Fiesta świętego Jacka

Ks. Arkadiusz Nocoń

GN 33/2011 |

publikacja 18.08.2011 00:15

Ponad 600 tysięcy pielgrzymów przybywa co roku do Yaguachi w Ekwadorze, by uczcić św. Jacka. Polski święty otoczony jest w Ameryce Łacińskiej wielkim kultem.

Figura św. Jacka „uczestniczy” w fieście. Ludzie w Ekwadorze traktują świętego nie tylko jako orędownika, ale także jako dobrego kompana, z którym dzielą się radością El Diario/Marieta Cobo Figura św. Jacka „uczestniczy” w fieście. Ludzie w Ekwadorze traktują świętego nie tylko jako orędownika, ale także jako dobrego kompana, z którym dzielą się radością

Urodził się na Śląsku, był dominikaninem. Jak każdy uczeń św. Dominika, chciał zanieść naukę Chrystusa aż na krańce świata. Czy ewangelizując ludy północnej Europy, mógł przypuszczać, że dotrze kiedyś z Dobrą Nowiną o zbawieniu na kontynent oddalony o tysiące kilometrów od Krakowa i Śląska, o którego istnieniu nawet nie wiedział? Ameryka zostanie odkryta 235 lat po jego śmierci, ale to tam odbiera on dzisiaj największą cześć...
4 listopada 2009 r. Benedykt XVI utworzył w Ekwadorze nową diecezję – San Jacinto de Yaguachi (św. Jacka z Yaguachi). To już druga na kontynencie amerykańskim diecezja, która nosi imię polskiego świętego (pierwsza powstała w Kanadzie w roku 1852). W Yaguachi obchody przypadającej 17 sierpnia uroczystości św. Jacka rozciągają się zawsze na wiele dni. W 2007 r., w 750. rocznicę śmierci świętego, trwały cały miesiąc!

Bienvenido san Jacinto!

Kulminacja obchodów przypada na dni 15–17 sierpnia. W kościele sprawowane są wtedy Msze święte, grupy modlitewne odmawiają przez cały czas Różaniec, a św. Jacek „wyrusza” w miasto. Jego figura, niesiona na barkach wielu mężczyzn, ubrana w kolorową kapę, ozdobiona kwiatami, wstążkami i balonikami, zatrzymuje się przy prawie każdym domu, na którym dużymi literami wita go napis: Bienvenido, san Jacinto! (witaj, św. Jacku). Z balkonów sypią się nań kwiaty, niektórzy polewają go perfumami, wszyscy biją brawo i tańczą w rytm muzyki, którą gra orkiestra. Całe miasto udekorowane jest jego obrazami i figurkami. W procesji wiele grup i osób prywatnych niesie swoje figurki św. Jacka i te również obsypywane są kwiatami. W taki sposób nasz święty odwiedza wszystkie dzielnice. Wieczorem wraca do świątyni, ale w mieście na jego cześć trwa niekończąca się fiesta.

Święto patrona to nie tylko wydarzenie religijne, ale także dziesiątki towarzyszących mu imprez: pokazy sztucznych ogni, walki kogutów, tańce i... wybory miss piękności. Na ulicach stragany uginają się od pamiątek i słodyczy, z których słynie Yaguachi. „Nasze miasto i św. Jacek szli zawsze pod rękę” – uśmiechają się jego mieszkańcy. Rzeczywiście, w Yaguachi ludziom zawsze dobrze się powodziło, co mieszkańcy przypisują swojemu świętemu, nie szczędząc wysiłków, aby obchody ku jego czci były jak najbardziej okazałe. Udaje się. Jego święto jest jednym z najstarszych i najbardziej znanych w całym Ekwadorze, także ze względu na niezwykły koloryt.

Europejczyka mogą początkowo razić odpustowy kicz, wymieszanie sacrum i profanum, tłumy ludzi, które przyjechały tutaj dla zabawy, i panująca wszędzie komercja. Z czasem ulega jednak magii tego miejsca, gdyż pod powłoką komercji i blichtru dostrzega szczerość ludzkich uczuć.
Pani Zoila Villamar, która do sanktuarium przybyła z odległego Milagro, dotyka prawą dłonią figurki św. Jacka, a następnie kładzie dłoń na swoje oczy. – Przyszłam go prosić, aby uzdrowił moje oczy. Były niedawno operowane i są jeszcze bardzo słabe. Jestem przywiązana do św. Jacka. Zawsze mnie wysłuchuje. To cudowny święty! – przekonuje.

