Boże Ciało jest lustrem, w którym zobaczyć można przemiany, zachodzące w polskiej religijności.
Gdy piszę ten komentarz przy kościele trwają prace. Mieszkańcy jednej z wiosek budują ołtarz. Taki od lat mamy zwyczaj. Każda rodzina w parafii raz na dwa lata stroi świątynię kwiatami i sprząta. Każda wioska, raz na trzy lata, buduje ołtarz na Boże Ciało. Jutro pojawią się dzieci, asysta, straż pożarna. Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa ma w sobie coś, zwłaszcza w parafiach wiejskich, z rytmu natury. Powtarzalność.
Ta wyraża się między innymi w sposobie budowania ołtarzy. Jak w tytule: zielem, kwiatami… Bo wyrażają miłość, szacunek, wreszcie wiarę.
Patrząc na aktywność moich parafian widzę kontrast między ich zaangażowaniem a tym, co czytam na różnych „mądrych” forach. O przeroście formy nad treścią, rozmowach na procesji, rzekomych osądach, magicznym traktowaniu wykorzystywanych do dekoracji brzózek, a nawet pretensje o blokowanie drogi.
Czytając przypominam sobie dialog z pewnym młodym człowiekiem. „Przecież nie będę, jak stara baba, klepał różańca”. Po pierwsze – odpowiadam – skąd wiesz, że klepie, a nie trwa w modlitewnej ekstazie. Po drugie – to nie wina różańca, że ty go klepiesz. Myślę, że z procesją na Boże Ciało jest podobnie.
A że czasem towarzyszą jej rozmowy…
Próbuję wyobrazić sobie ludzi, idących za Jezusem. W czasach, gdy nie było nagłośnienia. Owszem, gdy przemawiał zapewne byli tak zwani „powtarzacze”. Ludzie odpowiednio przygotowani i rozstawieni w tłumie, by przekazać dalej usłyszane przesłanie. Ale gdy „szły za Nim wielkie rzesze”… Prawdopodobnie opowiadali sobie o rodzinach, dzieciach, pracy, radościach i kłopotach, przerywając na czas, gdy Jezus przemawiał.
Kto wie, może historia opowiedziana osobie towarzyszącej podczas procesji także jest modlitwą. Dotknięciem kobiety cierpiącej na krwotok. Ułożeniem chorego na brzegu drogi, by dotknął go „cień przechodzącego Piotra”.
Boże Ciało jest lustrem, w którym zobaczyć można przemiany, zachodzące w polskiej religijności. Nie chcę twierdzić: na lepsze czy gorsze. Po prostu zmienia się. Nie jest to już święto małej, parafialnej społeczności. Nie związani z rolnictwem korzystają z długiego weekendu i wyjeżdżają. Bynajmniej nie zapominając o istocie święta. Przeciwnie, gdy wrócą dzielą się opowieściami o procesjach w Zakopanem, Karpaczu, Jarosławcu czy Rzymie. A w parafii przybywa gości. Śmiem twierdzić, że więcej niż połowa uczestniczących w uroczystości, to przyjezdni. Owszem, specyfika parafii letniskowej. Przy czym ważne: przyjazd do krainy jezior i lasów nie jest związany jedynie ze spacerami, grillowaniem czy łowieniem ryb. Jest ukierunkowany na przeżycie religijne.
Migracje są problemem duszpasterskim, o którym mówi się od kilku, jeśli nie kilkunastu lat. Temat pojawił się w Liście do parafii za czasów papieża Franciszka. Leon XIV wraca doń w swoich przemówieniach. Nie tylko do duszpasterzy. Zapewne długi jeszcze czas będziemy szukali odpowiedzi na pytanie jak zagospodarować ten fenomen. W punkcie wyjścia – co wielokrotnie podkreślali nasi goście – ważne, by stworzyć przestrzeń ciszy, medytacji i pięknie sprawowanej liturgii. Z dbałością o szczegóły.
Na koniec, nawiązując do wczorajszej katechezy Leona XIV i komentarza Andrzeja Macury, o jednym z takich szczegółów. Przed kilku laty gościliśmy na Boże Ciało chór Piotra Pałki. Jeden ze śpiewających wyznał po uroczystości: gdy zobaczyłem w świątyni prawdziwy, woskowy paschał, wiedziałem że będzie dobrze przygotowana liturgia.
Jak to dobrze, że o Bożym Ciele, w przeciwieństwie do Bożego Narodzenia, nikt nie mówi: magiczne święto. Bo znaki nie są magią. Są wyciągniętą ręką Bożą nad modlącym się ludem. Niekiedy rozkojarzonym, czasem rozgadanym, chwilami wątpiącym, mimo to idącym za swoim Panem.