Jezus zaczynał od dwunastu

Rozmowa z Yajing (Joachimą) i ks. Shi (Janem), dwojgiem studiujących w Tarnowie teologię Chińczyków, oraz ks. dr. Czesławem Noworolnikiem, wiceprezesem Stowarzyszenia „Sinicum”.

Reklama

Grzegorz Brożek: Jak trafiliście na studia do Polski?

Yajing: Byłam dwa lata temu w Polsce na oazie Ruchu Światło–Życie z grupą znajomych z Chin. Stowarzyszenie „Sinicum” zorganizowało nasz przyjazd. Jako jedyna z grupy zadeklarowałam chęć udziału w projekcie studiów teologicznych w Polsce. Dwa lata trwały uzgodnienia. Otrzymałam zgodę i rekomendację od mojego biskupa – i oto jestem. Ks. Shi: Ja z kolei przyjechałem tu za pośrednictwem China Centrum w niemieckim mieście Sankt Augustin. Oboje korzystamy z projektu realizowanego przez „Sinicum”. Ks. Czesław: Uczą się teraz polskiego. Doskonalą też angielski. Ks. Shi będzie na studiach licencjackich, a Yajing już zaczęła studia teologiczne.

Czego oczekujecie od swojego pobytu w Polsce?

Ks. Shi: Kościół w Chinach jest bardzo młody. Potrzebujemy zakorzenienia w tradycji, musimy poznać różne formy działania pastoralnego, duszpasterskiego i dowiedzieć się, w jaki sposób Kościół może służyć wiernym. Podobają się nam różne formy, które tu widzimy, tym bardziej że wszystkie dla nas są czymś nowym, wszystkim jesteśmy zaskoczeni, wszystko – pracę z dziećmi, młodzieżą – chcielibyśmy jakoś później przenieść na nasz grunt.

Yajing: Ja studiuję teologię, bo chciałabym lepiej poznać Chrystusa, głębiej niż na prywatnych katechezach, które miałam w domu. Lepiej poznać Jezusa i lepiej poznać Kościół. Pogłębić wiarę. Studia teologiczne widzę nie tyle jako wyzwanie intelektualne, ale rodzaj powołania, wezwanie od Jezusa, by w ten sposób być bliżej Niego, przez naukę, wiedzę, formację duchową. Chciałabym po studiach być mocniejsza w wierze, by potem dzielić się u siebie tym, co tu otrzymaliśmy.

Będziecie mieć taką możliwość?

Yajing: Pochodzę z Tjenjin, to wielomilionowe miasto niedaleko Pekinu. Urodziłam się w rodzinie, która jest katolicka od trzech pokoleń. Nasza wiara to owoc pracy misjonarzy, którzy pracowali w Chinach jeszcze przed II wojną światową i rewolucją. W Chinach nie miałam możliwości studiowania teologii. Wszystko, co wiem, wyniosłam z katechez, które w moim domu prowadzili diakoni i księża. Nie ma też możliwości uczestnictwa w liturgii poza prywatnym domem. A i z takiej szansy mogłam korzystać tylko z zachowaniem dyskrecji. Czy będę mogła wykorzystać teologię po powrocie do kraju? Mam nadzieję.

Ks. Shi: Ja jestem z innej części Chin. Mamy w diecezji międzydiecezjalne seminarium duchowne, w którym byłem formatorem. Studiowały w nim nawet trzy osoby świeckie, chociaż w drodze wyjątku. Uważam, że studia w Polsce pomogą mi po powrocie lepiej służyć tym, którzy przygotowują się do kapłaństwa.

Ks. Czesław: Nasi goście reprezentują różne środowiska katolików. Nie o wszystkim mogą mówić. Wyjechali z Chin, ale władze w ich kraju nie wiedzą po co. Fakt, że studiują teologię, nie musi się w Chinach podobać. Sytuacja Kościoła w Chinach jest trudna. Wspólnota katolicka składa się w gruncie rzeczy z małych, rodzinnych grup, bardzo w dodatku rozproszonych. Nawet uznawany przez władze Kościół nie działa w rzeczywistości wolności religijnej. Stąd w Państwie Środka nie są możliwe różne znane nam formy duszpasterstwa.

Czy przypadkiem ich obecność w naszym Kościele nie jest także zadaniem dla nas?

Ks. Czesław: – Myślę, że tak. To nie jest pomoc idąca w jedną stronę. Oni ciągle przypominają nam swoją obecnością o tym, że Kościół jest powszechny, że są kraje, gdzie nie można wiary wyznawać swobodnie i wspólnotowo. Kraje, w których wyznawanie Jezusa wymaga samozaparcia, odwagi, czasem heroizmu, kiedy całe zewnętrzne środowisko jest niechrześcijańskie i niekoniecznie przyjaźnie nastawione do tych, którzy wierzą. Oni wreszcie swoją obecnością mówią nam, że w Chinach jest Kościół i wymaga pomocy. Ich studia w Polsce to nie jest nasz prezent dla nich, ale wymiana darów.

Możemy coś rzeczywiście zrobić dla katolików w Chinach?

Ks. Czesław: Wsparcie dla Kościoła tam to jest idea „Sinicum”. Werbista o. prof. Roman Malek, sinolog, mówi, że mamy wiele do ofiarowania. Nasz Kościół osadzony jest mocno w nauczaniu soboru i przywiązany do tradycyji, nie propaguje nowinek i jest żywym Kościołem. Dajemy im nie tylko możliwość studiów. Mogą tu także doświadczyć wspólnoty Kościoła i tego, czym jest żywa wiara.

Co zmieni fakt, że tych dwoje i trzy siostry zakonne studiujące w Warszawie sztukę religijną kiedyś wrócą do Chin i będą apostołować?

Ks. Czesław: Wiarę przekazuje się indywidualnie, doświadczenie wiary to osobiste spotkanie z Jezusem. Chrystus, kiedy zaczynał, powoływał pojedynczo uczniów. Chrześcijaństwo zaczęło się od 12 ludzi. Dziś Kościół jest na całym świecie.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    27 28 29 30 31 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    1 2 3 4 5 6 7