publikacja 26.11.2020 00:00
Ci, którzy dopuścili się grzechów nazywanych przez ojca Badeniego „wołającymi o pomstę do nieba”, powinni zostać ukarani. To jasne. Ale stosowana powszechnie zasada odpowiedzialności zbiorowej jest ślepą uliczką. Bronię niewinnych księży, którzy ostatnio nieustannie dostają rykoszetem.
Roman Koszowski /Foto Gość
O życiu kapłańskim zazwyczaj wypowiadają się środowiska, które nie mają o nim bladego pojęcia.
Dziś bycie księdzem nie jest już żadną nobilitacją, ale często rodzajem obciachu – bez owijania w bawełnę mówił mi przed miesiącem o. Mariusz Orczykowski, rektor seminarium krakowskich franciszkanów. – To pokorna posługa, która została dzięki Bogu odarta z jakiegoś zaszczytu, splendoru. To dobra szkoła pasterzy, którzy mają, jak przypomina papież Franciszek, „pachnieć owcami”. W stu procentach zgadzam się z przedmówcą. Ktoś, kto decyduje się na przestąpienie progu seminarium czy klasztornej furty, musi zmierzyć się z falą hejtu, nieprzychylną, osądzającą opinią publiczną i łatką pedofila, którą od czasu do czasu przypną mu „życzliwi” (znajomi księża przerabiają to ostatnio regularnie).
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł