Świadectwo męczenników

Bogumił Łoziński

GN 25/2011 |

dodane 22.06.2011 00:15

Wybitny duszpasterz i niepiśmienny chłop, rodzina z siedmiorgiem dzieci i kapelan powstania. Łączy ich męczeńska śmierć za wiarę z rąk hitlerowców w czasie II wojny światowej. Polski etap ich procesu beatyfikacyjnego został zamknięty 24 maja w Pelplinie.

Świadectwo męczenników Rodzina Józefa i Wiktorii Ulmów

Gdy w 1999 r. Jan Paweł II wyniósł na ołtarze aż 108 polskich męczenników drugiej wojny światowej, mało kto się spodziewał, że w niedługim czasie dojdzie do procesu beatyfikacyjnego kolejnej, równie licznej grupy Polaków, którzy oddali życie za wiarę. Szybko okazało się, że w pamięci wiernych zachowały się świadectwa męczeństwa innych katolików, którzy z różnych przyczyn nie zostali uwzględnieni w pierwszej grupie. Jeszcze w 1994 r. rozpoczęto proces beatyfikacyjny 17 męczenników z diecezji pelplińskiej, a w 2003 r.

Episkopat Polski zdecydował, że do tego procesu dołączono kandydatów z innych diecezji i zakonów, w sumie 122 osoby. Wśród nich duchowni z 8 diecezji, zakonnicy i zakonnice z 18 zgromadzeń oraz osoby świeckie. W trwającym 8 lat procesie na etapie polskim chodziło o zebranie dowodów, które wykażą, że oddali oni życie za wiarę ponosząc śmierć z rąk hitlerowców w czasie II wojny światowej, a pamięć o nich i ich męczeństwie trwa do dzisiejszych czasów. Liczba osób, których akta zostaną przekazane do Rzymu, jest mniejsza niż 122, bowiem już na samym początku uznano, że sława męczeństwa kilku kandydatów jest zbyt mała albo materiał dowodowy niewystarczający, do tego zakon jezuitów wyłączył swoich 17 kandydatów i  prowadzi oddzielny proces. Ostateczna lista będzie ogłoszona, gdy zebrany materiał zostanie przekazany do Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.


Z wierności Bogu
Największym represjom ze strony hitlerowców z powodu wierności wierze poddani byli duchowni i właśnie oni stanowią najliczniejszą grupę kandydatów na ołtarze. Powodem ich męczeńskiej śmierci był najczęściej sam fakt bycia kapłanem i gorliwe wypełnianie obowiązków duszpasterskich. Przykładem takiej postawy jest ks. Henryk Szuman, którego nazwisko wymieniane jest w tytule akt procesowych wraz ze 121 towarzyszami. Pochodzący z diecezji pelplińskiej (wówczas chełmińskiej) kapłan był znanym duszpasterzem o wielkich walorach duchowych, budowniczym kościołów. Należał do licznych polskich organizacji oświatowych i charytatywnych, działał w apostolstwie trzeźwości.

Bez żadnej bezpośredniej przyczyny został aresztowany w kościele w Bydgoszczy 2 października 1939 r. i tego samego dnia rozstrzelany przez Niemców. Miał 57 lat. Jak podają świadkowie, w momencie śmierci krzyknął: „Niech żyje Chrystus Król”. Pamięć o tym kapłanie jest żywa w diecezji pelplińskiej. W kościele, który wybudował w Starogardzie, znajduje się poświęcona jego osobie tablica z wypisanymi ostatnimi słowami męczennika. Za manifestowanie polskości, piętnowanie zła i pomoc potrzebującym poniósł śmierć ks. Antoni Arasmus z Kiełpina w diecezji pelplińskiej. Aresztowany w październiku 1939 r., został postrzelony, potem dotkliwie pobity (ekshumacja po wojnie wykazała liczne złamania rąk i nóg), w chwili śmierci miał 45 lat.

Wśród kandydatów są też kapłani, którzy oddali życie za swoich wiernych. Do takich należy ks. Franciszek Nogalski. Gdy hitlerowcy zamierzali rozstrzelać kilkudziesięciu Polaków w odwecie za podpalenie zabudowań niemieckiego właściciela w Raciążu w archidiecezji przemyskiej, ks. Nogalski, chcąc ratować ich życie, wziął winę na siebie, za co został zabity w Rudzkim Moście 24 października 1939 r. Miał 28 lat. W czasie pełnienia posługi kapelana w powstaniu warszawskim oddał życie ks. Tadeusz Burzyński z diecezji łódzkiej, który zginął pierwszego dnia walk, gdy  udzielał umierającym sakramentu namaszczenia chorych. Miał 30 lat.

Z nienawiści do wiary

Jednym z celów procesu męczenników jest wykazanie, że ich oprawcy, zadając im śmierć, kierowali się nienawiścią do wiary. Taką postawę hitlerowców potwierdzają m.in. okoliczności śmierci wielu kandydatów, np. tortury. Do najbardziej drastycznych aktów przemocy dochodziło w obozach koncentracyjnych, w których zginęła największa grupa kandydatów, m.in. w Dachau, Oświęcimiu, Gusen, Sachsenhausen, Gross-Rosen, Mittelbau czy Buchenwaldzie.

