Stworzeni na obraz Boży

Bóg chciał, byśmy siebie potrzebowali. Byśmy byli na Jego obraz i podobieństwo - wspólnotą osób. Trzeba więc zapytać, jak to ma wyglądać?

Reklama

Rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,26-27).

To znane słowa. Ale rzadko sięgamy do ich pełnego znaczenia. Bóg objawił się nam nie jako doskonała samotność, ale jako wspólnota osób. Jest Ojciec, Syn i Duch Święty. Żaden z Nich nie jest "mniej" ani "więcej" Bogiem. Są równi. Różni ich tylko to, że Ojciec jest Ojcem, Syn Synem a Duch Duchem.

Na obraz Boga został stworzony nie jeden człowiek, ale dwoje ludzi. Są równi w człowieczeństwie. Równi w godności. Ale o ile żadnej z Osób Boskich nie może nic brakować, bo nie byłaby Bogiem, o tyle w człowieku rozkład elementów mieszczących się w pojęciu „człowieczeństwo” jest różny. Można być blondynem albo brunetem. Można być wysokiego albo niskiego wzrostu. Może być cholerykiem albo flegmatykiem. Może mieć umysł ścisły lub humanistą. Może być w końcu - i to jest najważniejsze - mężczyzną lub kobietą.

To bardzo ważna różnica. Różnica, która dotyczy nie tylko strony fizycznej, ale całego człowieka. Każdej „warstwy” naszego człowieczeństwa. Można powiedzieć, że istnieją dwa "warianty" bycia człowiekiem: męski i kobiecy. Równocenne. I uzupełniające się nawzajem.

Dlaczego tak? Pytanie do Boga. Jedno jest pewne: Bóg chciał, byśmy siebie potrzebowali. Nie było jego planem stworzenie samowystarczalnych, wyizolowanych jednostek. Chciał, byśmy byli na Jego obraz i podobieństwo – wspólnotą osób. 

Złożył w nas pragnienie bycia sobą. Odrębną osobą, mającą swoją tożsamość i wolę. Nosimy też w sobie - równocześnie - pragnienie  zjednoczenia z drugim człowiekiem. Czasem miotamy się z jednej skrajności w drugą. Czasem z jednego z pragnień rezygnujemy na rzecz drugiego. Bywa, że jest to wynik zadanych nam przez bliskich ran. Ale jest sposób na realizację obu pragnień na raz. Jak? Pokazał Jezus Chrystus.

Jestem odrębną osobą. Wolną. Decydującą o sobie. Nie gram kogoś, kogo - wydaje mi się - że ludzie wokół mnie chcieliby widzieć. To byłby przejaw lęku i braku wolności. Jestem pełnym człowiekiem. Mam ciało i mam emocje. Ale człowieczeństwo to coś więcej niż biologia. Jestem sobą - to znaczy decyduję o sobie. Także o tym, na ile to, co czuję, ma decydować o moim życiu i wybranej drodze.

Jezus nie był bardziej sobą przerażony w Ogrójcu niż dźwigając krzyż czy umierając na nim. Przeciwnie. Właśnie w decyzji był do końca sobą. Właśnie tam - na krzyżu. 

Trzeba tak mieć siebie, tak wiedzieć kim się jest, tak być wolnym, by móc się dać drugiemu. Także: całkowicie i do końca. Nie pod przymusem. Nie ze strachu przed samotnością. Nie dlatego, że tak nakazuje ktokolwiek lub cokolwiek. Dlatego że tak chcę. Dlatego, że tak wybieram. Dlatego, że w tym akcie naprawdę w pełni i do końca jestem sobą.

Bóg chciał, byśmy byli na Jego obraz i podobieństwo – wspólnotą osób. Trzeba zapytać: co zatem ma nas łączyć? Mówią: communio personarum. Komunia. Wielkie słowo. Co oznacza?

Chodzi o taką relację między „ja” i „ty”, w której każdy jest przyjęty, zaakceptowany i afirmowany takim, jakim jest. Z całą swoją odrębnością, ze wszystkim, co go tworzy, ze wszystkimi marzeniami, pasjami, sposobem myślenia i reagowania, z całą strona fizyczną, zdrowiem lub chorobą, w końcu z całym bagażem doświadczeń.

Nie chodzi o to, że mam akceptować zło, które czyni. Ale mam akceptować i kochać człowieka. Nie takim, jakim może się stać. Nie takim, jakim go sobie wymarzyłam i jakim chciałabym go uczynić. Takim jakim jest. Mam postrzegać go jako dar dla siebie.

Jeśli tak kocham zostawiam drugiemu miejsce na jego bycie sobą. Jeśli tak jestem kochana nie doświadczam konfliktu między „ja” a „my”. W naszej wspólnocie jestem zawsze sobą. Doświadczam siebie, mam siebie i mogę siebie dawać. Mogę też bez obaw przyjmować dar, jakim jest dla mnie drugi człowiek.

Miejscem, gdzie człowiek jest – powinien być - przyjmowany takim jakim jest, gdzie może być sobą, rozwijać się, wzrastać, być obdarowywanym i i obdarowywać sobą innych, jest przede wszystkim rodzina.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9