

To nie wyzwanie do podjęcia, ale nabożeństwo do przeżycia. O doświadczeniu wielkopostnego nabożeństwa przeżywanego w drodze mówi opiekun duchowy EDK w Opolu ks. Łukasz Knosala.

Reklama

Anna Kwaśnicka: Na ogólnopolskiej mapie Ekstremalnej Drogi Krzyżowej w ubiegłym roku Opole dołączyło do Gogolina i Kędzierzyna-Koźla. Ponad 40-kilometrowa trasa wiodła z kościoła Przemienienia Pańskiego na Górę św. Anny. Jakim przeżyciem było dla Księdza to nabożeństwo?

Ks. Łukasz Knosala: Bardzo trudnym fizycznie. Nabożeństwo rozpocząłem po całym dniu funkcjonowania, czyli po pracy w szkole i obowiązkach parafialnych. Kondycyjnie byłem przygotowany, jednak noc i cisza okazały się warunkami skrajnie niesprzyjającymi pielgrzymowaniu. Moja fizyczność była wystawiona na próbę do granic możliwości.

Dlaczego warto podejmować tak ogromny wysiłek?

Ponieważ warto doświadczać swoich granic i braków. Tak jest też w przypadku postu. W doświadczeniu braku, na który sam siebie wystawiam, a więc braku siły, braku energii, mogę doświadczyć swojej ograniczoności, tego, że już nie umiem sam siebie zabezpieczyć. W drodze mogę mieć ze sobą jedzenie i picie, mogę nieść latarkę, a nawet mieć telefon, dzięki któremu mogę zadzwonić do kogoś i poprosić, żeby mnie z tej sytuacji wyciągnął, ale idę dalej, bo chcę doświadczyć granicy siebie. W pewnym momencie jestem zdany już tylko na końcówkę własnych sił, ale chociaż ciało jest słabe, to we mnie jest przecież coś więcej. I w tym miejscu z ograniczonością ciała styka się duchowość. To bardzo indywidualne przeżycie, którym nie do końca da się podzielić.

Nabożeństwa Drogi Krzyżowej odprawiane są w kościołach i na ulicach miast, a teraz pojawiła się jeszcze nowa forma – Ekstremalna Droga Krzyżowa. Czy ona może pomóc w przeżyciu Wielkiego Postu?

Nie stawiajmy w kontraście różnych form przeżywania pobożności. Ekstremalna Droga Krzyżowa jest po prostu jedną z nich. Jej wyjątkowością jest to, że wymaga od człowieka więcej czasu i więcej wysiłku. Jest przeżywaniem w pielgrzymowaniu ducha pokutnego, przez to że warunki nie są sprzyjające: jest noc, idzie się w ciszy i w samotności. Bo nawet gdy pokonuję trasę z przyjacielem czy w grupce, to przecież sam idę i sam rozważam Drogę Krzyżową. W kościołach przeżywanie Drogi Krzyżowej jest bardziej intelektualne. Wsłuchujemy się w rozważania, wstajemy, klękamy, idziemy za krzyżem albo nie idziemy, ale to wszystko dzieje się w bezpiecznym środowisku. A tutaj mamy doświadczenie drogi i piękne doświadczenie wyjścia z krzyżem, bo przecież każdy uczestnik niesie właśnie krzyż. Idziesz sam z Jezusem i Jego krzyżem.

Co Księdzu dało ubiegłoroczne doświadczenie wyjścia z krzyżem?

To nabożeństwo okazało się wyjściem na pustynię mojej siły, wejściem w bezsilność. Zatem mogłem coś nowego w sobie dostrzec. Ta Droga Krzyżowa jest całkiem inna niż przeżywana w kościele. W niej nie tyle rozważania są ważne, ale samo przeżycie tego, że idę do końca, do celu, i że robię to z Bogiem. Idę. Modlę się. I już się nie modlę. Idę w ciszy. To znów w środku krzyczę albo śpiewam. I znowu jestem w ciszy. Czasem chodząc po górach też tak mamy, że już nam się nie chce dalej wspinać, czujemy się zmęczeni, ale wiemy, że szczyt roztoczy przed nami piękny widok.

Miał Ksiądz momenty, w których chciał zrezygnować z dojścia do celu?

Na trasie pojawiają się w człowieku różne stany: złość, chęć rezygnacji, poczucie braku sensu. Tylko w modlitwie, tylko z Bogiem możemy szukać na nie odpowiedzi. Połowa z 300 osób, które wyszły z Opola, zrezygnowała w drodze. Mnie po 30. kilometrze szło się bardzo ciężko, ale nie tyle chciałem zrezygnować, co sam przed sobą podważałem sensowność tego, co robię. Pytałem siebie, po co narażam się na cierpienie, przecież mógłbym być w tym czasie w znaczenie wygodniejszych warunkach. Wciąż musiałem uzmysławiać sobie, dlaczego idę. Czy chcę udowodnić sobie, że jestem silny, pokazać innym, że dla mnie to żaden problem, że jestem kimś lepszym, kimś, kto przechodzi Ekstremalną Drogę Krzyżową? Taka motywacja nie ma sensu. Jest głupia.

Co Ksiądz czuł u celu, na Górze św. Anny?

Na pewno nie to, co czuje człowiek, gdy sprosta jakiemuś wyzwaniu. Nie było we mnie euforii, adrenaliny i poczucia, że się udało. Wokół nikt nie wiwatował i nie klaskał. To nabożeństwo nie jest wyścigiem, wyzwaniem czy maratonem, w którym można osiągnąć sukces. To w ogóle nie ta kategoria. Ja to po prostu przeżyłem. To była Droga Krzyżowa. Na Górze św. Anny czułem zmęczenie, ból, chęć odespania tej drogi, ale oprócz tych fizjologicznych aspektów była we mnie świadomość, że przeszedłem to. U celu przede wszystkim modliłem się. Pocałowałem też krzyż, który niosłem, i potem w domu odstawiłem go na półkę. Czeka na kolejną EDK. W tym roku planuję iść nową trasą, wytyczoną wokół Opola.

Kogo zachęca Ksiądz do przeżycia Ekstremalnej Drogi Krzyżowej?

Osoby zdrowe, które chcą doświadczyć swojej granicy, chcą wystawić się na próbę pustyni, w którą zapraszają Jezusa Chrystusa i Jego krzyż. Zachęcam osoby, które wiedzą, czym jest Droga Krzyżowa, znają to nabożeństwo, ale potrzebują więcej ascezy, a może ciszy. Tu każdy idzie sam, na własną odpowiedzialność. Nie ma przewodnika, wyznaczonych postojów. To nie wyzwanie do podjęcia, ale nabożeństwo do przeżycia.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6