Po co mam pracować?

Najprostsza odpowiedź brzmi: bo muszę z czegoś żyć. Gdybym nie musiał... No właśnie. Gdybym nie musiał, to co?

Reklama

Nie robiłbym nic? Dłużej niż kilka miesięcy, może rok? Wątpię.

Kojarzymy pracę przede wszystkim z działalnością przynoszącą zysk materialny. To prawda, ale niepełna. Pracą jest przecież także wiele rodzajów działalności niezarobkowej. Praca to każda ludzka działalność – pisze Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens – przez którą człowiek „czyni sobie ziemię poddaną”. Zatem: każdy rodzaj działalności, która zmienia i kształtuje świat wokół nas.

Nie ma znaczenia, czy jest to praca fizyczna czy umysłowa, naukowa czy artystyczna. Każdy rodzaj pracy jest ważny. Zawsze jest to sposób, przez który człowiek ujawnia siebie jako tego, który panuje, i potwierdza siebie jako tego, który panuje.

To spojrzenie bardzo dalekie od tego, co myślimy o pracy na co dzień. Staje się jednak zrozumiałe, gdy człowiek pracę straci. Gdy stan zdrowia nie pozwala pracować. Gdy przychodzi czas emerytury. Gdy narasta poczucie bycia niepotrzebnym. Gdy wydaje się, że niczego już nie można od siebie dać światu.

Praca jest trudem – to prawda – ale jest też dobrem człowieka. Dobrem nie tylko użytkowym, ale przede wszystkim dobrem jego człowieczeństwa. Przez pracę bowiem – czytamy w Laborem exercens – człowiek nie tylko przekształca przyrodę, dostosowując ją do swoich potrzeb, ale także urzeczywistnia siebie jako człowiek, a także poniekąd bardziej staje się człowiekiem.

By jednak tak doświadczać pracy trzeba by człowiek był w niej podmiotem. Jakiejkolwiek by nie wykonywał czynności, choćby najprostszej czy najbardziej mechanicznej, trzeba by realizował przez nią swoją wolność. By miał poczucie, że jego działanie ma cel. By ten cel uznawał i akceptował. Najgorszym zajęciem w obozach pracy było to, które z założenia nie miało celu – ot, choćby kopanie rowów, by je potem zasypać. Brak sensu zabijał od środka.

Człowiek nie jest narzędziem pracy. Nie jest siłą roboczą. Jest podmiotem. Narzędziem jest cały sprzęt, choćby najbardziej skomplikowany, narzędziem – i tylko narzędziem - jest też kapitał. W końcu jest on zawsze owocem pracy wielu ludzi. Owocem ich wysiłku, ich kreatywności, ich wiedzy... Swoją pracą – jaka by nie była – pomnażamy ten ogólnoludzki kapitał. Będą z niego korzystać następne pokolenia.

Trzeba, byśmy mieli poczucie, że w jakiś sposób zawsze pracujemy "na swoim". 

Współczesne doświadczenie pracy bywa niszczące. Bywa, że czujemy się trybikiem bez znaczenia. Bywa, że nie widzimy ani sensu ani celu. Bywa, że wszelkie myślenie, wszelka inicjatywa jest ucinana. Bywa, że człowiek jest sprowadzany do roli narzędzia. Taka praca może niszczyć w nas człowieczeństwo. 

Na część z tych sytuacji mamy jednak wpływ. Nie tylko przez zmianę rzeczywistości zewnętrznej – także przez wewnętrzny wysiłek wyboru. Łatwo jest się poddać, dać sprowadzić do roli narzędzia które wykona tylko to, co musi i najmniejszym możliwym kosztem. To proste. Jedyna trudność to wstać rano i dojść do pracy, której się serdecznie nie znosi. Bez odruchu wymiotnego.

Dużo trudniej pozostać podmiotem, szukać sensu swojej pracy i dążyć do tego, by jej owoce były jak najlepsze. Ale to ta postawa daje satysfakcję. Buduje zamiast niszczyć.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • kminek
    28.02.2015 10:03
    Ja, gdybym nie musiał pracować, pomagałbym zwierzętom albo sadził las, udzielałbym się ekologicznie. Na razie jednak praca przede wszystkim, za marne pieniądze, żeby przeżyć.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9