Rozpal wiarę

Marcin Jakimowicz

GN 47/2021 |

publikacja 25.11.2021 00:00

Nie dziwię się, że Seminaria Odnowy Wiary cieszą się nad Wisłą coraz większą popularnością. Jedenastotygodniowe rekolekcje są świetnym narzędziem odnowienia i ożywienia parafii.

Rozpal wiarę Henryk Przondziono /foto gość

Nie interesują mnie jałowe, teoretyczne rozważania ani pobożne życzenia. Od lat pisząc o sposobach dotarcia do wiernych z przesłaniem Dobrej Nowiny, za niezwykle ważną uważam skuteczność. Dlaczego sądzę, że forma Seminarium Odnowy Wiary jest optymalną propozycją dla parafii AD 2021?

Co będzie?

Czy czeka nas kolejny lockdown, pozamykanie, bolesny powrót do wirtualnego świata spotkań online? To pytanie, które zadaje sobie każdy Polak. Proboszczowie, którzy przerobili na własnej skórze czas opustoszałych kościołów i słyszeli echo, które odpowiadało ich wezwaniu: „A ta świątynia niech zabrzmi potężnym głosem całego ludu”, coraz częściej sięgają po formę seminaryjnych spotkań. Są one łatwe do zorganizowania (wystarczy otwarcie kościoła lub salki na dwie wieczorne godziny plus zaproszenie prelegentów głoszących konferencje).

Najlepszym narzędziem ewangelizacyjnym, jakie znam (pisałem o tym wielokrotnie), jest kurs Alpha. To kopiowanie „metody Jezusa” spotykającego się z uczniami przy stole. Podczas dziesięciu kolacji między nieznającymi się wcześniej ludźmi nawiązują się relacje, a te powodują, że często nawet ci, którzy dotąd omijali kościoły szerokim łukiem, chcą skosztować, jak smakuje sakrament czy życie we wspólnocie. Dziś jednak wielu duszpasterzy obawia się zarezerwowania na dziesięć tygodni stolików w restauracji, a słowem, które powtarzają jak mantrę, jest „niepewność”. Osobiście nie wierzę w próby organizowania Alphy online, w budowanie relacji za pośrednictwem komórki czy komputera. Przypominają one wirtualne spotkanie nastolatków na Lednicy, które mija się z zamysłem o. Jana Góry dążącego do tego, by młodzi zobaczyli swych rówieśników, którzy przeżywają wiarę w podobny do nich i bliski im sposób.

Wszystko na miejscu

Seminarium Odnowy Wiary jest cyklem dziesięciu konferencji, cotygodniowych spotkań w grupach i codziennej, wiernej osobistej modlitwy. To czas, w którym dorośli słuchają formacyjnych prelekcji, modlą się, adorując Najświętszy Sakrament, a po powrocie do ­domów (to najmniej spektakularny, ale być może najważniejszy element tej układanki!) każdego dnia obcują ze słowem Bożym. A ponieważ sam Bóg obiecał, że Jego słowo krąży tak długo, aż wyda owoc, nie jest to zmarnowany czas. To zrealizowana w praktyce dewiza: „Nie dochodzi do zmiany, gdy ja mówię do Boga. Zmiana następuje, gdy On mówi do mnie”. Uczestniczący w Seminarium Odnowy Wiary Kowalski, czytając w domu proponowane biblijne teksty, pozwala, by Słowo rezonowało w nim i wykonało swą pracę.

Wielką zaletą tej formy jest fakt, że nie trzeba pakować walizek, by ruszyć na drugi koniec Polski. Wszystko odbywa się w rodzinnej parafii. A ponieważ to rekolekcje rozciągnięte w czasie, nie musimy wypisywać żadnego urlopu. Ważne są konsekwencja i wierność (zazwyczaj przyjmuje się zasadę, że uczestnik może opuścić maksymalnie dwa spotkania).

„Seminarium kierujemy do każdego, kto: myśli, że nie ma czasu na modlitwę; chce się modlić, ale nie wie jak; pragnie umocnić swoją relację z Bogiem; sam nie wie, w co wierzy; słyszał o Jezusie i chce Go lepiej poznać i chciałby zacząć naprawdę żyć wiarą” – wyjaśniają organizatorzy spotkań. Tematy dotykają najważniejszych kwestii wiary. Uczestnicy słyszą m.in. o rozeznawaniu duchowym, przebaczeniu i uzdrowieniu, działaniu Ducha Świętego, grzechu i nawróceniu, roli Maryi i osobistej relacji z Bogiem.

Siejemy!

Często łapię się za głowę, czytając, co pobożni ludzie wypisują w mediach społecznościowych. Zdumiewa mnie poziom magicznego podejścia do wiary i infantylności w jej przeżywaniu. Seminarium Odnowy Wiary jest „wprowadzeniem w chrześcijaństwo”, pierwszym krokiem formacji. To ogłoszenie kerygmatu tym, którzy przyjęli chrzest jako niemowlęta, nie przechodząc przecież żadnego katechumenatu (w pierwszych wiekach do zanurzenia w wodach chrzcielnych prowadziła konkretna droga: od 3 do 3,5 lat formacji). Ileż razy w zakrystiach nad Wisłą słyszałem gorzki żart, że Jezus błogosławił dzieci i nauczał dorosłych, a my robimy coś odwrotnego…

