Sprawa Jeana Vaniera: Pytania bez odpowiedzi

Marcin Przeciszewski

KAI |

dodane 16.03.2020 14:17

„Raport podsumowujący”, ogłoszony 22 lutego przez L’Arche International sugeruje, że Jean Vanier był kłamcą i manipulatorem, wykorzystującym swój duchowy autorytet dla przestępczego zaspokajania swych potrzeb seksualnych - na dodatek wyznawcą jakiejś chorej mistyki. Odnoszę jednak wrażenie, że dokument ten został stworzony zbyt pośpiesznie i nieco „na skróty”, bez jasnej metodologii, bez przeprowadzenia postępowania analogicznego do sądowego i bez prawa do obrony. Jestem przekonany, że potrzebna jest kontynuacja badań wokół tej postaci, która z jednej strony uczyniła tak wiele dobra, a z drugiej kryje w sobie jakąś wstrząsającą tajemnicę.

Sprawa Jeana Vaniera: Pytania bez odpowiedzi HENRYK PRZONDZIONO /foto gość Jean Vanier

Jako człowiek, który znał blisko Vaniera i przez lata z nim współpracował, uważam, że moim obowiązkiem jest podzielenie się kilkoma uwagami, na marginesie tego, co się stało. Przykro mi, że robię to z opóźnieniem, ale przeżyłem głęboki szok dwojakiego rodzaju.

Podwójny szok

Po pierwsze, szokiem dla mnie były informacje zawarte w „Raporcie podsumowującym” l’Arche, ujawniające nieznaną mi mroczną stronę życia Jeana Vanier. Po drugie, równym szokiem dla mnie jest recepcja raportu. Został on przyjęty jako niepodważalna prawda odsłaniająca hipokryzję i cynizm tej postaci, realizowanych w postaci seksualnego wykorzystywania co najmniej sześciu kobiet, z użyciem autorytetu duchowego. Taką narrację przejęły najbardziej opiniotwórcze światowe media, polskich nie wyłączając.

11 stronicowy „Raport podsumowujący” odbieram jako typowe opracowanie prokuratorskie. Prokurator ma nie tylko prawo, ale i obowiązek zebrać wszystkie możliwe oskarżenia na temat osoby, która podlega badaniu. Ale tego rodzaju raport – w państwie prawa – nigdy nie wystarcza do wydania ostatecznej oceny. Jeśli stoimy na gruncie kultury europejskiej, to istnieje zasada domniemania niewinności, z której korzysta obrońca. Jego z kolei rolą jest sporządzenie równorzędnego opracowania, ukazującego działania danego człowieka z innej strony, znalezienie słabości bądź pomyłek w opracowaniu prokuratorskim i wreszcie powołanie świadków, którzy przedstawią badaną rzeczywistość z innego punktu widzenia niż świadkowie, których zgromadził prokurator. I wreszcie jest niezależny sąd, który po wysłuchaniu opinii obu stron, wydaje swoją ocenę, ogłaszając taki bądź inny werdykt. A ponadto istnieje możliwość zaskarżenia takiej oceny (wyroku) do sądu wyższej instancji, który od początku, po raz kolejny musi wykonać całą tę pracę.

W moim przekonaniu immanentną cechą kultury europejskiej jest mozolne dochodzenie do prawdy, a jest to proces żmudny i wieloetapowy. Prawdy bowiem (poza tą objawioną w przypadku ludzi wierzących) po prostu nie znamy i możemy tylko do niej stopniowo się zbliżać. Ponadto elementarnym prawem każdego człowieka – w tym i Vaniera – jest prawo do sprawiedliwego postępowania sądowego. Tego kryterium, w mojej opinii, „Raport podsumowujący” nie spełnia.

Przy okazji chciałbym wyrazić wdzięczność kobietom, które odważyły się podzielić swymi przeżyciami sprzed lat. Jestem przekonany, że – tak jak powtarza papież Franciszek – ludzie skrzywdzeni i wykorzystani powinni być dla nas najważniejsi, a nie dobro instytucji bądź sprawcy. Jednak ich świadectwa, choć z pewnością opisujące fakty jakie miały miejsce, na drodze normalnego postępowania procesowego podlegają zawsze dalszej analizie.


