Co mi wystarczy?

Wiele się mówi o asertywności. Warto wyrobić w sobie asertywność w stosunku do zalewających nas propozycji reklamowych.

Reklama


Gazeta Wyborcza rozpoczyna dziś cykl „ile kosztuje dziecko”. W wersji ekonomicznej, średniej i ekskluzywnej. Na początek: od poczęcia do wieku lat 7. Tytuł jest mylący: faktyczne potrzeby mieszają się z wydatkami zbędnymi i sprowokowanymi nachalną reklamą. To prawda: trzeba mieć sporą odporność, by oprzeć się grze, jaka próbują prowadzić reklamy. Nie sprzedają nam przecież towaru. Proponują bezpieczeństwo, troskę, miłość, piękno czy przyjemność. Tyle, że oferta nie ma pokrycia w rzeczywistości.

„Koszt dziecka” to jedynie jedna z płaszczyzn tej gry. Zapewne szczególnie łatwo grać na emocjach rodziców, ich miłości i niepokoju, zjawisko jest jednak znacznie szersze i dotyczy każdej sfery życia. Dlatego warto zastanowić się: czego naprawdę potrzebuję? Nie zamierzam sugerować ograniczania potrzeb, skreślania własnej przyjemności, odpoczynku, dbałości o piękno czy rozwój. Owszem, bez tego da się przeżyć, ale człowiek nie jest zwierzęciem. Nie wystarczy mu tylko dach nad głową, jedzenie i ubranie. Potrzebuje czegoś więcej.

Wiele się mówi o asertywności. Warto wyrobić w sobie asertywność w stosunku do zalewających nas propozycji reklamowych. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, kim jestem, czego chcę i co do mnie pasuje, a co jest mi kompletnie obce. To najlepsza ochrona przed otaczającymi nas propozycjami rzeczy, których „bezwzględnie potrzebujemy”.

Nieprawda. Większości z nich nie potrzebuję wcale.

Owszem, z pewnością producenci bardzo by chcieli żebyśmy „wyrażali siebie” przez konsumpcję określonej marki mleka albo soku owocowego (nie, nie żartuję, pytanie czy produkt marki XXX to „produkt dla osoby takiej jak ja” występuje w każdej ankiecie). Przykro mi, ale mleko czy sok nie będą mnie definiować. Jestem kimś więcej.

Jestem człowiekiem. Jestem dzieckiem Boga. On – wszechmogący – o mnie się troszczy.

Często można ostatnio usłyszeć o potrzebie dzielenia się z innymi. O ubóstwie. Nie chodzi o to, byśmy żyli w nędzy. Nikt nie powinien znajdować się w takiej sytuacji. Nie chodzi o to, byśmy zrezygnowali z wygody, przyjemności, dbałości o piękno czy o rozwój. Nie chodzi o rezygnację z ludzkich zabezpieczeń. To wszystko jest potrzebne. Pytanie jest tylko o to, co mi wystarczy.

Jeśli wiem, kim jestem i co jest dla mnie ważne, odpowiedź nie jest trudna.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • trup
    05.05.2014 14:09
    takie moje zdanie , że asertywność to dobra ideologia dla czasów teraz - bo tak sie mi wydaje że nie ma wiele wspólnego z praktykowaniem - brania krzyża codziennie na swoje barki i podążania za Jezusem Chrystusem .
  • M.R.
    06.05.2014 02:17
    Pani Redaktor, z sympatii do Pani - nie zrozumiałem artykułu. Proszę sobie wyobrazić, że Pani teksty czytają także ludzie, którzy nie tylko, że nie mieszkają w Polsce, to jeszcze nie czytują g.wybiórczej. Moje problemy są prostsze - naprawić auto, bo jest mi potrzebne do pracy i znaleźć sensowną pracę, o co coraz trudniej, bo tu przyjeżdżają całe mafie, nie tylko z Polski, które mają z góry załatwioną pracę i mam problem, że mój/moja manager/ka mówi tylko po polsku, albo np. hiszpańsku, a wiadomo, że są to osoby z założenia nieomylne i ich polecenia w tej kulturze wykonuje się bezdyskusyjnie, nawet jeśli ja po angielsku słyszę zupełnie inne polecenie niż przełożony. A pracę i tak trzeba wykonać, nawet jeśli trzeba to będzie kilka razy powtórzyć. Taka kultura. Państwo tam w Polsce rzeczywiście macie tylko TAKIE problemy? No to współ..., przepraszam zazdroszczę. To jak się załatwia zagraniczną prenumeratę wybiórczej? Ale uprzedzam nie mam kasy, więc albo Gość, albo wybiórcza. Ja rozumiem, że Pani zdecydowanie reklamuje g. wybiórczą?
  • Mama 2-ki
    06.05.2014 08:47
    W pełni się z Autorką zgadzam. Niestety takie artykuły jak ten o kosztach utrzymania dziecka wzbudzają ogromny strach w młodych rodzicach i mogą spowodować, że ktoś naprawdę nie zdecyduje się na dziecko z powodu kosztów. Dodam, że ja też ulegałam presji takich artykułów. Mam 2 dzieci i to prawda, że koszty są ogromne, niestety przez długi czas brakowało mi po prostu wiary w Boga i dlatego też patrzyłam na dzieci przez pryzmat tylko i wyłącznie pieniędzy. W dzisiejszym świecie trudno zachować wiarę, jestem też przekonana, że prawdziwie chrześcijańskie podejście do życia (model ewangeliczny) przekazuje się dzieciom w naprawdę bardzo niewielu rodzinach i potem wyrasta takie pokolenie jakie wyrasta. Zdarzało się , że mówiłam do męża, że nie powinniśmy byli decydować się na drugie dziecko, że to było nierozsądne. Na szczęście mój mąż był w tym wszystkim zawsze prawdziwym chrześcijaninem. Rzeczywiście nie jest nam łatwo finansowo ale zawierzyliśmy nasze finanse Bogu od niedawna i również ja musiałam się wyzbyć mojego egoizmu (że ten ciuch MUSZĘ sobie koniecznie kupić czy że muszę się wieczorem napić piwa dla odstresowania) i mamy teraz przeznaczoną określoną kwotę na każdy dzień miesiąca i tego się trzymamy. Od niedawna zrozumiałam, że człowiek musi współpracować z Bogiem w swoim życiu i że Bóg tego od człowieka oczekuje, że bez Boga nic się nie uda, że trzeba każdego dnia odczytywać Jego wolę wobec nas, że trzeba korzystać z Sakramentów aby z Bogiem żyć we wspólnocie a wtedy Bóg nas nie zostawi. Ja byłam zniewolona przez pewne rzeczy, z Sakramentów korzystałam bardzo rzadko - i to przekładało się na moje podejście do dzieci, do życia, do wszystkiego.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11