Seminaria kończą się zazwyczaj modlitwą wstawienniczą, co dla wielu uczestników jest prawdziwą nowością. Wspólnym mianownikiem tych rekolekcji jest przyjęcie Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela. Solidny fundament, podstawa relacji. – Kiedy w 2017 roku w Chełmie zorganizowaliśmy Seminarium Odnowy Wiary, na pierwsze spotkanie przyszło około 400 osób (ostatecznie cykl spotkań ukończyło 300) – opowiada ks. Paweł Gołofit z archidiecezji lubelskiej, autor książki „W oczekiwaniu na przełom”. – To ogrom ludzi, którzy przez jedenaście tygodni na nowo odkrywali, czym jest relacja z Bogiem, jak ją pogłębiać i na co zwrócić uwagę w duchowym rozwoju. Podczas ostatniego spotkania przyszedł czas na świadectwa. Kilka osób podzieliło się przepięknym doświadczeniem tego, jak Bóg uzdrawiał je ze złego myślenia o Kościele, uczył prawdziwej modlitwy, a nawet uzdrawiał z różnych schorzeń. Ci ludzie dziękowali Bogu, że mogli uczestniczyć w seminarium, jednocześnie deklarowali chęć pozostania we wspólnocie.

Widziałem spotkania, w których uczestniczyło ponad dwieście osób, i pełne aule seminariów duchownych. Liczba uczestników nie ma jednak żadnego znaczenia. Do końca życia zapamiętam zdumiony wzrok księdza Ryszarda Nowaka, który przed wielu laty przyjechał specjalnie na katowicki Józefowiec, wdrapał się po schodach do „salki na górze” i ujrzał… garstkę osób, które uczestniczyły wówczas w Seminarium Odnowy Wiary. Był pewnie przyzwyczajony do tego, że dotąd mówił do większego grona słuchaczy. A jednak to przełomowe seminarium było zalążkiem nowej formy wspólnoty, zaś jego uczestnicy są dziś osobami odpowiedzialnymi za poszczególne diakonie. To był zasiew, którego owoce widzimy dopiero dziś (właśnie przeglądam listę, na której na zaproszenie do zaangażowania się w konkretne służby odpowiedziało 60 osób).

Spełnienie marzeń

Bardzo często w organizację seminariów włączają się ludzie formujący się w ruchu oazowym. Nic dziwnego. To podana w pigułce realizacja zamysłu ks. Franciszka Blachnickiego. – Uświadomienie ruchowi, że fundamentem życia chrześcijańskiego jest osobowa relacja z Jezusem, było momentem przełomowym – opowiadał mi Andrzej Sionek. – Ojciec Franciszek znalazł to, czego tak długo szukał. „To jest to!” – wołał. Był zachwycony. Cieszył się jak dziecko, gdy słyszał coraz liczniejsze świadectwa ludzi, którzy przyjmowali Jezusa jako Pana i doświadczali życiowych przełomów. Powiedział wprost: „To przewrót kopernikański dla Kościoła w Polsce”.

– To rekolekcje, które wyrosły na gruncie Ruchu Światło–Życie i są w nim formacyjnie zakorzenione – wyjaśnia Aleksander Bańka, organizujący cyklicznie seminaria w parafii pw. bł. Karoliny w Tychach. – W marcu 1977 roku w Krościenku powstała deklaracja kongregacji odpowiedzialnych „Ruchu Światło–Życie wobec darów duchowych”. Chodziło o ustosunkowanie się do darów Ducha Świętego, które zaczęły się oddolnie pojawiać w Ruchu. Seminaria Odnowy Wiary nie są teorią, ale formą przekazywania przez prowadzących osobistego doświadczenia przeżywania wiary.

Już się nie boję

Idea Seminarium Odnowy Wiary, która sięga 1965 roku i od tego czasu dzięki doświadczeniu tysięcy uczestników zdążyła się wykrystalizować, zrodziła się w szkołach nowej ewangelizacji. Jej nadrzędnym celem jest przylgnięcie do Bożego słowa. Ta forma syntezy istoty wiary, będąca „porozumieniem ponad podziałami”, nie jest domeną żadnego z ruchów, nikt nie ma na nią copy­rightu. Organizują ją same parafie, klasztory, prowincje zakonne, katecheci, wspólnoty oazowe czy grupy Odnowy w Duchu Świętym.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy kilka razy głosiłem seminaryjne konferencje. Byłem m.in. pod czeską granicą – w Czyżowicach, w tętniącym życiem kościele świętej Teresy z Lisieux w Rybniku-Chwałowicach czy w domu katechetycznym nieopodal kościoła pw. Matki Bożej Uśmiechniętej w Pszowie. Tu w auli przed Najświętszym Sakramentem modliło się sto osób (od młodych, przez raczkujące małżeństwa, po seniorów). Bardzo dotknęła mnie opowieść kobiety, którą usłyszałem po jednym ze spotkań: „Dopiero tu po raz pierwszy dotarło do mnie, że Bóg mnie bezinteresownie kocha, że jest po mojej stronie. Teoretycznie to wiedziałam, ale słowem, które mi się z Nim kojarzyło, był lęk. Dotąd słowa »Bądź wola Twoja« wypowiadałam jako zgodę na jakiś kataklizm, chorobę. Teraz wiem, że bojaźń Boża jest rodzajem szacunku, wyrazem miłości, ale nie ma nic wspólnego z lękiem”.

„Bóg jest po mojej stronie”. Czy nie o to chodziło organizatorom rekolekcji?•