Moje związki z Jeanem

Uwagi jakie zgłaszam, traktuję jako obowiązek sumienia, gdyż z Jeanem łączyła mnie nie tylko przyjaźń ale i długi okres współpracy. Zaczęło się to jesienią 1978 r., kiedy będąc we Francji, poznałem Jeana i wspólnoty l’Arche. Zrobiło to na mnie tak silne wrażenie, że natychmiast włączyłem się w proces tworzenia pokrewnych wspólnot „Wiara i Światło” w Polsce, wraz z Teresą Brezą i innymi przyjaciółmi. „L’Arche” to wspólnoty stałego życia z osobami niepełnosprawnymi, głównie z niepełnosprawnością intelektualną, natomiast „Wiara i Światło” to wspólnoty żyjące tą samą duchowością, ale realizujące ją w sposób bardziej luźny, w formie systematycznych spotkań, budowania więzów przyjaźni, wspólnej modlitwy, itd.

Prawdziwym „objawieniem” był dla mnie fakt, że osoba niepełnosprawna jest nie tylko kimś, kto wymaga pomocy, ale kimś, kto ma tak wiele wewnętrznych darów, że może nas nimi wzbogacić – w tym społeczeństwo i Kościół. Jednym z nich jest autentyzm, zmuszający nas do zrzucania masek jakie sobie nakładamy. Wreszcie – dzięki kontaktom z osobami niepełnosprawnymi – odkryłem, że ludzka słabość nie jest rzeczywistością, którą należy ukrywać, ale może stać się istotną płaszczyzną spotkania. I to głębszego niż budowanego wokół naszych zalet czy zdolności.

Jean Vanier był dla mnie przewodnikiem i drogowskazem na tej drodze. Szczególnie ceniłem go za to, że był nie tylko nauczycielem ale świadkiem, przykładem tego co głosi. I na tym polegała jego ogromna siła. Przyjeżdżając do Polski – ukazywał, jak bardzo osoby z niepełnosprawnością mogą pomóc w wewnętrznym wyzwoleniu nas samych. Doświadczaliśmy też jak bardzo ich kontakt z Bogiem jest naturalny i jak głębokie mają wyczucie sfery sacrum. Możemy im tego pozazdrościć.

Mogę powtórzyć w ślad za biskupem Gérardem Daucourt, ekumenicznym doradcą wspólnot Arki i „Wiary i Światła”, że „dobro, które mi Jean wyświadczył, podobnie jak moim przyjaciołom i tysiącom innych osób, jest ogromne i trwałe”. Przy nim i we wspólnotach „Wiara i Światło” doświadczyłem znacznie głębiej czym w istocie jest Kościół. Jest wspólnotą miłosierdzia i nadziei, świętowania, przebaczenia i posługi, wspólnotą łączącą ubóstwo i bogactwo jej członków, którzy wzajemnie siebie potrzebują, aby móc wzrastać i iść naprzód. Podobnie jak bp Daucourt powiem, że „Jean doprowadził mnie do serca Ewangelii i pozwolił mi w nim trwać. Jestem mu za to ogromnie wdzięczny i wdzięczność tę zachowam”.

