Cyniczne zakłamanie

I żeby tylko w wielkiej polityce...

Cyniczne zakłamanie

Hm... Czy tylko mnie się wydaje, że Izrael i USA próbują wciągnąć do rozpoczętej przez siebie wojny także innych, w tym kraje Europy? No bo ten alarmistyczny ton po pojedynczym dronie czy rakiecie nad Cyprem czy podobnie nad Turcją, to powtarzanie, że Europa jest w zasięgu irańskich pocisków (bo jest, ale jeszcze ktoś musi chcieć je na Europę wystrzelić), a już zwłaszcza to ogłaszanie, że Kurdowie, choć ci stanowczo zaprzeczają,  rozpoczynają działania lądowe... Bardzo mi się to nie podoba.

Podobnie jak bezwstydne przyznanie się przez izraelskiego ministra obrony, że decyzja o zabiciu ajatollaha Chameneia zapadła już listopadzie. Czyli te rozmowy USA dotyczące rezygnacji Iranu z programów budowy broni jądrowej nie miały znaczenia. Amerykanie nie wiedzieli? A może te rozmowy były tylko mającą uspokoić czujność Iranu przykrywką?

Nie podoba mi się też wiele wypowiedzi prezydenta USA. Jedną przytoczę, tę którą w agencjach podano dziś, kiedy zapytany o to, czy nie obawia się o zamachy terrorystyczne w kraju odpowiedział „Ale tak, wiesz, spodziewamy się pewnych rzeczy. Jak powiedziałem, niektórzy ludzie zginą. Kiedy idzie się na wojnę, niektórzy ludzie giną”.  Wyrażając to językiem bardziej precyzyjnym, bez niedomówień: „kiedy ja idę na wojnę – pod pretekstem ochrony własnych obywateli – niektórzy ludzie – nie ja oczywiście – zginą”. Jak to pisał Mickiewicz w Reducie Ordona o rosyjskim carze? „Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia? / Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia? /Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy,/ Król wielki, samowładnik świata połowicy”....

Najbardziej zbulwersowało mnie jednak doniesienie o tym, że – niektórzy rozumiem – amerykańscy dowódcy  –  zacytuję  –  „tłumaczą, że prezydent USA Donald Trump został namaszczony przez Jezusa – a walka jest częścią Boskiego planu”. To już z całą pewnością jest poważne naruszenie drugiego przykazania. Jeśli nie wprost bluźnierstwo.... Rozumiem, że reżim ajatollahów to paskudna sprawa,  ale kreowanie prezydenta Trumpa na Bożego pomazańca to już wyraz jakiejś aberracji. Nie mówiąc już o tym, że są na tym świecie znacznie gorsze reżimy, mające na sumieniu znacznie więcej ofiar, których jakoś ten „pomazaniec Boży” nie tyka...

Że nie z takiej buńczuczniej i „mesjanistycznej” perspektywy powinniśmy patrzyć na tę wojnę utwierdza mnie nie tylko to, co w niedzielę mówił papież Leon, ale też to, co mówią biskupi tego regionu. W swoim wydanym wczoraj oświadczeniu biskupi Libanu, apelując o pokój podkreślili między innymi, że dalsza spirala przemocy „zagraża godności osoby ludzkiej, która jest darem od Boga, oraz podważa fundamenty sprawiedliwości i stabilności”. Oni tam żyją, oni wiedzą o czym mówią. Wiedzą lepiej niż ci, nad głowami których nie latają rakiety i którzy nie słyszą tych wybuchów; którzy siedząc gdzieś wysoko na trybunach patrzą na te „zawody” i popijając coca-colą zajadają popcorn.

Strasznie to smutne. Niestety, takie knowania i manipulacje to nie tylko na najwyższych szczytach władzy. W zwyczajnych międzyludzkich relacjach też ich nie brakuje. Ot, my sami i nasi dobrzy znajomi podejmujemy „trudne decyzje”. Gdy to samo spotyka nas ze strony innych, mówimy o świństwie...  Coś chyba z tym sumieniem, obiektywnym spojrzeniem na sprawy nie tak, prawda?  W Kościele...  Niedawno usłyszałem z ust pewnego kapłana opinię, że największym naszym w Kościele problemem jest zbyt częsty brak miłości bliźniego. Hm... Myślę podobnie. Niby to obok miłości Boga najważniejsze przykazanie, a jednak...