Różowa walizka i wielkie marzenie. Historia misji w Lai

Marta Czajka - Sekretariat Misji Zagranicznych Księży Sercanów

VATICANNEWS.VA |

publikacja 28.02.2026 21:04

Miał motor, różową walizkę z paramentami do Mszy Świętej i cztery hektary ziemi na obrzeżach afrykańskiego miasta.

„Bycie misjonarzem to przywilej. Czuję, że jestem potrzebny” Misje Sercanów „Bycie misjonarzem to przywilej. Czuję, że jestem potrzebny”

Przyjechał do miejsca bez kościoła, bez domu, bez prądu. Miał motor, różową walizkę z paramentami do Mszy Świętej i cztery hektary ziemi na obrzeżach afrykańskiego miasta. Tak zaczęła się nowa misja w Lai w Czadzie.

Kiedy w listopadzie 2021 roku ks. Jakub Szałek po raz pierwszy stanął na tej ziemi, nie było tu niczego – ani kaplicy, ani plebanii, ani szkoły. Wspólnota spotykała się pod wielkim mangowcem. Mszę Świętą misjonarz odprawiał pod gołym niebem, a przemieszczał się od wioski do wioski z małą, różową walizką, w której mieściło się wszystko, co potrzebne do Eucharystii. „To było wyjątkowe doświadczenie Kościoła” – wspominał – „jak u pierwszych uczniów Chrystusa”.

Ks. Jakub, prezbiter diecezji bydgoskiej, pracuje w Czadzie od 2005 roku. Przez lata posługiwał w różnych placówkach, a misja w Lai jest jego drugą budowaną od zera. Lai to miasto nad rzeką Logon, a właściwie – jak mówią miejscowi – duża wioska. Większość mieszkańców to rolnicy uprawiający ryż, sorgo i orzeszki ziemne; część utrzymuje się z rybołówstwa. Życie toczy się tu w rytmie pór deszczowych i suchych, a średnie temperatury często przekraczają 30°C–40°C.

Chrześcijaństwo w Czadzie ma zaledwie 100 lat. W wielu rodzinach tylko jedno z rodziców jest ochrzczone, dlatego katecheza dzieci zaczyna się dopiero około siódmego roku życia i trwa cztery lata. Chrzest i Pierwsza Komunia Święta odbywają się tego samego dnia – w Niedzielę Wielkanocną.

Ale ewangelizacja w takich warunkach zaczyna się często od czegoś bardzo przyziemnego – od czystej wody.

Pierwszym krokiem w Lai była studnia. Dzięki współpracy z Sekretariatem Misji Zagranicznych Księży Sercanów oraz hojności darczyńców z Polski na przestrzeni ostatnich lat powstały kolejne ujęcia wody – ks. Jakub zbudował już ponad 100 studni głębinowych w Czadzie. Czysta woda oznacza mniej chorób, mniej osłabionych dzieci i więcej sił oraz czasu na naukę, zamiast wielokilometrowych wędrówek w poszukiwaniu wody.

Tam, gdzie państwo nie zapewnia podstawowej opieki medycznej ani sprawnie działających szkół, odpowiedzialność bierze na siebie Kościół. Triada misyjna jest prosta: kościół, szkoła, przychodnia. Najpierw jednak trzeba zdobyć zaufanie ludzi – pokazując, że Ewangelia to nie teoria, ale konkretna pomoc. Jak podkreśla misjonarz: „Jedna wybudowana studnia potrafi zdziałać więcej niż miesiące katechez”.

Z czasem pod mangowcem zrobiło się tłoczno. Setki katechumenów zgłaszały się na przygotowanie do chrztu. Tymczasowa sala parafialna szybko stała się kaplicą. Dziś na obrzeżach Lai stoi już docelowa świątynia – znak, że wspólnota zapuściła korzenie.

Równolegle rozwijają się przedszkole i szkoła podstawowa im. św. Dominika Savio. Uczą się w niej najmłodsi – często pierwsi w swoich rodzinach, którzy trzymają w ręku zeszyt. Analfabetyzm w Czadzie to przytłaczająca rzeczywistość. Zdarza się, że w całej wiosce nie ma nawet jednej osoby, która potrafi czytać i pisać. W Lai działa też ośrodek zdrowia, a obecnie, dzięki wsparciu sercańskich darczyńców, trwa budowa klasztoru dla sióstr, które wspierają dzieło edukacyjne i duszpasterskie na misji.

Codzienność misjonarza nie jest romantyczna. To setki kilometrów pokonywanych motorem przez błoto i zalane pola. To choroby, których w Europie już się nie boimy. To pogrzeby ludzi, którzy odchodzą z powodu braku dostępu do lekarza – jak młoda mama umierająca przy porodzie kolejnego dziecka – albo w wyniku dramatycznego spotkania z dziką przyrodą. A jednak w tych doświadczeniach ks. Jakub dostrzega coś więcej: niezwykłą dobroć ludzi, ich wdzięczność, troskę i wiarę rodzącą się pośród ubóstwa. „Bycie misjonarzem to przywilej. Czuję, że jestem potrzebny” – mówi.

Misja w Lai wciąż się tworzy – duchowo i materialnie. Każda nowa studnia w kolejnej wiosce, każdy wyleczony pacjent w ośrodku zdrowia, każdy szkolny dzwonek to owoc współpracy wielu serc. Dzięki wsparciu z Polski życie w samym środku Afryki staje się odrobinę łatwiejsze, a Ewangelia – bardziej widoczna.