Ks. Józef Słupina ze zgromadzenia misjonarzy został zadeptany na śmierć przez esesmana w Oświęcimiu w 1940 r., miał 60 lat. Ks. Franciszek Kilian, pallotyn, przed śmiercią głodową w Oświęcimiu w 1942 r. był bity i maltretowany przez kapo. Czesław Golak, 22-letni werbista, zginął porażony prądem na drutach kolczastych w obozie w Gusen. Inny kleryk z tego samego obozu, werbista, 21-letni Norbert Gosieniecki, został w zimie wywleczony z baraku, polany zimną wodą i zostawiony na całą noc na zewnątrz, w wyniku czego zmarł.

W okrutnych męczarniach oddało życie za wiarę w Oświęcimiu 5 salezjanów. Dniem gehenny był 27 czerwca 1941 r. Ks. Kazimierz Wojciechowski był bity, kopany, jednym uderzeniem styliska od łopaty pilnujący kapo wybił mu zęby, a szpicrutą przeciął skórę na głowie. Potem kapo wraz z blokowym położyli mu na szyi ciężką belkę, po czym stanęli na niej, powodując śmierć. Podobnym torturom, w wyniku których zmarli, zostali poddani księża: Jan Świerc, Ignacy Dobiasz i Franciszek Harazim. 51-letni ks. Ignacy Antonowicz przez długi czas był najpierw bity przez kapo, a potem szczuty przez psa, który dosłownie zrywał z niego płaty skóry i kawałki ciała. Nieprzytomnego kapłana odniesiono na „rewir”, gdzie zmarł 21 lipca.

Z miłości, w obronie krzyża i czystości

Wśród kandydatów na ołtarze są też osoby świeckie. To właśnie w tej grupie znajduje się bardzo znana z licznych publikacji i filmów rodzina rolników Józefa i Wiktorii Ulmów z Markowej k. Łańcuta w archidiecezji przemyskiej. Jak podają świadkowie, Ulmowie w czasie okupacji przechowywali Żydów, robili to bezinteresownie, z miłości do bliźniego. W momencie tragedii była u nich 8-osobowa rodzina Żydów z Łańcuta. Na skutek donosu 24 marca 1944 r. w domu Ulmów zjawili się hitlerowcy.

Najpierw zabili Żydów, następnie gospodarzy – Józefa (44 lata) i Wiktorię (32 lata), po czym taki sam los spotkał sześcioro ich dzieci, z których najstarsze miało 8 lat, a najmłodsze 1,5 roku. W chwili śmierci Wiktoria była w 9. miesiącu ciąży z siódmym dzieckiem. Początkowo ciała zamordowanych pogrzebano w pobliskim sadzie, a gdy później przenoszono je na cmentarz, okazało się, że już po zakopaniu ciał rozpoczął się poród, gdyż z łona matki wystawała główka i klatka piersiowa dziecka. Rodzina Ulmów otrzymała pośmiertnie medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Kongregacja będzie musiała zdecydować, czy kryteria męczeństwa spełniają tylko rodzice, czy także dzieci Ulmów, a szczególnie ostatnie, które w momencie mordu znajdowało się w łonie matki.

W obronie czystości poniosła śmierć Julia Buniowska z archidiecezji przemyskiej. Do tragedii doszło 29 czerwca 1944 r. w jej rodzinnej miejscowości – Majdanie Sieniawskim. Po powrocie z kościoła ze Mszy św., podczas której przyjęła Eucharystię, 20-letnia Julia została napadnięta przez własowca, a gdy broniła się przed gwałtem – zastrzelona. 

Gdy w obecnej Polsce dochodzi do profanacji i bezczeszczenia krzyża, szczególnym przykładem obrony świętego symbolu chrześcijaństwa może być dla nas prosty, niepiśmienny chłop Ignacy Trenda. 4 listopada 1939 r. Niemcy po wkroczeniu do Lelowa (diecezja kielecka) podpalili kościół. Ignacy głośno protestował przeciwko temu, a wówczas Niemcy kazali mu przynieść słomę, podłożyć ją pod krzyż wewnątrz świątyni i podpalić. Jak zeznają świadkowie, chłop ukląkł pod krzyżem i powiedział: „Panie Jezu, ja Cię nie podpalę”. Wówczas Niemcy wywlekli go z kościoła i zastrzelili. Miał 57 lat. Pamięć o jego postawie jest żywa do dziś w Lelowie, na placu przykościelnym stoi pomnik ku jego czci.

Męczenników nie można traktować tylko jako postaci historycznych, ich postawa jest świadectwem wierności wierze, a gdy zostaną wyniesieni na ołtarze, Kościół wskaże ich jako wzór do naśladowania dla nas. W obecnych czasach relatywizmu i kryzysu wiary ich heroiczna wierność może zwrócić nasze serca ku Bogu.

Tagi: