Duchowe pułapki

Pustka, acedia, wypalenie, ciemność… Sporo tego…

Duchowe pułapki

W latach osiemdziesiątych katolicka opinia publiczna w Polsce zbulwersowana była informacjami o różnego rodzaju praktykach satanistycznych. Zjawiskiem zainteresowała się między innymi prof. Maria Braun-Gałkowska z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Pokłosiem naukowej kwerendy była niewielka publikacja, wydana przez Michaelinum w 1991 roku: Młodzież w ruchu satanistycznym. Brak w niej sensacyjnych opowieści z dreszczykiem. Jest natomiast sporo psychologicznej i teologicznej refleksji.

Kwintesencją badań jest kończący książkę cytat jednego z respondentów: „Bestia smutku, to jest coś, co jest naokoło pustki”. Ostatnią Pani Profesor tak próbuje dookreślić: „Tym pustym miejscem stać się mogą domy niezapełnione miłością, czułością i ciepłem, i sale katechetyczne, jeśli będzie się w nich tylko uczyć religii, zamiast głosić Dobrą Nowinę”.

W czasie, gdy Maria Braun-Gałkowska pisała swoją książkę miałem pierwszą w życiu możliwość spotkania młodzieży zza żelaznej kurtyny. Ciekawe doświadczenie. Diakonisa z Indonezji, opowiadająca o więziach międzypokoleniowych w ich rodzinach. Dwie emerytki ze Szwecji, dzielące się doświadczeniem odwiedzin w domach starców, by pogrążonym w samotności zanieść odrobinę ciepła i życzliwości. Wreszcie młody Anglik.

Ten w osłupienie wprawił pielgrzymów z Polski. Wyższe wykształcenie, praca w londyńskim City, świetne zarobki i mówi o pustce. „Gdy człowiek w moim wieku przeżył wszystko, co mężczyzna może przeżyć i zobaczył cały świat, otwiera się przed nim otchłań pustki. Ma wówczas dwie opcje do wyboru: skończyć ze sobą lub zacząć szukać sensu. Wybrałem drugie. Dlatego tu jestem”.

Dziwnym zbiegiem okoliczności, snując refleksje wokół planowanego tekstu, znalazłem wypowiedź – nie pamiętam już kogo (ech to lenistwo, objawiające się brakiem notatek). Autor zauważył, że chrześcijaństwo nie jest ani lekarstwem na choroby doczesne, ani na choroby psychiczne. Chrześcijaństwo chroni człowieka przed poczuciem bezsensu. Czyli przed wspomnianą na początku pustką.

W tym kontekście nie dziwią opublikowane przed kilkunastoma dniami wyniki ankiety, przeprowadzonej wśród tegorocznych kandydatów do chrztu przez biskupów francuskich. Na pytanie co było początkiem ich drogi do wiary, większość odpowiedziała: duchowa próżnia, poczucie braku sensu życia.

Oczywiście wejście na drogę formacji duchowej, inicjacja chrześcijańska wcale nie musi oznaczać „chwycenia Pana Boga za nogi”. Owszem, pierwszym przeżyciem jest radość, duchowy pokój, ufność. Ale za chwilę pojawią się pytania, wątpliwości, doświadczenie własnej słabości, bunt, rozgoryczenie, może nawet zgorszenie. Czemu nikt, kto posiada choć odrobinę duchowego doświadczenia, nie będzie się dziwił. Klasyka, opisana przed wiekami przez Ewagriusza z Pontu, wyznaczającego trzy etapy na drodze wiary: oświecenie, oczyszczenie, zjednoczenie. Przy czym granica między drugim i trzecim jest płynna. Bo przecież Pan Bóg oczyszcza człowieka do końca życia, a nawet po jego ziemskim zakończeniu. Czego dowodzi wiara w czyściec.

Osobiście wyobrażam go sobie nie jako miejsce przypalania ogniem. Bardziej jako czas, z łaski Boga dany człowiekowi, by wydoskonalił się miłości. Bo przecież niedoskonałych do nieba nie wpuszczają. Ale to moja wizja, niekoniecznie zgodna z przekazem choćby Świętej Katarzyny ze Sieny.

Wspomniałem o wątpliwościach. Te ostatnio rozpaliły umysły wielu. Profesor Aleksander Bańka tak podsumował toczącą się dyskusję (choć momentami bardziej niż dyskusję przypominała obrzucanie błotem i obelgami): „jeśli ktoś oburza się, gorszy i czyni komuś kardynalne zarzuty z powodu tego, że ów ktoś ośmielił się przyznać do jakiś wątpliwości w wierze, znaczy to, że albo sam nie prowadzi żadnego pogłębionego życia duchowego, albo nie rozumie, czym jest autentyczna wiara, albo też przekształcił swoją wiarę w rodzaj ideologii. Mam jakieś smutne przekonanie, że szczególnie ta trzecia opcja zaczyna wśród polskich katolików zbierać coraz obfitsze żniwo”.

Antidotum na przekształcanie wiary w ideologię… Antoni IV z Latakii, zmarły w 2012 roku prawosławny patriarcha Antiochii i całego Wschodu, pisał: „Bez Ducha Świętego Bóg jest daleki, Chrystus pozostaje w przeszłości, Ewangelia jest martwą literą, Kościół jest tylko organizacją, władza panowaniem, posłannictwo propagandą, a chrześcijaństwo moralnością niewolnika”.