Po co nam objawienia prywatne?

Bogumił Łoziński

GN 35/2011 |

dodane 06.09.2011 08:47

Rozmowa z o. Józefem Augustynem, jezuitą, kierownikiem duchowym, rekolekcjonistą, redaktorem naczelnym „Życia Duchowego”.

O. Józef Augustyn Józef Wolny/GN O. Józef Augustyn

Bogumił Łoziński: Po co nam objawienia prywatne, skoro Bóg przekazał ludziom pełnię prawdy w Objawieniu Chrystusa?

O. Józef Augustyn: – Pełnia prawdy, która raz została objawiona, nieustannie jest objawiana każdemu indywidualnie. Wierzący, który szuka Boga, by pełnić Jego wolę, otrzymuje natchnienia Ducha, a te można określić właśnie jako „prywatne objawienia”. Historyczne Boże Objawienie nie zamyka się całe w zapisach biblijnych. Nie można Biblii porównać do dzieł Arystotelesa. Spisana mądrość Platona jest martwa. Bóg objawiający się na kartach Biblii żyje i działa – dzisiaj. Gdy rozmawiam z ludźmi, którzy modlą się kilka godzin dziennie, jestem nieraz zdumiony ich doświadczeniami duchowymi. Czuję, jakbym dotykał działania Boga w ich życiu. To dla mnie ewidentne: Bóg do nich przemawia. Jestem głęboko przekonany, że to, czym się dzielą, nie pochodzi od nich; oni nie byliby w stanie tego sami wymyślić.

Jednak te osobiste doświadczenia Boga często są podawane jako wskazówki dla innych, i tu zaczynają się pojawiać problemy, czy mają one wymiar powszechny i ponadczasowy. Jak rozeznać, czy są prawdziwe?

– Rzeczywiście problem zaczyna się wówczas, gdy ktoś twierdzi, że Bóg objawił mu jakąś tajemnicę, np. dla całej Polski czy całego świata. Mamy tu nową jakościowo sytuację, nadzwyczajną. Inny przejaw tej nowej jakości prywatnych objawień to nadzwyczajne zjawiska, m.in. stygmaty, lub nadzwyczajne wymagania objawiającego się Boga, jak na przykład w przypadku siostry Faustyny: „Namaluj obraz”. Pierwsze pytanie w takiej sytuacji: czy osoba ta jest zdrowa psychicznie.

Mój mistrz na studiach duchowości na Gregorianie w Rzymie Federico Arvesú SJ, który wstąpił do jezuitów jako doktor psychiatrii, mówił, że zarówno w chorobie psychicznej, jak też w nadzwyczajnych zjawiskach mistycznych biorą udział te same mechanizmy psychiczne, stąd nieraz tak duża trudność w odróżnieniu jednych od drugich. O autentyczności nadzwyczajnego zjawiska duchowego można coś powiedzieć dopiero wówczas, gdy odkryje się „jego duszę”, czyli motywy działania osoby, jej najgłębsze cele, do których dąży. Najpierw należy wykluczyć chorobę. Stąd od mistyków wymaga się pokory, by poddali się badaniom psychiatrycznym. Bada się też ich intencje, moralność. Wielu współczesnych mistyków było badanych psychiatrycznie, np. o. Pio, s. Faustyna.

Czy może być taka sytuacja, że objawienianie są fałszywe, tylko osoba je przekazująca zagubiła się, nie uniosła ich i na przykład popadła w pychę?

– Oczywiście. Przykładem jest tu Judasz, któremu Jezus objawił się bezpośrednio, a on Go zdradził. Ale w konkretnej sytuacji wydanie oceny, czy mamy do czynienia z fałszywym czy prawdziwym objawieniem, jest niezmiernie trudne. Kościół podchodzi do prywatnych objawień nadzwyczaj ostrożnie. Tylko w Europie w ostatnim stuleciu były dziesiątki przypadków, w których osoby deklarowały, że miały nadzwyczajne objawienia. Kościół uznał zaledwie kilka, i to po długich badaniach.

Z objawieniami prywatnymi wiąże się wiele kontrowersji, może więc Kościół powinien się od nich bardziej dystansować?

– Objawienie prywatne, jeżeli jest autentyczne, jest skierowane do Kościoła, więc on nie może się wobec niego dystansować, nawet jeżeli jest dla niego kłopotliwe. Ale dla wydania orzeczenia o autentyczności objawień ma bardzo skromne warunki. Aby wydać takie orzeczenie, konieczne jest wszechstronne dochodzenie i rozeznanie przez osoby kompetentne, przejrzyste moralnie, święte. To musi nieraz trwać latami. Kościół w takich sprawach nigdy się nie spieszy. Z zasady zachowuje się bardzo roztropnie: obserwuje, poddaje próbom, konsultuje się u lekarzy. Bywa, że po prostu nie wydaje oceny, w myśl zasady Gamaliela, że jeżeli coś pochodzi od Boga, przetrwa, a jeżeli od ludzi – nie. Papież, biskupi badają prywatne objawienia, delegując przedstawicieli, a ci niemal z reguły bywają nieufni, a nieraz i przesadnie uprzedzeni do wizjonerów.

Zarówno s. Faustyna, jak i o. Pio mieli wielu przeciwników. Ale jeżeli coś pochodzi od Boga, z czasem podbija serca hierarchów. Dziś prywatne objawienia s. Faustyny czy o. Pio to wielkie drogowskazy na drodze do Boga.

Jak katolik powinien odnosić się do objawień prywatnych, aby się nie zagubić w wierze?

– Przede wszystkim nie powinien zbytnio interesować się plotkami dotyczącymi prywatnych objawień. Autentyczna wiara nie szuka tego, co sensacyjne. Ojcowie pustyni byli bardzo ostrożni wobec nadzwyczajnych wizji i objawień. Pierwsze ich pytanie brzmi: czy aby nie pochodzą one od diabła, odwiecznego wroga Boga i człowieka. Dopiero gdy odpowiedzieli sobie na to pytanie, pytali dalej, co Bóg chce im przez nie powiedzieć.

Tagi: