Modlitwa, edukacja, pomoc

– Odebrałem telefon: „Księże, jest problem. Mamy za dużo osób” – wspomina swój pierwszy Marsz dla Życia ks. Kancelarczyk. O tym, jak poradził sobie z tym „problemem” i jak odpowiednio przygotować się do organizacji marszu, mówił w Bogatyni.

Reklama

Marsz dla Życia to nie pierwszyzna dla bogatynian. Debiutowali w nim trzy lata temu, kiedy tylko ks. Robert Serafin objął tam parafię św. Maksymiliana Marii Kolbego. – Marsz był sukcesem, zarówno frekwencyjnym, jak i pod względem siły przekazu – wspomina. – Dlatego od razu zaplanowaliśmy kolejny, ale wszystko jakoś tak się poukładało, że tego nie zrobiliśmy. Tegoroczny też miał się odbyć w czerwcu, ale przyszły wichury, wiatr uszkodził dach na kościele, nie było mowy o marszu – tłumaczy.

Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Kolejny termin bogatyńskiego Marszu dla Życia wyznaczono na 4 września. W jego organizację włączyli się parafianie, wolontariusze, młodzież.

Marianna Urban jest jedną z osób najaktywniej działających w parafii. Marsz dla Życia był przez ostatnie tygodnie jej oczkiem w głowie. – Uważam, że jego przesłanie – obrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci – jest bardzo ważne i powinno być zamanifestowane także tu, w Bogatyni, na styku trzech państw. Przykład, jaki możemy dać Czechom i Niemcom, jest ważny, bo być może da siłę tamtym katolikom do podobnych działań – uważa.

Aby marsz wypadł jak najlepiej, aby ustrzec się ewentualnych błędów i dobrze przygotować do tego wydarzenia, potrzebne było nie tylko doświadczenie sprzed trzech lat, ale także osoba, której wskazówki mogły okazać się kluczowe. Ksiądz Tomasz Kancelarczyk pochodzi ze Szczecina. Jest założycielem Bractwa Małych Stópek, dobrowolnego stowarzyszenia osób, dla których obrona życia jest nie tylko sprawą wiary, ale także działania na jej rzecz. Tam też zorganizował swój pierwszy marsz pro life.

– To było trudne, ale i zabawne zadanie. Trudności polegały na przygotowaniu tego przedsięwzięcia, logistyce, zaopatrzeniu w materiały. Śmiesznie z perspektywy czasu wyglądają problemy, jakie mieliśmy z ustawą o imprezach masowych, bo nie przewidzieliśmy aż takiej frekwencji, przez co wyszliśmy poza przewidziany teren. Teraz planujemy już nasze marsze z frekwencyjnym naddatkiem i zawsze okazuje się to słuszne – śmieje się ks. Kancelarczyk.

Do Bogatyni kapłan przyjechał zaś prosto z Częstochowy, gdzie brał udział w spotkaniu działaczy pro-life. Zaraz po podróży spotkał się z osobami, które kierują przygotowaniami do bogatyńskiego Marszu dla Życia. Jedną z nich był Marcin Woroniecki. – Miałem bardzo duże oczekiwania wobec tak doświadczonej osoby i nie zawiodłem się – mówi. – Każda rada ks. Tomasza była cenna, a było ich wiele – od typowo organizacyjnych do choćby takiej, żeby nie przejmować się frekwencją, gdyby zawiodła. Ale nie zawiedzie, jestem o tym przekonany – mówi Marcin Woroniecki.

Od gościa ze Szczecina otrzymali także materiały promocyjne – wystawę plakatów, figurki 10-tygodniowego zarodka „Jasia”, talie kart do gry edukacyjnej. – Bo grupą docelową naszych działań są także gimnazjaliści. To oni są bohaterami wystawy, to oni powinni grać w te karty – wyjasnia ks. Tomasz Kancelarczyk.

Kapłan opowiadał także o tym, co teraz dzieje się w Bractwie Małych Stópek. O nowym lokum stowarzyszenia, dzięki któremu będzie można zintensyfikować działalność, o nowych akcjach informacyjnych, nowych wolontariuszach i, oczywiście, kolejnych Marszach dla Życia.

– Od marca dostępna jest aplikacja „Adoptuj Życie”, czyli asystent duchowej adopcji. Z kolei naszą wystawę rozdaliśmy już do ponad 1,5 tys. szkół, parafii i miejsc użyteczności publicznej – wymienia.

Jak dodaje, działalność Bractwa opiera się na trzech filarach: duchowym, edukacyjnym i pomocowym. – Duchowy to głównie modlitwa. Edukacja to nasze materiały, które rozdajemy. Ale bardzo ważna jest też pomoc, jakiej udzielamy matkom. 1500 pieluch czeka na każdego maluszka, który się urodzi. Potem wyprawka, opieka medyczna. Bo strach przed samotnością i brakiem środków na wychowanie dziecka jest jedną z głównych przyczyn aborcji – zaznacza ks. Tomasz.

Kiedy tylko się da, kapłan rozmawia z kobietami chcącymi usunąć ciążę, także ich mężami. – Była taka sytuacja, że dobrze sytuowane małżeństwo chciało zabić swoje nienarodzone dziecko – wspomina. – Mąż zgodził się na rozmowę ze mną. Nic mu nie powiedziałem, tylko puściłem film z USG. Rozpłakał się. To dziecko się później urodziło.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9