Konkret

To, co dzieje się z innymi nie może nam być obojętne. I realizacja tej zasady nie sprowadza się jedynie do sięgnięcia do kieszeni.

Reklama

Solidarność. Wielkie słowo. I… bardzo różne rozumienia, które się pod nim kryją. 

Można je rozumieć jako osobistą postawę solidarności z drugim człowiekiem. Cnotę moralną. Przypomnijmy, że cnota to nie jakaś bliżej nieokreślona dobra cecha, ale bardzo konkretna, wytrenowana sprawność podejmowania decyzji i ich realizowania w praktyce. Decyzji – w tym wypadku – opartych na zobowiązaniu do solidarności.

Skąd to zobowiązanie? Trzeba sobie uświadomić, że sami bardzo wiele otrzymaliśmy nie tylko od konkretnych ludzi, rodziców czy wychowawców, ale i z wielkiej wspólnej puli zbudowanej przez poprzednie pokolenia. Puli, w której mieści się całe wielopokoleniowe dziedzictwo kulturowe, nie tylko narodowe ale i światowe, wiedza naukowa i technologiczna, dobra materialne i niematerialne. To wszystko umożliwiło nam egzystencję i rozwój. Trzeba, byśmy ten swoisty dług spłacili – nie tylko konkretnym ludziom, wobec których poczuwamy się do wdzięczności, ale także przed solidarne dołożenie swojej cegiełki do tego, co będzie dane wszystkim.

Co to oznacza w praktyce? Na przykład, że limitowanie dostępu do kultury czy rozwiązań technologicznych w imię zysku może być głęboko niesprawiedliwe. Owszem, człowiek ma prawo do zapłaty za swoją pracę, ale nie jest to prawo nieograniczone. Solidarność to nie kwestia łaski, ale sprawiedliwości.

Jednak solidarności nie można uważać tylko za cnotę moralną. Trzeba o niej myśleć także jako zasadzie społecznej. Powinna ona przejawiać się – przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego w coraz bardziej sprawiedliwym podziale dóbr i wynagrodzeniu za pracę i w coraz bardziej sprawiedliwym, a więc lepiej uwzględniającym prawa, ale i obowiązki każdego człowieka porządku społecznym. Solidarność jako zasada społeczna zobowiązuje szczególnie do działania na rzecz rozmontowania wszelkich struktur grzechu. Reguł rządzących nami i naszym otoczeniem, które samym swoim istnieniem utrudniają czynienie dobra.

To znaczy? Na przykład, przyzwolenia na korupcję czy ogólną bylejakość. Na lekceważenie własnych obowiązków, bo „to nikomu nie szkodzi”. Owszem, szkodzi. Wszystkim, z nami samymi włącznie. Tylko nie zawsze widać to od razu.

To, co dzieje się z innymi nie może nam być obojętne. I realizacja tej zasady nie sprowadza się jedynie do sięgnięcia do kieszeni. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9