Solidarność, czyli...

To nie jest tak, że w społeczeństwie mamy dawców i biorców. Żadna społeczność tego nie wytrzyma. Co więcej: to sytuacja uderzająca w godność każdego człowieka wplątanego w taki układ.

Reklama

Pokój na świecie. Pokój między narodami. To rzeczywistość bardzo pożądana także dzisiaj. Jeśli nie ma pokoju nie da się sensownie mówić o realizacji praw człowieka. W warunkach trwającego konfliktu czy tym bardziej wojny gwałcone są wszystkie, począwszy od tych najbardziej podstawowych.

Pokój jest owocem sprawiedliwości – mówił Pius XII. To była dewiza jego pontyfikatu. Pokój jest owocem solidarności – napisał w encyklice Solicitudo rei socialis Jan Paweł II. Dziś jeszcze bardziej niż w roku 1987 mamy świadomość istniejącej współzależności ludzi i narodów. Trzeba ją rozumieć jako istnienie systemu determinującego stosunki w świecie. Systemu, który dotyczy tak sfery gospodarczej, jak kulturowej, politycznej i religijnej. Właściwą odpowiedzią na tę sytuację – właściwą postawą moralną – jest solidarność. To znaczy: mocna i trwała wola angażowania się na rzecz dobra wspólnego (…). Wszyscy bowiem jesteśmy odpowiedzialni za wszystkich.

Innymi słowy: nasze zainteresowanie i zaangażowanie nie może ograniczać się do własnego podwórka, choć oczywiście nie może go pomijać. Musi obejmować każdego człowieka. Całą ludzką rodzinę.

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi o solidarności jako o miłości społecznej. I faktycznie: solidarność jest cnotą chrześcijańską i ma wiele wspólnego z miłością. Nie można jednak zapomnieć, że jej korzeniem jest sprawiedliwość: oddanie każdemu tego, co mu się z prawa należy. Źródłem moralnego nakazu solidarności jest przede wszystkim świadomość, że obok mnie jest równy mi człowiek. Jan Paweł II przypomina, że dla chrześcijanina to jeszcze mało. Mamy patrzeć na drugiego jak na żywy obraz Ojca, odkupiony krwią Chrystusa. Nie wystarczy zatem sprawiedliwość ani nawet solidarność. W świetle Objawienia musimy powiedzieć: osoba jest takim dobrem, że jedyne właściwe i pełnowartościowe odniesienie do niej stanowi miłość. Człowiek winien być kochany nawet jeśli jest wrogiem, tą samą miłością, jaką miłuje go Bóg – przypomina Jan Paweł II.

Nie, to nie jest utopia. Ale pamiętając, że w naturze wszystko z konieczności rozwija się stopniowo, dlatego i w instytucjach ludzkich najlepsze wyniki daje działanie spokojne (Jan XXIII, Pacem in terris) wróćmy do rzeczywistości nieco prostszej, choć też wymagającej. Do solidarności. Warto jej się przyjrzeć, bo często myślimy o niej w sposób daleki od tego, o którym mówi Kościół.

Pierwsze pytanie: kogo dotyczy solidarność. Odpowiedź: wszystkich. To nie jest tak, że solidarność to działanie bogatych na rzecz ubogich. W takim przypadku mówimy o działalności charytatywnej. Solidarność to działanie każdego na rzecz wszystkich.

Ci, którzy dysponują większymi zasobami dóbr powinni poczuwać się do odpowiedzialności i dzielenia ze słabszymi. Prawda. Ale to nie jest tak, że w społeczeństwie mamy dawców i biorców. Żadna społeczność tego nie wytrzyma. Nawet rodzina, którą przecież spajają najmocniejsze więzi międzyludzkie. Co więcej: to sytuacja uderzająca w godność każdego człowieka wplątanego w taki układ. „Dawcy” – bo jest wykorzystywany i „biorcy”, bo nie jest w stanie sam o sobie stanowić.

To, że ktoś jest słabszy nie znaczy, że jest zwolniony z wysiłku na rzecz dobra swojego i – co ważne i co trzeba podkreślić - innych. Solidarność zobowiązuje go do angażowania się na rzecz dobra wspólnego dokładnie tak samo, jak każdego innego członka społeczeństwa. Inny będzie zapewne wymiar jego zaangażowania. Ale nikt nie jest i nie może być od niego zwolniony. Tak samo jak nie jest i nie może być zwolniony z wysiłku na rzecz poprawy własnej sytuacji. Dopominając się o swoje słuszne prawa nie można przyjmować postawy czysto biernej ani – tym bardziej – niszczącej społeczeństwo.

Jest jeszcze trzecia – najszersza grupa. Pośrednia. Tej Jan Paweł II przypomina, że nie powinna egoistycznie popierać własnych interesów, ale szanować interesy drugich…

Wiele jest w naszym świecie wynaturzonych mechanizmów społecznych i struktur grzechu, Można je przezwyciężyć nie przez przewrót dawnego ustroju, lecz przez dobrze zorganizowany rozwój istniejącego stanu rzeczy. Zapalczywość bowiem wszystko burzy i niczego nie buduje, rozpala namiętności i nigdy ich nie uspokaja. A ponieważ sieje jedynie zniszczenie i nienawiść, nie może nigdy pogodzić przeciwników ani skłonić ludzi i ugrupowań politycznych, aby z jak największym nakładem pracy dokonali odbudowy pierwotnego stanu na ruinach powstałych z niezgody (Pius XII, 1943).

Można je przezwyciężyć jedynie poprzez praktykowanie ludzkiej i chrześcijańskiej solidarności, do której Kościół zachęca i którą niestrudzenie popiera (Jan Paweł II, 1987).

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11
    12 13 14 15 16 17 18
    19 20 21 22 23 24 25
    26 27 28 29 30 1 2
    3 4 5 6 7 8 9