Flor Andrade ma 62 lata i też przybył z daleka, aby zapalić św. Jackowi świecę i podziękować za cud. Jego dwaj synowie mieszkają w Hiszpanii i mieli problem z dostaniem pracy. Kilka dni temu jeden z nich zadzwonił z radosną nowiną, że w końcu został zatrudniony. – Dla mnie to cud – powtarza Flor, który przychodzi do sanktuarium od 50 lat. Przychodzą jednak nie tylko prosić czy dziękować. Mieszkańców Ekwadoru św. Jacek także zapala do wielkich rzeczy. Dwie ekwadorskie święte: św. Narcisa di Gesù Martillo y Moràn (1832–1869) i bł. Mercedes Molina y Ayala (1828–1883) wyszły z domów, w których żywy był kult św. Jacka. Obydwie czyniły wiele dla ubogich.

Obraz na drzewie

Skąd kult św. Jacka w Ekwadorze? Do wybrzeży tego kraju Hiszpanie dotarli w 1526 r. Kilkadziesiąt lat później (1579) przybyli tu pierwsi dominikanie, którzy po kanonizacji św. Jacka (1594) szerzyli jego kult na całym świecie. W Ekwadorze trafił on na podatny grunt, ponieważ bardzo szybko, bo już na początku XVII wieku, z polskim świętym związała się pewna legenda. Otóż pewnego dnia niektórzy z mieszkańców dzisiejszego Yaguachi zauważyli wśród gałęzi gęstego drzewa o nazwie pechiche obraz naszego świętego. Po powiadomieniu o swoim odkryciu miejscowego proboszcza w uroczystej procesji przeniesiono obraz do kościoła, ale ten, jak głosi podanie, wkrótce zniknął z ołtarza i powrócił na swe pierwotne miejsce wśród gałęzi pechiche. Z czasem w miejscu tym wybudowano dla obrazu kapliczkę, dzisiaj zaś stoi tutaj okazała katedra, którą wcześniej, w roku 1980, papież Jan Paweł II podniósł do godności bazyliki. Była to pierwsza bazylika na świecie nosząca imię św. Jacka (druga, ustanowiona w roku 2003, znajduje się w Ameryce Północnej, w Chicago). Tenże papież, wielki czciciel św. Jacka, podarował też bazylice w Yaguachi relikwiarz świętego.

Inne przekazy dotyczące początków kultu pierwszego polskiego dominikanina w Ekwadorze mówią, że wspomniany obraz św. Jacka należał do pewnego Hiszpana, który przez wiele lat żył w Polsce i do tego stopnia zauroczył się tą postacią, że wyjeżdżając z naszego kraju, zabrał ze sobą jego wizerunek, który odtąd wszędzie mu towarzyszył, także wtedy, gdy wyjechał do Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Po dotarciu do Yaguachi zajął się handlem drewnem. Ponieważ jego praca wymagała ciągłego poruszania się po okolicznych lasach, Hiszpan zawieszał obraz na drzewie w miejscu, gdzie akurat był, i wieczorem modlił się przed nim
.
Opowiadają, że przed swoją śmiercią podarował go miejscowemu kościołowi, do którego już w połowie XVII wieku zaczęli przybywać pielgrzymi. Dzisiaj na coroczne obchody ku czci świętego przyjeżdżają nie tylko z Ekwadoru, ale także z Kolumbii, Peru, Wenezueli i Chile, gdzie również czci się św. Jacka.

Tajemnica popularności

Zastanawiające, skąd w tym odległym latynoskim kraju tak żywy jest kult polskiego świętego. Od ponad 400 lat! Wydaje się, że tajemnica jego popularności leży nie tylko w „przemożnym wstawiennictwie”, w które wszyscy tutaj głęboko wierzą, ale także w jego życiu i nauczaniu, które było tak zwyczajne i proste, że łatwe do ogarnięcia przez każdego. Św. Jacek nie pisał obszernych dzieł teologicznych, nie spędził swego życia za klasztornymi murami, nie był surowym ascetą. Chodził po świecie i uczył ludzi, że mają kochać Pana Jezusa i Jego Matkę. Pomagał też biednym. Litował się nie tylko nad matkami rozpaczającymi nad chorymi czy zmarłymi dziećmi, ale też nad powalonym zbożem i koniem, który padł chłopu. Takiego świętego każdy zrozumie i każdy pokocha. Taki święty nie „obrazi się” na słodycze na straganach, na walki kogutów, loterie i sztuczne ognie. On wie, że przybyłych na jego święto czeka jutro szare i trudne życie. Nie grzmi więc, a pomaga. Pomaga naprawdę. W ekwadorskiej świątyni mało jest pamiątek o „polskich” cudach św. Jacka. Nie za nie wystawili mu świątynię. Tutaj ma on swoją historię, bo to jest ich święty. Zamiast polskich pejzaży i XIII-wiecznych cudów na obrazach widzimy więc św. Jacka, który uspokaja wzburzony Atlantyk, ratuje żołnierzy walczących na Pacyfiku i pomaga biednym o wyraźnie miejscowych rysach.