Kolejny etap współpracy z Jeanem Vanier, to lata 1986 – 1991, kiedy nieoczekiwanie zostałem powołany do międzynarodowej rady ruchu „Wiara i Światło”. Byłem członkiem ścisłego, 4-osobowego kierownictwa ruchu (tzw. biuro wykonawcze rady), składającego się z Jeana Vanier jako współzałożyciela, Marie- Hélène Mathieu, koordynatora międzynarodowego, mnie jako jej zastępcy oraz Marie Vincente de Séverac, sekretarza generalnego. Spotykaliśmy się 3 – 4 razy do roku na kilkudniowych obradach, zazwyczaj u Jeana w Trosly-Breuil (kolebce l’Arche). A szczególną moją misją była implantacja wspólnot w Europie środkowo-wschodniej. Osobny artykuł mógłbym napisać na temat ich zakładania w ZSRR, po rekolekcjach jakie Jean wygłosił w Moskwie i Petersburgu. Owocem ich było powstanie „Wiary i Światła” na gruncie Kościoła prawosławnego, w czym wydatnie pomógł także o. Aleksander Mień, charyzmatyczny duszpasterz moskiewskiej inteligencji, z którym blisko wówczas wraz z Jeanem współpracowaliśmy.

Jednocześnie zajmowałem się organizowaniem tłumaczeń książek Jeana na polski oraz przekonywaniem polskich wydawnictw do ich wydawania. A w 1992 r. – wraz z Piotrem Wierzchosławskim - udało mi się stworzyć polską wersję kwartalnika „Ombres et Lumière” (Światło i Cienie), pisma osób niepełnosprawnych, ich rodzin i przyjaciół, gdzie byłem przez pewien czas redaktorem naczelnym.

Te lata były dla mnie czasem bliższego poznania Jeana, wielogodzinnych z nim rozmów, a także przyjrzenia się życiu l’Arche. Przy tym również obserwacji relacji jakie łączyły Jeana z o. Thomas’em Philippe OP, kapelanem Arki. Sądzę, że to wszystko uprawnia mnie do postawienia kilku pytań wobec „Raportu podsumowującego”.


Pytania bez odpowiedzi

Pierwsze brzmi: dlaczego, kiedy w 2016 r. wpłynęło pierwsze oskarżenie nt. Jeana ze strony wykorzystywanej przezeń kobiety, zgłoszenie to nie zostało przekazane do wymiaru sprawiedliwości, co jest zwykłym obowiązkiem prawnym. Wszczęto wyłącznie postępowanie wyjaśniające w ramach Arki, podczas którego Jean miał oświadczyć, że bliskie relacje miały miejsce, ale miały one charakter wzajemny. Ale skoro kobieta twierdziła, że została wykorzystana i zraniona, to należało iść do prokuratury. Choć sama kobieta nie chciała ponoć tego zrobić, mogły to uczynić władze l’Arche . Jeśli postępowanie przed francuskim wymiarem sprawiedliwości rozpoczęłoby się w 2016 r. - to na drodze normalnego procesu z udziałem obrony, zostałaby orzeczona wina Jeana, bądź zostałby on uniewinniony. Mógłby on zostać normalnie przesłuchany, gdyż zdrowie jak i zdolności intelektualne wówczas mu na to pozwalały.

Możliwe było zwrócenie się również do władz kościelnych o wszczęcie badania z ich strony. Wiemy, że w przypadku osoby świeckiej (a taką był Vanier) karny proces kanoniczny nie jest możliwy, gdyż naruszenie 6. przykazania przez osobę świecką nie jest obłożone karami kanonicznymi. Jednakże – jak wskazują choćby wytyczne polskiego Episkopatu – możliwe jest rozpoczęcie postępowania, celem zbadania i wyjaśnienia sprawy.

Raport nie daje odpowiedzi dlaczego tego nie zrobiono i pomimo istniejących dwóch oskarżeń (druga kobieta z zarzutami zgłosiła się w początkach 2019 r.) żaden sąd nie został uruchomiony. Tymczasem w maju 2019 r. Jean zmarł, a dalszą pracę powierzono prywatnej, brytyjskiej komercyjnej firmie: GCPS Consulting. A skoro żadna komercyjna firma nie może przeprowadzić postępowania procesowego, to ograniczyła się ona do rozpisania szeroko zakrojonej ankiety celem pozyskania kolejnych zarzutów z tej sfery wobec Vaniera.
Zaangażowała też ona młodego historyka z Uniwersytetu Paul Valery w Montpellier, by przebadał korespondencję pomiędzy Jeanem Vanier a o. Thomasem Philippe OP, jego duchowym kierownikiem w czasach młodości, a do 1993 kapelanem l’Arche w Trosly-Breuil. Założono bowiem, że Jean mógł molestować kobiety pod jego wpływem.

Jeśli chodzi o ankietę GCPS Consulting, to została ona wysłana do byłych członków bądź odpowiedzialnych w l’Arche oraz ekspertów. Jej zakres tematyczny był niezwykle szeroki, a skoncentrowana została wokół 3 tematów: relacji między Jeanem Vanier a kilkoma kobietami, relacjom pomiędzy Vanierem a o. Thomasem Philippe OP oraz postawie Vaniera wobec sytuacji wykorzystywania, jakie mu zostały przedstawione.

Jednak wątpliwość – i to poważną – rodzi fakt, że nie została ujawniona szczegółowa metodologia towarzysząca ankiecie. Nie dowiadujemy się jakie konkretnie pytania zostały w niej postawione i jaki miały one charakter: czy otwarty czy zawierający jakieś ukierunkowujące fakty bądź sugestie. W raporcie nie pada nazwisko żadnego socjologa, który mógłby zgodnie z obowiązującymi standardami przygotować ankietę. A wydaje się, że ankietę na tak delikatny temat winien opracować międzydyscyplinarny zespół ekspertów, który później dokonałby jej analizy. Tymczasem bez szczegółowej znajomości metodologii przeprowadzonego badania oraz znajomości kwalifikacji osób zaangażowanych do tej pracy, nie sposób jest ocenić jego rzetelności.

Wynikiem ankiety było m.in. otrzymanie świadectw sześciu kobiet, domniemanych ofiar, spośród których z pięcioma przeprowadzono rozmowy. W raporcie czytamy, że „każda z tych kobiet zeznała, że Jean Vanier inicjował z nimi zachowania seksualne, zazwyczaj w kontekście towarzyszenia duchowego”, a ponadto, że „Niektóre z tych kobiet zostały głęboko zranione przez te doświadczenia, a Vanier prosił każdą z tych kobiet o zachowanie tych wydarzeń w sekrecie. Kobiety te nie miały wcześniejszej wiedzy na temat swoich wzajemnych doświadczeń, a mimo to każda z nich zeznała podobne fakty związane z bardzo niezwykłymi duchowymi czy też mistycznymi tłumaczeniami używanymi do tego, aby usprawiedliwić te czynności seksualne”. Ich zeznania obejmują okres lat 1970–2005, a więc długi czas.

Nie sposób jest zakwestionować prawdziwości uzyskanych świadectw, ale wiemy, że do normalnego postępowania procesowego w takich sprawach, zakwalifikowane mogą być zeznania osób, które zostały przebadane przez psychiatrę, orzekającego, że nie mają one np. tendencji do konfabulacji, co mogłoby rzutować na treść zeznań. Pytanie, czy takim badaniom poddane zostały wspominanie kobiety. W raporcie nie ma na ten temat ani słowa.

Ponadto z raportu nie dowiadujemy się kim były te kobiety, a przede wszystkim jaki był ich związek z Vanierem. Czy były to jego znajome bądź przyjaciółki pozostające w luźnym związku z l’Arche, pojawiające się tam od czasu do czasu, czy osoby pozostające w zależności służbowej od Jeana i podlegające jego zwierzchności. Tymczasem odpowiedź na to pytanie ma kluczowe znaczenie dla kwalifikacji opisanych czynów oraz ich oceny z punktu widzenia prawa. Wszystkie te kobiety były przecież dorosłe, w pełni świadome tego co robią, decydowały się na to dobrowolnie i nie były osobami z niepełnosprawnością intelektualną. O wykorzystywaniu seksualnym można mówić w przypadku istnienia zależności, bądź duchowego autorytetu, o ile był w tym celu instrumentalnie wykorzystywany. Autorzy raportu jednak na równi oceniają wszystkie relacje kobiet, choć – jak można się domyślać – były one różne. W takiej sytuacji każdy przypadek wymaga przeprowadzenia odrębnego badania oraz przesłuchania odrębnych dla danej sytuacji możliwych świadków. Wśród świadków powinny się znaleźć także kobiety utrzymujące bliskie relacje z Vanierem, które mogłyby je opisać, a które nic nie mają mu do zarzucenia. Tak się dzieje na drodze każdego postępowania sądowego.

