Piąte: Nieboszczyk traci wszystko

O przykazaniach pozytywnie. Andrzej Macura

dodane 12.10.2010 23:32

Po którejś z nieudanych wypraw na K2 zapytano znanego himalaistę, Krzysztofa Wielickiego, czy nie żałuje, że zawrócił będąc już tak blisko szczytu. – Nie – odpowiedział. Pójście wtedy dalej uniemożliwiłoby mu podjęcie kolejnej próby i dalsze chodzenie po górach.

Piąte: Nieboszczyk traci wszystko Andrzej Macura Łamiąc czyjeś prawo do życia pozbawia się go jednocześnie wszystkich innych praw. Prawa decydowania o swoim życiu, do pracy, posiadania własności i do wolności wypowiedzi. Nie mówiąc już o takich drobiazgach, jak możliwość wąchania kwiatów i wystawiania twarzy do słońca.

Niedługo potem Wielicki zdobył zarówno K2, jak i ostatni brakujący mu do Korony Himalajów szczyt, Nanga Parbat. Stał się piątym człowiekiem na świecie, który zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczniki. Jego historia chyba lepiej niż filozoficzne dywagacje ilustruje wartość ludzkiego życia.

Błędem byłoby sądzić, że życie jest wartością najwyższą. Są sprawy, dla których można i trzeba je poświęcić, a męczennicy są tego najlepszym przykładem. Jednak życie to rzecz podstawowa. Tylko żywy może korzystać z tego, co daje życie.  Nieboszczyk traci wszystko. Łamiąc czyjeś prawo do życia pozbawia się go jednocześnie wszystkich innych praw. Prawa decydowania o swoim życiu, do pracy, posiadania własności i do wolności wypowiedzi. Nie mówiąc już o takich drobiazgach, jak możliwość wąchania kwiatów i wystawiania twarzy do słońca.

Kompetencja Boga

Dlaczego Bóg, zakazujący zabijać, sam pozbawia ludzi życia? – pytają czasem zgorszeni Bożymi wyrokami czytelnicy Starego Testamentu. Trzeba sobie uświadomić diametralną różnicę między Bogiem a człowiekiem. Bóg jest Panem życia. Dając je człowiekowi, może je też odebrać. Więcej, Bóg patrzy z perspektywy wieczności. Czy człowiek umiera ze starości, ginie w wypadku, czy zostaje w okrutny sposób zamordowany, dla Boga jest to zawsze początek nowego życia. I co też ważne, Bóg znając przyszłość może najohydniejsze nawet postępki człowieka wkomponować jakoś w swoje plany. Człowiek, często niewidzący wiele dalej niż czubek własnego nosa, nigdy nie powinien wchodzić w Jego prerogatywy. Mówiąc „nie zabijaj” Bóg jasno stwierdził, że od podejmowania decyzji o czyjejś śmierci jest tylko On. Twierdzenie, że zabiło się kogoś w imię Boga, jest tylko chorą i żałosną próbą usprawiedliwienia pogardy dla Jego prawa.

Uczynkiem i zaniedbaniem

Polscy katolicy narzekają czasem na obowiązek zachowywania piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych. Czemu my musimy pościć, skoro w tylu krajach Europy jest inaczej – pytają? Tak, jest inaczej, ale jednocześnie istnieje tam znacznie trudniejszy do zrealizowania obowiązek pełnienia tego dnia uczynków miłosierdzia. O tym już niewielu pamięta. Podobnie bywa z patrzeniem na piąte przykazanie. Zabójcą jest ten, kto z rozmysłem godzi w życie drugiego człowieka lub ten, kto z nim w zbrodniczym planie współdziała. Aborcja? Dziś coraz więcej przyjmuje, że tak. Eutanazja? Też. A ten, kto bez ważnej potrzeby naraża drugiego na śmierć? A ten, kto przeszedł obojętnie obok człowieka, którego życie jest zagrożone?

Katechizm wspomina w tym kontekście o klęsce głodu, na której żerują czasem lichwiarze i spekulanci (2269). To przykłady dla naszej społeczności dość odległe, choć pamiętając o wciąż istniejących w Unii wysokich cłach na towary importowane, które duszą rozwój krajów ubogich, narażając ich mieszkańców nawet na głód, nie powinniśmy spać spokojnie. Jest jednak znacznie bliższa nam plaga, wobec której przechodzi się dość obojętnie, a która zbiera śmiertelne żniwo: narkomania w jej różnorakich przejawach. Gdy podczas szkolnej wycieczki w góry wskutek zbiegu nieszczęśliwych okoliczności ktoś zginie, podnosi się larum. Trzeba znaleźć winnego i ukarać. Po co? Pewnie po to, by zniechęcić innych pasjonatów do zajmowania się młodzieżą. Gdy młody człowiek zaćpa się na śmierć, właściwie nie ma problemu. Choć aż ciśnie się na usta pytanie, gdzie wtedy byli jego rodzice i wychowawcy, takie zaniedbanie jest lekceważone. „Nic nie zrobiłem” - powie rodzic, dyrektor szkoły, urzędnik, który ścigał gorliwego wychowawcę. No właśnie. Nic nie zrobiłem...

