publikacja 16.06.2022 00:00
Biel habitów, jasne wapienne skały. „Bardzo podoba mi się porównanie Skałki do cichego miejsca w środku huraganu” – słyszę w klasztorze, w którym paulini modlą się od 550 lat i noszą buty o rozmiar za duże.
Roman Koszowski /Foto Gość
– Jan Długosz napisał w dekrecie, że mamy podnieść podupadające sanktuarium. Udało się, bo z Jasnej Góry trafiła tu najlepsza ekipa – opowiada przeor i rektor seminarium o. Mariusz Tabulski.
Rozlało się na dobre. Na sparzony słońcem Kraków wylały się wiadra deszczu. Na tle szaroburości nieba klasztor świecił z daleka. Przypominał dom zbudowany na skale, który przetrwa niejedną nawałnicę.
– Kawy? – pyta przeor i rektor seminarium o. Mariusz Tabulski. – Czasami żartuję, że gdyby wyrzucili mnie z zakonu, to znalazłbym pracę w kilku zawodach. Nauczyłem się tu prania, prasowania i maglowania (nowicjat!), strzyżenia (zazwyczaj sami zajmujemy się fryzjerstwem, choć oczywiście zanim doszliśmy do wprawy, na początku były rany kłute na dłoniach) i parzenia kawy dla gości. Całkiem niezłe doświadczenie zawodowe.
Cztery razy w tygodniu bracia spotykają się rotacyjnie na całonocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Trwają wtedy sam na sam z Jezusem. Co ciekawe, to nie jest punkt obowiązkowy, ale ich deklaracja! Przychodzą chętnie, a potem punktualnie wstają na wykłady. Dzień rozpoczyna się w seminarium o 5.50, a w klasztorze 20 minut później.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł