publikacja 01.06.2011 15:37
Amerykański episkopat zlecił niezależnemu instytutowi przebadanie wszystkich przypadków molestowania nieletnich przez księży w latach 1950-2010. Raport pokazuje skalę zjawiska, analizuje przyczyny. Wiele opinii powtarzanych przez media okazuje się błędnych.
fot. KEYSTONE Pictures USA/eyevine
Byłoby dobrze, gdyby obrońcy rewolucji seksualnej dostrzegli relację między propagowaniem libertyńskie-go stylu życia a molestowaniem małoletnich – podkreśla Weigel
Dziennikarze opisujący zmagania Kościoła katolickiego w USA z duchownymi wykorzystującymi seksualnie nieletnich posługują się pewnym schematem. Powtarza się w nim kilka stwierdzeń: że to był i jest kryzys związany z „pedofilią”; że wykorzystywanie seksualne nieletnich jest nadal zagrożeniem w Kościele; że Kościół był i pozostaje niebezpiecznym środowiskiem dla dzieci i młodzieży; że wysoki jest odsetek księży, którzy dopuścili się molestowania; że takie zachowanie jest bardziej prawdopodobne wśród celibatariuszy i dlatego odejście od celibatu księży służyłoby ochronie dzieci i młodzieży; że biskupi z zasady umyślnie lekceważyli doniesienia o nadużyciach; że Kościół naprawdę nie wyciągnął żadnych wniosków z ujawnienia nadużyć na dużą skalę w 2002 roku. Niezależna nowojorska uczelnia John Jay College of Criminal Justice (Wyższa Szkoła Prawa Karnego im. Johna Jaya) przeprowadziła gruntowane badania tego problemu na zlecenie Konferencji Episkopatu USA, które kosztowały 1,8 mln dolarów. Raport opublikowany 18 maja pozwala stwierdzić, że wszystkie z powyższych opinii są błędne.
Po czwarte: reakcja biskupów na rozwijający się gwałtownie kryzys nadużyć od końca lat 60. do początku 80. nie była ani wyjątkowo niemądra, ani bezduszna. Według raportu, biskupi byli tak samo jak reszta społeczeństwa mało świadomi skali nadużyć. I tak jak reszta społeczeństwa skupiali się raczej na sprawcach niż na ofiarach. To z kolei doprowadziło do pokładania zbyt wielkiej wiary w psychologii i psychiatrii z fałszywym przekonaniem, że księży sprawców można „wyleczyć” i przywrócić do duszpasterstwa. Ten model postępowania odzwierciedlał także szerszą tendencję społeczną. Przed 1985 rokiem najczęstszą prośbą rodzin ofiar było to, aby ksiądz sprawca otrzymał pomoc i terapię. To prawda, że biskupi powinni być bardziej niż reszta społeczeństwa wyczuleni na szkody wyrządzone ofiarom nadużyć, ale jak stwierdza raport, „podobnie jak ogół społeczeństwa nie orientowali się oni ani w skali nadużyć, ani w ich dotkliwości”. A to z kolei było „jednym z czynników, który prawdopodobnie przyczynił się do powtarzania się tych przestępstw”.
Homoseksualizm a molestowanie
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł