publikacja 09.06.2011 00:15
Życie człowieka, nawet w stanie upadku, jest przyzywaniem Ducha Świętego, tęsknotą za Nim. Modlitwa, sumienie, Kościół to „miejsca”, w których doświadczamy Jego działania.
fot. Roman Koszowski
Bez Ducha Świętego Bóg jest daleko Chrystus pozostaje przeszłością, Ewangelia martwą litera, Kościół – organizacją
Nie jest łatwo pisać dziś przekonująco o Duchu Świętym. Trudności jest kilka. Pierwsza: wielu z nas brakuje osobistego doświadczenia Ducha Świętego, wszelkie opisy Jego działania wydają się nam abstrakcyjną, teologiczną spekulacją oderwaną od życia. Na ruchy odnowy Kościoła, na charyzmatyczne spotkania modlitewne wielu z katolików (także księży) patrzy podejrzliwie. Druga trudność: żyjemy w kulturze skoncentrowanej na materii, co łączy się ściśle z dążeniem do szybkiej zmysłowej przyjemności, stąd sprawy ducha traktowane są z przymrużeniem oka, zresztą samo słowo „duch” kojarzy się raczej z thrillerami o duchach, które straszą, niż z czymś realnym i poważnym. Po trzecie Duch Święty jest trochę sam sobie winien, jest duchem, czyli istotą niewidzialną, jest Bogiem ukrytym, działającym dyskretnie, Jego „twarzą” jest Kościół, a ta twarz jawi nam się często jako mało święta.
Ta lekcja, którą Ojciec Święty otrzymał od swojego ojca, jest też lekcją dla nas. Każda chrześcijańska modlitwa (osobista i wspólnotowa) jest modlitwą „w Duchu Świętym”. „Bóg jest duchem i jego czciciele powinni Go czcić w Duchu i prawdzie” (J 4,24). To Duch Święty od wewnątrz kieruje nas w stronę Ojca. Czyni z nas ludzi zdolnych do zachwytu, do adoracji, do wielbienia. Brakuje nam osobistego doświadczenia Ducha Świętego? A jak często zwracamy się do Niego, z prośbą: „Przyjdź Duchu Święty!”? Tajemnica Boga nie jest w pierwszym rzędzie kwestią rozumowej spekulacji, ale modlitewnego zaangażowania serca. Z modlitwą do Ducha Świętego wiąże się słowo „Przyjdź”. Ta modlitwa ma charakter przyzywania, wołania rodzącego się z tęsknoty, samotności, pustki, czasem nawet rozpaczy. Jezus nazywa Ducha Świętego Parakletem. To greckie słowo oznacza dosłownie: „ten, kto odpowiada na wołanie, kto przychodzi na pomoc, jako pocieszyciel, obrońca, orędownik”. Wielki bizantyjski mistyk Symeon Nowy Teolog pisał: „Nie mówcie, że nie można otrzymać Ducha Bożego. Nie mówcie, że Bóg nie daje się ujrzeć ludziom. Nie mówcie, że ludzie nie mogą widzieć światła Bożego lub że to jest niemożliwe w czasach obecnych! Nigdy nie przekracza to granic możliwości, przyjaciele, lecz zaiste możliwe jest dla chcących”.
Ślad działania Ducha Bożego widać jak na dłoni w życiu Mieczysławy Faryniak, mistyczki z Dursztyna (pisaliśmy o niej w GN 16/2008). Jako 25-latka zakochała się w niewłaściwym facecie. Wpadła w depresję, była bliska tego, by wyskoczyć z okna. Dla zabicia czasu czytała co popadnie. Natrafiła na stary modlitewnik babci, otwarł się na słowach Sekwencji do Ducha Świętego. Te słowa powstrzymały ją od samobójstwa. Zobaczyła światło w tunelu. Była ocalona. Robotę Ducha Świętego widać najlepiej, gdy przemienia grzeszników w świętych. Moje własne sumienie jest terenem Jego działania. Tam duch świata zmaga się z Duchem Boga, niewiara walczy z wiarą, rozpacz z nadzieją, odwaga z paraliżującym lękiem przed nawróceniem. Jan Paweł II pisze, że grzech przeciwko Duchowi Świętemu polega na odrzuceniu prawdy o grzechu i odrzuceniu prawdy o przebaczeniu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł