Naśladowcy

ks. Leszek Smoliński

Czwarta niedziela wielkanocna stanowi zaproszenie do podążania za Jezusem-Dobrym Pasterzem. 

Naśladowcy

Niedziela Dobrego Pasterza nie jest jedynie liturgicznym przystankiem w kalendarzu Kościoła. To raczej moment, w którym każdy wierzący – niezależnie od swojej drogi i kondycji duchowej – słyszy wyraźne zaproszenie: „pójdź za Mną”. Obraz Jezusa jako Dobrego Pasterza nie traci na aktualności, choć świat wokół zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Być może właśnie dlatego brzmi dziś jeszcze mocniej.

Naśladowanie nie jest przecież prostym kopiowaniem gestów czy słów. Nie chodzi o powtarzanie schematów, ale o wejście w sposób myślenia i patrzenia, który stawia drugiego człowieka w centrum. Dobry Pasterz zna swoje owce – to znaczy: widzi konkretnych ludzi, ich historie, ich rany i nadzieje. W czasach, gdy relacje często spłycają się do komunikatów i reakcji, taka postawa wydaje się niemal rewolucyjna. Szczególne miejsce w tej perspektywie zajmuje kapłaństwo. Rola księdza dzisiaj bywa przedmiotem napięć, oczekiwań, a niekiedy rozczarowań. Jedni widzą w nim przewodnika duchowego, inni urzędnika religijnego, jeszcze inni – symbol instytucji, która przeżywa trudny czas. Tymczasem sens kapłaństwa pozostaje niezmienny: być znakiem obecności Dobrego Pasterza pośród ludzi. Nie ponad nimi, nie obok, ale właśnie pośród.

Współczesne nauczanie Kościoła podkreśla, że kapłan nie jest właścicielem prawdy, lecz jej sługą. W refleksji papieża Leona XIV o kapłaństwie powraca myśl, że autentyczność duszpasterza mierzy się jego zdolnością do słuchania i towarzyszenia. Kapłan ma być kimś, kto nie boi się iść razem z ludźmi przez ich wątpliwości, a nie tylko wskazywać gotowe odpowiedzi. To przesunięcie akcentu – z autorytetu na relację – wydaje się jednym z kluczowych wyzwań naszych czasów. Nie oznacza to jednak rezygnacji z wymagań. Dobry Pasterz prowadzi, a nie tylko towarzyszy. Naśladowanie Chrystusa zawsze zawiera w sobie element decyzji: czy jestem gotów zaufać, nawet gdy droga wydaje się trudna lub niezrozumiała? W tym sensie kapłan również staje się uczniem – kimś, kto sam musi nieustannie uczyć się wierności.

Warto przywołać tu przykład kardynała George’a Pella (1941-2023), autora Dziennika więziennego, którego postaci budzącej różne emocje, ale niewątpliwie wyrazistej. Jego życie pokazuje, że naśladowanie Chrystusa nie odbywa się w próżni, lecz w konkretnych, często dramatycznych okolicznościach. Niezależnie od ocen, pozostaje pytanie o wierność w obliczu próby – o to, czy człowiek potrafi zachować spójność między tym, co głosi, a tym, jak żyje. To pytanie dotyczy nie tylko duchownych, ale każdego wierzącego.

Niedziela Dobrego Pasterza nie daje gotowych rozwiązań. Raczej stawia przed nami lustro. Kim jestem jako naśladowca? Czy słyszę głos, który mnie prowadzi, czy raczej zagłuszam go codziennym hałasem? A jeśli słyszę – czy mam odwagę pójść za nim dalej niż tylko do granic własnej wygody? Bycie naśladowcą nie jest bowiem rolą jednorazową. To droga, która zaczyna się od słuchania, a prowadzi przez decyzje, wierność i nieustanne powracanie. Dobry Pasterz nie przestaje wołać. Pytanie brzmi, czy ktoś odpowie.

TAGI: