Rutyna i formalizm już nie działają

GN 48/2021 |

publikacja 02.12.2021 00:00

O ewangelizacji dzisiaj, zarzutach „protestantyzacji” i planach na przyszłość mówi bp Artur Ważny, nowy przewodniczący Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Nowej Ewangelizacji.

Rutyna i formalizm już nie działają Tadeusz Koniarz /REPORTER/east news

Franciszek Kucharczak: Ewangelizacja to od lat istotna część Księdza Biskupa osobistego zaangażowania. To chyba nawet pasja?

Bp Artur Ważny: Myślę, że tak. Ta pasja została obudzona przez osoby świeckie, kiedy byłem jeszcze wikariuszem. Przyszło do mnie dwoje ludzi i zapytało, czy mogę się z nimi spotykać, modlić się, bo przeżyli doświadczenie kursu Filip i chcą rozwijać to, co im się w sercu rodzi. Nie wiedziałem jeszcze, co to za wspólnota, ale dołączyłem do nich. Jedyny wolny czas, jaki wtedy miałem, to był wtorkowy wieczór. Zaczęliśmy się więc spotykać we wtorki. To był 1997 rok. Tak powstała szkoła nowej ewangelizacji – i trwa do dzisiaj.

Porwało to Księdza Biskupa?

Tak. Dla mnie to było pierwsze mocne doświadczenie współpracy ze świeckimi. Piękne jest to, że oni przyszli do księdza, nie chcieli się sami spotykać i modlić, ale odkryli, że potrzebny jest kapłan. Do dzisiaj to jest w moim sercu.

Nowej ewangelizacji nie da się robić bez świeckich?

Nie da się. Podobnie zresztą jak i bez księży. Co prawda są takie próby, ale wtedy Kościół na tym traci, bo nie jest sobą. Jesteśmy Kościołem jako wspólnota i wspólnie jesteśmy za niego odpowiedzialni. Możemy ewangelizować, kiedy jesteśmy razem. Kiedy próbujemy po swojemu, równolegle czy nawet w przeciwnych kierunkach, Kościół się rozsypuje i nie staje się tym narzędziem, którym ma być.

Nowa ewangelizacja – to sformułowanie budzi czasami wśród wiernych nieufność. Mówią: „A co to za nowinki, normalnej ewangelizacji już nie ma?”. No właśnie – czemu „nowa”?

Dlatego, że chodzi o nowego adresata. Odkrywamy w naszych środowiskach ludzi, którzy są związani z Kościołem tylko przez chrzest, ale już nie przez praktykę wiary. To do nich jest skierowana nowa ewangelizacja. Reszta to środki wyrazu, komunikacji, spotkania się z ludźmi. Dziś mamy dodatkowe narzędzia, takie jak media społecznościowe. One stanowią jakiś kłopot, ale okazuje się, że musimy w nie wejść, bo to jest ten świat, do którego nas Bóg zaprasza. Oczywiście chodzi też o odnowienie zapału, pasji w sercach. Myślę, że to jest główny motyw ewangelizacji: ja, kiedy spotkałem Jezusa, nie mogę nie głosić. Wielu tego nie robi, bo nie ma takiej osobistej więzi z Jezusem. Więc nowa ewangelizacja pomaga jeszcze odnawiać Kościół, bo tak się dzieje, kiedy ewangelizujemy. Nic mnie nie poruszy do ewangelizacji, jeśli nie miłość. Argumentem jest to, że odkrywam Boga, a nie kryzys czy jakieś inne okoliczności. Dlatego to jest „nowe”, bo w wielu przypadkach przyzwyczailiśmy się do rutyny, formalizmu – ale to już nie działa. Wtedy Kościół zamienia się w instytucję, ideologię, propagandę.

W nową ewangelizację najczęściej zaangażowane są środowiska charyzmatyczne. Czy inne środowiska słabiej garną się do głoszenia Ewangelii?

Rzeczywiście, w praktyce ruchy i wspólnoty charyzmatyczne mają naturalną skłonność do ewangelizowania. Ale, jak powtarza papież, cały Kościół ma być misyjny, cały Kościół ma ewangelizować. Takie jest też moje pragnienie – skupić wszystkie środowiska, które ewangelizują, a wiemy, że nie zawsze są to środowiska charyzmatyczne. Oczywiście każda wspólnota ma charyzmat, ale nie wszyscy mają charyzmaty nadzwyczajne. Chciałbym, żeby wszystkie środowiska, które ewangelizują, spotkały się na czymś w rodzaju „małego synodu”. Byłoby to spotkanie całego Kościoła, który ewangelizuje, w uwielbieniu Pana Boga. Spotkanie Kościoła, który nie tylko zajmuje się sobą i swoimi problemami, ale który staje w gotowości wobec Boga, żeby nas posłał zjednoczonych do ewangelizowania.

Nie wszystkich w Kościele cieszy nowa ewangelizacja. Pojawiają się nawet oskarżenia, że to protestantyzowanie Kościoła.

Pierwszą oznaką protestantyzacji jest nieposłuszeństwo papieżowi, kwestionowanie jego autorytetu. Wiele środowisk właśnie to bardzo jasno demonstruje, i to najpierw nazwałbym protestantyzacją – że sami sobie decydujemy, czy będziemy posłuszni w Kościele, czy też nie. Drugi kłopot wynika stąd, że pasterze niekoniecznie towarzyszą osobom, które odkrywają w sobie pragnienie ewangelizacji. Wielu świeckich zauważa dziś w sobie głęboką relację z Bogiem i dlatego chce ewangelizować. Ale niejednokrotnie my, pasterze, nie nadążamy, nie towarzyszymy, nie chcemy się w to włączyć. A kiedy wspólnoty zostają same, wtedy czasami po prostu błądzą i wtedy rzeczywiście ci ludzie wyglądają, jakby protestantyzowali. Bo nie ma z nimi pasterzy.