Bezmyślność

„Zabójstwo niezamierzone nie pociąga odpowiedzialności moralnej. Nie jest się jednak wolnym od poważnej winy, jeśli bez uzasadnionych powodów działało się w sposób, który spowodował śmierć, nawet bez intencji jej zadania” – czytamy dalej w Katechizmie Kościoła Katolickiego (2269). Kierowcy miewają bardzo różne wytłumaczenia. A to danie nauczki komuś, kto jedzie niezdarnie, a to obawa przed spóźnieniem się na ważne spotkanie albo chęć popisania się przed koleżankami. Przykład w tym względzie idzie zresztą z góry. Ci, którzy na imprezie trochę wypili, mogą się tłumaczyć, ze przecież nie mogli rodziny czy znajomych zostawić w nocy w czyimś domu czy lokalu. Efekt bywa opłakany.

Moje życie też cenne

Samobójstwo jest poważnym naruszeniem Bożego prawa. Ale chyba równie wielkim i nieuzasadnionym byłoby narażanie ludzi na śmierć przez zakazywanie im prawa do obrony. Choćby miała czasem doprowadzić do śmierci napastnika. Nie jest to, jak przypominają autorzy Katechizmu Kościoła Katolickiego, wyjątek od zasady „nie zabijaj”. To wskazanie, że życie potencjalnej ofiary jest co najmniej tak samo cenne, jak życie napastnika. „Miłość samego siebie pozostaje podstawową zasadą moralności. Jest zatem uprawnione domaganie się przestrzegania własnego prawa do życia. Kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa, nawet jeśli jest zmuszony zadać swemu napastnikowi śmiertelny cios” (KKK 2264). Zasada ta stoi u podstaw zgody Kościoła na karę śmierci i prowadzenie wojny.

„Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem”  – czytamy w Katechizmie (2267). A że dziś trudno uznać, że zabicie skazanego jest jedynym sposobem obrony społeczeństwa, Kościół apeluje, by w imię szacunku dla ludzkiego życia zaniechać jej.

Podobnie jest z  prowadzeniem wojny. Warunki dla jej godziwego prowadzenia  naprawdę trudno spełnić. Potrzeba jednocześnie:

- aby szkoda wyrządzana przez napastnika narodowi lub wspólnocie narodów była długotrwała, poważna i niezaprzeczalna;
- aby wszystkie pozostałe środki zmierzające do położenia jej kresu okazały się nierealne lub nieskuteczne;
- aby były uzasadnione warunki powodzenia;
- aby użycie broni nie pociągnęło za sobą jeszcze poważniejszego zła i zamętu niż zło, które należy usunąć. W ocenie tego warunku należy uwzględnić potęgę współczesnych środków niszczenia (KKK 2309).

W tym wszystkim trzeba też pamiętać o humanitarnym  traktowaniu ludności cywilnej, rannych żołnierzy i jeńców (KKK 2313). Dlatego że wojna nigdy nie powinna być daniem upustu czyjejś mocarstwowej ambicji, ale pozostać faktycznie obroną zwykłych, Bogu ducha winnych ludzi.

Nie tylko życie

Interpretując piąte przykazanie, Kościół przypomina też o konieczności ochrony ludzkiego zdrowia, wskazuje na zasady moralne dotyczące medycznych eksperymentów oraz przeciwstawia się porywaniu ludzi czy stosowaniu tortur. O takim drobiazgu jak godzenie w cześć drugiego człowieka przez wyzwiska nawet już w Katechizmie nie wspomniano. A przecież to nie wszystko. Pozostaje jeszcze troska o życie duchowe, któremu przeciwstawiają się ci, którzy człowieka... gorszą. Nie, wcale nie chodzi o tych, którzy są powodem oburzenia. „Zgorszenie jest postawą lub zachowaniem, które prowadzi drugiego człowieka do popełnienia zła. Ten, kto dopuszcza się zgorszenia, staje się kusicielem swego bliźniego” (2284). Zimny pot oblewa człowieka, gdy czyta: „Zgorszenie może być spowodowane przez prawo lub instytucje, przez modę lub opinię publiczną” (2286). I pewnie też przez tych niby pobożnych chrześcijan, przez których inni bluźnią przeciwko Bogu...

Takie postawienie sprawy to więcej niż tylko pamiętanie, ze nieboszczyk pozbawiony jest wszystkich ludzkich praw. To zachwyt nad człowiekiem, jego wielkością i godnością. Nad życiem, o które wszyscy powinni w miarę swoich możliwości dbać, zostawiając jego zabieranie czy  wystawianie na ból i cierpienie, temu, który patrzy z perspektywy wieczności.