Panu Bogu świeczkę, a diabłu kokę

O wiosłowaniu po parafii, „rodzinie” księdza i kościach na Mszy św. z ks. Mariuszem Godkiem rozmawia Jędrzej Rams.

Reklama

Jędrzej Rams: Ile lat spędził Ksiądz na misjach w Boliwii?

Ks. Mariusz Godek: Łącznie 7 lat. To może nie była większość mojego kapłaństwa, ale właśnie tam pracowałem najdłuższej na jednej parafii. Byłem na obrzeżach Santa Cruz de la Sierra w Boliwii. Dodatkowo dojeżdżałem do pięciu miejsc.

Czyli jak na Amerykę Południową całkiem dobre warunki misjonarskie...

Można powiedzieć, że tak, bo niektórzy moi koledzy cały dzień wiosłowali w łodzi, by dopłynąć do swoich wiernych... Praca duszpasterska polega na pracy z laikatem, jego liderami. Przygotowanie do Komunii św. trwa tam dwa lata. Każdy katecheta ma swoją 10-osobową grupę. Czasami pomagają im ochotnicy, którzy np. byli w ostatniej grupie do bierzmowania. Dzieci co niedziela przychodzą na 8.30 na Mszę św. i zostają do 13.00. Długo trwają też przygotowania do innych sakramentów. Są katechiści tylko od spraw małżeństwa, od przygotowania do chrztu świętego, od bierzmowania, od przygotowania młodych zagubionych ludzi do wszystkich sakramentów...

Rozmawiamy we Wleniu, gdzie Ksiądz odbudowuje zdrowie. Marzy Ksiądz o powrocie?

Trudno mówić o marzeniach, gdy od początku mówiłem księdzu biskupowi i innym kapłanom oraz świeckim, że to jest tylko czasowe i powrót jest z mojej strony pewny. Boża opatrzność mi w tym pomagała i utwierdzała. Także modlitwa wielu biskupów, zgromadzeń, kapłanów i świeckich za powrót do zdrowia. Za to serdecznie im dziękuję. Powierzam ich w ręce Dobrego Pana.

Wraca Ksiądz z tą samą pasją, z którą przed kilkoma laty wyjeżdżał po raz pierwszy?

Mogę te emocje porównać do miłości. Na początku jest „na hura!”, a później miłość dojrzewa. Niewątpliwie teraz jest dojrzalsza. Gdybym dzisiaj miał usiąść i napisać książkę o moich misjach, to na pewno wracałbym myślami do tych moich pierwszych spotkań z tamtymi ludźmi. Wtedy łatwiej było mi zauważyć różnice. Dzisiaj łatwiej byłoby mi wytłumaczyć, że ludzie wszędzie są tacy sami. Kościół jest jeden i powszechny.

Czyli Pismo Święte mówi tak samo o nas, jak i o tamtych?

Zdecydowanie tak. Było kiedyś wielkim nieporozumieniem traktowanie tych ludzi jako podgatunek człowieka. Robili to przede wszystkim władcy świeccy, którzy myśleli o zastępach niewolników, a to Kościół zawsze walczył o ich prawa, stąd jest przez nich tak doceniany.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6