Niektórzy wytykają środowiskom nowej ewangelizacji „nadmierną emocjonalność”.

Tak, zarzuca się, że jest dużo emocji, że na tym poprzestajemy. A przecież trudno sobie wyobrazić zakochanie w Jezusie bez emocji. Nie jestem żonaty, ale zakochany byłem, więc wiem, jak się to zaczyna: od emocji. I na tym potem trzeba budować, formować. Bo to także brak pogłębionej formacji sprawia, że wielu się gubi. I tu rodzi się postulat, żebyśmy w nowej ewangelizacji formowali formatorów, ewangelizatorów, żebyśmy dawali im narzędzia, ale też pogłębione doświadczenie Kościoła. Ludzie tego pragną i wcale nie chcą być obok Kościoła. Czują się bezpiecznie, kiedy jest pasterz, formacja, i świetnie potrafią się w tym odnaleźć.

Ostatnimi czasy w niektórych środowiskach katolików narasta sprzeciw wobec ekumenizmu, który miałby jakoby zagrażać naszej wierze.

Tak, pojawia się taki lęk, szczególnie przed wspólnotami protestanckimi, które w naturze mają ewangelizację. Myślę, że wynika on z braku świadomości własnej tożsamości. Jeśli ja wiem, kim jestem, to nie boję się spotkać z kimkolwiek.

To pewnie z tego lęku biorą się w pewnych środowiskach ostrzeżenia przed kursami Alpha, które mają genezę anglikańską.

Przez wiele lat, aż do momentu sakry, byłem w diecezji odpowiedzialny za kursy Alpha i uważam je za bardzo dobre narzędzie. To, że powstało na gruncie anglikańskim, nie jest żadnym problemem. Śmieję się, że kolacja nie jest ani anglikańska, ani katolicka, lecz jest doświadczeniem wspólnym. Natomiast głoszenie bierzemy w tej denominacji, w której funkcjonujemy – a ono w podstawowej wersji jest uniwersalne. Kerygmat jest uniwersalny, wspólny dla wszystkich chrześcijan. Potem, niestety, pojawiają się różnice.

Owoce są chyba dobre?

Owoce kursów Alpha są przepiękne. Doświadczenie dni, podczas których ludzie idą do spowiedzi, korzystają z Eucharystii, z adoracji, to jest typowo katolicka rzeczywistość. Myślę więc, że źle o tych kursach mogą mówić tylko ci, którzy nigdy kursu Alpha nie przeżyli i nie wiedzą, jak on funkcjonuje. Widzimy księdza Blachnickiego, który tyle dobra uczynił tym, co uruchomił w Kościele, a przecież on korzystał także z protestanckich wzorców, z pewnych doświadczeń stamtąd wyniesionych. Nie ma nic złego w korzystaniu z narzędzi, które ktoś wymyślił. One są neutralne. Kursy Alpha są pięknym narzędziem, ponieważ zapraszają do współpracy ludzi świeckich. Tam się może odnaleźć kapłan, może się odnaleźć świecki. A właśnie w nowej ewangelizacji, gdzie idziemy do osób, które są już poza Kościołem czy chodzą po jego granicach, świecki człowiek ma wiele do powiedzenia. Szczególnie tam, gdzie ludzie mieli jakieś problemy z kapłanami. Później, kiedy ci ludzie zobaczą Kościół, który ma inną twarz, i księdza, który ma inną twarz, sami bardzo się angażują w Kościele i współpracują z duchownymi.

Czy ma Ksiądz Biskup już na starcie jakieś plany, wizje przyszłości nowej ewangelizacji w Polsce?

Myślę, że wiele rzeczy trzeba kontynuować, tak jak zapoczątkował to abp Grzegorz Ryś. Stworzył pewne doświadczenie, zwłaszcza kongresów nowej ewangelizacji, OSE, czyli Ogólnopolskiej Szkoły Ewangelizatorów. Jak wspomniałem, chciałbym zaprosić do ewangelizacji nowe środowiska, niekoniecznie posługujące charyzmatami nadzwyczajnymi. Ważny jest też wzajemny szacunek, żebyśmy nie rywalizowali na tym polu, ale trwali w jedności. No i pierwsze pragnienie: spotkanie wszystkich liderów, na ile się da, także ze środowisk internetowych. Chodziłoby o to, żeby się pomodlić i przeżyć jedno wspólne doświadczenie, dać świadectwo jedności Kościoła. Żebyśmy jako Kościół trochę się pozbierali z tych skandali, żebyśmy uwielbili Boga i dali się posłać. A w perspektywie mamy wielki jubileusz odkupienia 2033 roku. Chciałbym, żeby w tym kierunku to szło.•

Biskup Artur Ważny

Ur. w 1966 roku w Rzeszowie, wyświęcony na kapłana w 1991 roku w Tarnowie. Był m.in. diecezjalnym duszpasterzem akademickim, dyrektorem wydziału duszpasterstwa młodzieży, dyrektorem wydziału ds. nowej ewangelizacji, diecezjalnym egzorcystą. Od 2021 roku jest biskupem pomocniczym tarnowskim.