Trędowaci pod Kilimandżaro

W wielkim mieście Arusha u stóp góry Kilimandżaro ich jest równie dużo jak turystów. Czasami na swoich kikutach zamiast stóp wędrują kilka tygodni, by zająć jedno z miejsc na głównej ulicy miasta. Dobre miejsce to szansa na przeżycie.

Reklama

Według założeń Światowej Organizacji Zdrowia trąd miał zniknąć z powierzchni ziemi do 2000 roku. Tymczasem problem nie tylko nie został rozwiązany, ale się pogłębia. W wielu miejscach na świecie trędowatych nie stać na leczenie. Żeby zatrzymać postęp choroby, trzeba wykupić antybiotyk o wartości 30 zł. Żeby chorobę całkowicie wyleczyć, potrzeba około 120 złotych. – Dla nas, Polaków, to nie są duże pieniądze, ale dla biednych z Afryki czy Indii to kwoty ogromne. Od kilku lat zbieramy pieniądze na rzecz ośrodków dla trędowatych w różnych częściach świata i ku mojemu nieustannemu zaskoczeniu i radości Lublin zawsze znajduje się w czołówce pod względem zebranych funduszy – mówi s. Cecylia Bachalska, misjonarka Afryki.

Wykluczeni

Kiedy zdecydowała się zostać misjonarką, była już z wykształcenia pielęgniarką. Wiedziała, że wyjazd na misje oznaczać będzie także spotykanie trędowatych. – Pierwszy raz zetknęłam się z chorymi na południu Tanzanii. Wiedziałam tylko tyle, że trądem można zarazić się przez krew lub ślinę, podobnie jak znaną w Polsce gruźlicą. Dopiero kiedy w szpitalu, w którym pracowałam, zaczęli zgłaszać się do mnie trędowaci, zaczęłam uczyć się tej choroby – opowiada s. Cecylia. Pamięta swoje pierwsze dni pracy. Pod drzewem na dziedzińcu szpitala czekali jacyś ludzie. Domyślała się, że to chorzy, ale nie miała pewności, bo przepuszczali w kolejce wszystkich, którzy zgłaszali się po nich czy to z malarią, czy z jakąś inną dolegliwością. – Dopiero kiedy już udzieliliśmy pomocy wszystkim, oni na końcu podchodzili do nas – opowiada. Okazało się, że to trędowaci. Nie było pisanego żadnego prawa, które nakazywałoby trędowatemu przepuścić w kolejce innych chorych. Oni sami, wstydząc się swojej choroby, postawili się na marginesie.

– W różnych krajach jest różnie, jeśli chodzi o prawa trędowatych. W Tanzanii, gdzie trąd jest niestety bardzo popularny, ludzie wiedzą, jak można się zarazić, i raczej nie odrzucają chorych, choć i z tym bywa różnie. Natomiast w Malezji rząd uznał, że walka z trądem została wygrana i choroby już nie ma. Tymczasem wciąż zdarzają się przypadki zachorowań, których nie ma jak leczyć, bo w wykazie malezyjskich chorób trąd nie występuje – mówią misjonarki.

U stóp góry

Arusha to ogromne miasto, gdzie jak rzadko w Afryce można spotkać wielu turystów. Przyciąga ich góra, u stóp której położna jest Arusha. To Kilimandżaro. Jedni przyjeżdżają, by podziwiać ją z daleka, inni aklimatyzują się, szukają miejscowych przewodników i ruszają na szczyt. To turyści przyciągają tutaj trędowatych nawet z bardzo odległych części Tanzanii. Chorzy zajmują swoje miejsca bądź przy głównej ulicy, bądź na uliczkach prowadzących w stronę szczytu i pokazują swoje rany lub zdeformowane dłonie, ręce, twarze, licząc na jakiś datek. To, co uda się im użebrać, skrzętnie chowają, by mieć potem za co żyć.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| MISJE, TRĄD , ZAKONY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama

    Archiwum informacji

    niedz. pon. wt. śr. czw. pt. sob.
    1 2 3 4 5 6 7
    8 9 10 11 12 13 14
    15 16 17 18 19 20 21
    22 23 24 25 26 27 28
    29 30 31 1 2 3 4
    5 6 7 8 9 10 11