Tylko dla odważnych

Nie noszą habitów i żyją w rodzinach, ale należą do zgromadzenia. Dziękując Bogu za przepracowane lata, odnawiali przyrzeczenia, które składali, wstępując do wspólnoty.

Reklama

Nie zabrakło wielkiego tortu i wspomnień, których przez 40 lat pracy w pilskiej parafii pw. Świętej Rodziny uzbierało się niemało. Trudno zliczyć wszystkie dzieła, akcje i inicjatywy, które podejmowali. – Były grupy małżeńskie, które pomagały księżom przygotowywać rodziców przed chrztem dziecka, były grupy katechetek, które uczyły dzieci wówczas niemal tajnie. Teraz robimy kanapki dla dzieci ze świetlicy terapeutycznej, dbamy o wystrój kościoła, głosimy konferencje, katechizujemy – wylicza Marta Lubczyńska, która pełni funkcję koordynatora lokalnego salezjanów współpracowników.

Katecheta w bloku

Pani Marta ma staż tylko o niecały rok krótszy od działającego przy Świętej Rodzinie SSW. – Przez 13 lat byłam katechetką dla dzieci 6-letnich, które przychodziły na pogadanki religijne. Oczywiście była to praca społeczna. Ale to nie tylko wyznaczona praca. Pamiętam, jak mocno podkreślano to na kursach, które przechodziliśmy. Ks. Wilhelm Pluta, wykładając nam metodykę, mocno podkreślał, że katechetą nie jest się tylko w salce katechetycznej, ale też w domu, w pracy, na podwórku i we własnym bloku – mówi pani Marta. – A metoda prewencji i dobroci, której uczyłam się od ks. Bosko, świetnie sprawdziła się przy wychowywaniu własnych dzieci – dodaje ze śmiechem.

Henryce i Romanowi Polachowskim „stuknęło” 40 lat we wspólnocie. Byli w pierwszej grupie, która złożyła przyrzeczenia i stanęła ramię w ramię z duchownymi do pracy z młodzieżą. – Wtedy to było wyłącznie dla ludzi odważnych. I cieszę się, że możemy dzisiaj powiedzieć o sobie, że byliśmy odważni. Był czas, że żonę chcieli ze szkoły zwolnić, szykany były wielkie – kiwa głową pan Roman. Nadal aktywnie działają w SSW. Zadaniem pana Romana jest dostarczanie kwiatów, którymi potem pani Henryka, razem z innymi „kwiaciarkami”, przystraja kościół. – Poznaliśmy przez ten czas wielu wspaniałych ludzi i w parafii, i na wczasorekolekcjach. Poczucie bycia we wspólnocie daje ogromne wsparcie, i to nie tylko w tamtych trudnych czasach – dopowiada pani Henryka.

Dobrzy nauczyciele

Działający przy Świętej Rodzinie współpracownicy tworzą jedną z najstarszych takich grup w Polsce. – Bez świeckich niewiele moglibyśmy zrobić. Mamy różne powołania, różne zadania, ale tworzymy jedną rodzinę. Bez ich pomocy moglibyśmy nawet orać, a rezultaty byłyby niewielkie – potwierdza z uśmiechem ks. Zbigniew Hul, proboszcz parafii pw. Świętej Rodziny i dyrektor domu zakonnego. – Razem decydujemy, co ma się dziać w oratorium, pomagają nakarmić dzieci, rozmawiają, bawią się z nimi. Pola do działania im nie brakuje – dodaje.

Podkreśla, że salezjanie współpracownicy, choć ręce wciąż mają zajęte pracą, to nie „ludzie do roboty”, ale uczestnicy salezjańskiej wspólnoty. Przypominał o tym także ks. Marek Chmielewski, inspektor pilskiej prowincji, który przewodniczył jubileuszowej Mszy św. – To nie pracownicy czy nawet współpracownicy, ale ludzie współodpowiedzialni za zbawienie młodych, za miejsce Boga między ludźmi, za to, by Bóg był na świecie Bogiem, za mądrość na życie. To są dobrzy nauczyciele – mówił, nawiązując do słów Ewangelii.

Błogosławiona współsiostra

Do tej pracy solidnie się przygotowują. Jeżdżą na rekolekcje, spotkania, kursy. – Jak inaczej się zaangażować w całoroczną pracę? Druga sprawa, że kultura, świat, ludzie tak się zmieniają, że trzeba za nimi nadążyć. Nie zawsze się da dogonić młodych, ale nasze dwa światy mogą się przenikać. Oni uczą nas pracy na komputerach i słuchania muzyki rockowej, a my uczymy ich katechizowania czy nawet nakrywania do stołu i zapraszania gości. Może trochę szybciej się męczymy, dłużej regenerujmy, ale z pewnością możemy się dogadać – opowiada pani Marta. Za swoją pracę zostanie w przyszłym roku uhonorowana medalem Salesiani Merentibus, nadawanym przez Towarzystwo Salezjańskie Inspektorii św. Wojciecha w Pile. – Boję się tego wyróżnienia, bo wiem, jak wielka to odpowiedzialność. Tak jak niemal z trwogą przyjęłam zmianę naszej nazwy z „pomocników salezjańskich” na „salezjanów współpracowników”. Skoro mam być salezjanką, to wiem, jaka odpowiedzialność na mnie spoczywa – mówi wzruszona.

I choć pilskim salezjanom współpracownikom lata lecą i sił jakby mniej z każdym rokiem, wiedzą, że ich praca nie kończy się wraz z brakiem sprawności. Przypomina im o tym bł. Alexandrina Da Costa, portugalska salezjanka współpracownica, którą wybrali na swoją patronkę i której relikwie otrzymali podczas świętowania. – Była sparaliżowana, po ludzku niewiele mogła zrobić, ale swoje cierpienie ofiarowała za młodzież i za dzieła salezjańskie. Ktoś mógłby się tłumaczyć, że nie ma sił, nie ma czasu, a ona naprawdę nic nie mając, ofiarowała wszystko. Warto też pamiętać, że to jej objawienia maryjne doprowadziły do tego, że papież zawierzył cały świat Niepokalanemu Sercu Maryi – dodaje ks. Zbigniew Hul.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9
    10 11 12 13 14 15 16
    17 18 19 20 21 22 23
    24 25 26 27 28 29 30
    31 1 2 3 4 5 6