Lekcje na falach

Beata Zajączkowska

GN 42/2011 |

publikacja 20.10.2011 00:15

Rezolutny maluch energicznie nakręca korbką radio! Za chwilę słychać głos spikera: a, b, c… Zaczyna się lekcja Radia Chikuni. Dzięki niemu tysiące dzieci w Zambii mogą skończyć szkołę.

Lekcje na falach Beata Zajączkowska W studiu Radia Chikuni

Mijam zatopione w buszu pojedyncze chaty, zamieszkane przez szczep Tonga. Ci ludzie przeżyli dramatyczne chwile. Na ich gruntach wybudowano elektrownię wodną. Obiecano rekompensaty, ale nie dostali ani grosza. Przez lata przerzucano ich z miejsca na miejsce. Praca misyjna na tym terenie zbiega się z początkami ewangelizacji Zambii.

 

Chikuni znaczy „wiele drzew”

– Dla pierwszego jezuickiego misjonarza, który tu dotarł w 1905 r., było ważne nie tylko głoszenie Chrystusa, ale także to, by odpowiedzieć na potrzeby ludzi.

 
 

A ludzie tu głodowali – opowiada odpowiedzialny w Chikuni za szkolnictwo o. Gerard Karas, jezuita. Ziemię uprawiano tylko za pomocą motyki. O. Joseph Moreau zaczął więc od wprowadzenia pługa, a następnie nauczył ich, jak wykorzystywać do pracy woły. Miejscowa ludność, widząc, że zaczyna jej się lepiej żyć, doceniła pracę misjonarza. Pewnego dnia zapytali go: Czy chcesz nas jeszcze czegoś nauczyć? I wtedy zaczął im opowiadać o Chrystusie.

Gdyby nie Kościół, większość Zambijczyków nie mogłaby zdobyć wykształcenia. – Rząd kolonialny stworzył tu tylko jedną szkołę dla czarnych, pozostałe były dla białych – opowiada o. Karas. Wchodzimy do studium nauczycielskiego. Parterowy budynek. W salach masa książek i nawet komputery. Dzięki wysokiemu poziomowi kształcenia absolwenci są rozchwytywani. – Ministerstwo oświaty, z którym współpracujemy, rozsyła ich po całej Zambii, by w podstawówkach zapewnić jak najwyższy poziom nauczania. Placówki misyjne mają dobrą markę. Wielu polityków i ludzi z rządu skończyło właśnie nasze szkoły – podkreśla z dumą jezuita.

Zambia zgodnie z konstytucją jest krajem chrześcijańskim. W misyjnych szkołach w Chikuni jedynie połowę uczniów stanowią katolicy. W ramach lekcji realizowany jest uniwersalny program nauczania religii, a raz w tygodniu uczniowie spotykają się w swoich grupach wyznaniowych. Wtedy też odbywa się przygotowanie do sakramentów.

Radio parafialne

Z każdej strony dobiegają dźwięki Radia Chikuni. W pewnej chwili ogłoszenie w języku tonga: „Jest godzina 11, bierzemy lekarstwa”. Trudno mi ukryć zdumienie. – Wielu ludzi nie ma zegarków, trzeba więc im przypominać o podstawowych sprawach. Te komunikaty skierowane są do osób zaangażowanych w projekt domowej opieki nad ludźmi chorymi na AIDS oparty na wolontariacie – mówi dziennikarka Vannesa Nchimunya. Chorzy i ich rodziny oraz wolontariusze nie dostają pieniędzy, ale mogą je zarobić. Stąd chociażby doskonale funkcjonująca szwalnia, czy piekarnia, do której po chleb przychodzą ludzie z całej okolicy. Ostatnim wynalazkiem jest zasilana słońcem suszarka do owoców. Tak przygotowane banany czy mango w domowej spiżarni można przechowywać nawet kilka lat.

– Kiedy przed laty przyjechaliśmy do Chikuni z o. Tadeuszem Świderskim, zastanowiło nas, że aż 85 proc. dzieci na terenie parafii nie chodzi do szkoły. Wiedzieliśmy, jaka przyszłość je czeka: praca w polu i noszenie pojemników z wodą na głowie. Wymyśliliśmy więc parafialne radio, by prowadzić projekty zdrowotne i społeczne, a szkoła w eterze zrodziła się później – opowiada o. Andrzej Leśniara. Program siedmiu klas szkoły podstawowej realizowany jest przy wsparciu ministerstwa oświaty. Lekcje nadawane są w południe, czyli w porze największego upału, kiedy nikt już nie pracuje w polu. Takie rozwiązanie zaproponowali rodzice. Fakt, że okolica jest uboga i teren rolniczy, stanowi jedną z przeszkód w edukacji. Jeśli nawet w wiosce istnieje szkoła, to rodziców nie stać na wyprawkę, a dzieci częściej można spotkać w polu niż na lekcjach. Problemem są też słabo albo w ogóle nieopłacani nauczyciele, którzy zamiast uczyć, uprawiają własny ogródek, a także ich częste absencje. Na przykład pogrzeb w rodzinie może oznaczać trzytygodniową nieobecność nauczyciela w szkole.

Najlepsza w kraju

Radiowe klasy powstają wszędzie, gdzie chcą tego rodzice. To wspólnota musi znaleźć opiekuna do dzieci. Każda klasa dostaje bezpłatnie radio na korbkę lub na baterie słoneczne, ponieważ w buszu nie ma prądu. To, co nadawane jest w radiu, dzieci powtarzają następnie z opiekunem. Siedmioletnia szkoła podstawowa kończy się państwowym egzaminem, który uczniowie Radia Chikuni zdają dużo lepiej niż absolwenci państwowych placówek. – Kiedy zabraknie opiekuna, dzieci biorą radio, nakręcają je i już są w szkole – śmieje się o. Andrzej Leśniara. Dwa tysiące odbiorników nastawionych jest tylko na częstotliwość Chikuni 91,8 Mhz, więc nie ma problemu. Pierwsi absolwenci szkoły w eterze są już na studiach, a kolejni zdają celująco maturę. Obok maluchów coraz częściej siadają ich rodzice, którym nie dane było nauczyć się pisać i czytać. Każdego roku naukę kontynuuje ok. 1,6 tys. dzieci w ponad 40 klasach.

Każda radiowa wspólnota uczniów ma swój ogródek, a przy nim studnię. Uczą się, jak uprawiać warzywa i owoce, jakie sadzić drzewa. – Ekologia staje się dla nas coraz bardziej priorytetowym tematem. Opał w Zambii to przede wszystkim węgiel drzewny, a to przyczyniło się do rujnującej wycinki drzew. Więc uczymy m.in. zadrzewiać okolicę – mówi o. Andrzej.

Informacja i koncert życzeń

Siedzibę radia wybudowali własnoręcznie miejscowi ludzie. Ekipa to 7 dziennikarzy i 15 reporterów na rowerach. Prężnie działa też klub słuchaczy, który sam przygotowuje programy. Największą popularnością cieszą się programy informacyjne, koncert życzeń i słuchowisko o życiu miejscowych ludzi. – Kobiety oszczędzają baterie słoneczne, byle nie stracić kolejnego odcinka – mówi dziennikarz Moono Hamusukwa. Radio promuje też kulturę i język szczepu Tonga, które w wyniku globalizacji zaczęły zanikać. W Chikuni odbywa się corocznie festiwal, będący największą imprezą kulturalną Zambii. Dzięki temu powstają, zyskujące coraz większą popularność, przejmujące afrykańskie ballady opowiadające o wykorzystywaniu dzieci, niesprawiedliwości, AIDS. Do pieśni szczepu Tonga trafiły tematy tabu, a ludzie dotąd wykluczeni, bo w lokalnych społecznościach mówić może jedynie szef wioski czy czarownik, zostali usłyszani.

Przy takim rozmachu rozgłośni trudno nie spytać o finanse. W odpowiedzi słyszę: sponsorzy, wsparcie ze strony lokalnych ludzi i kilkaset tysięcy kaset oraz płyt kompaktowych z muzyką sprzedanych rocznie, a produkowanych oczywiście w Chikuni.

Parafia Chikuni liczy 30 tys. katolików, a jej radiowy zasięg to 300 tys. ludzi. Radio często zastępuje im ambonę, docierając w najodleglejsze zakątki buszu, gdzie kapłan może pojawić się tylko kilka razy w roku.