Czytając raport odnosi się wrażenie, że pracę związaną z przygotowaniem, przeprowadzeniem oraz opracowaniem wyników ankiety wykonały 2 osoby: dyrektor GCPS Paul Nolan oraz Ester Dross, konsultant senior. Żadna z tych osób nie jest socjologiem, mającym doświadczenie w badaniach ankietowych, natomiast obie są specjalistami od konstruowania programów dotyczących ochrony dzieci przed przemocą (w tym seksualną) oraz prowadzeniem szkoleń w tym temacie. Od ponad 20 lat działają – we współpracy z rożnymi agendami ONZ i Czerwonego Krzyża – w tych krajach trzeciego świata, gdzie przemoc wobec dzieci (niewolnictwo, wcielanie do armii, przemoc seksualna, eksploatacja ekonomiczna, itd.) ma największe rozmiary. Rodzi się uzasadnione pytanie czy specjaliści od ochrony dzieci przed przemocą są najbardziej kompetentnymi osobami ad analizowania relacji – emocjonalno-duchowo-seksualnych – z dorosłymi kobietami, jakie miały zachodzić w przypadku Jeana Vanier.

Przygotowane przez GCPS Consulting wnioski z ankiety, jednoznacznie oskarżające Jeana Vanier o dokonanie przestępstwa wykorzystywania seksualnego dorosłych kobiet, zostały bezkrytycznie przyjęte 11 lutego zarówno przez zarząd jak i radę nadzorczą L’Arche International i zamieszczone w „Raporcie podsumowującym”. Raport ten został także przekazany funkcjonującej przy francuskim episkopacie niezależnej komisji zajmującej się przypadkami wykorzystywania seksualnego w ramach Kościoła (CIASE). W jej skład wchodzi kilku świeckich ekspertów, pod kierunkiem Jeana-Marca Sauvé. Komisja ta przyjęła raport do wiadomości wystawiając mu pozytywną ocenę, aczkolwiek sama sprawy nie badała, ani nie zleciła żadnych badań sprawdzających jego wiarygodność. Pozytywną ocenę raportu wydało także dwóch byłych wysokich funkcjonariuszy administracji francuskiej, których nazwisk, ani sprawowanych funkcji bądź reprezentowanej opcji politycznej, nie ujawniono.

Tymczasem – i tak by to zrobił każdy sąd – wnioski zebrane na podstawie ankiety przez GCPS Consulting zostałyby poddane dalszej, mozolnej pracy oceniającej oraz weryfikującej, prowadzonej przez biegłych i ekspertów. Szkoda, że nie zostało powołane żadne takie interdyscyplinarne gremium – zdolne do wykonania tej pracy i mające odpowiednie kompetencje.


Wpływ o. Thomasa Philippe OP na Jeana Vanier

Kolejne pytania należy postawić wobec jednej z głównych tez raportu, jaką jest ta o negatywnym wpływie o. Tomasa Philippe OP na Jeana Vanier i jego ścisłej od niego zależności. Ten temat w raporcie został zaprezentowany w oparciu o opracowanie, przeprowadzone na postawie dokumentów z archiwum francuskiej prowincji dominikanów oraz pozostawionego przez Jeana Vanier zbioru jego korespondencji. Przygotował je Antoine Mourges, doktorant historii Uniwersytetu Paul Valery w Montpellier, autor pracy magisterskiej na temat wspólnoty „L’Eau de Vie”, którą założył w 1946 r. o. Thomas Philippe OP. Należał do niej od 1950 r. m. in. 22-letni wówczas Jean Vanier.

Mourges ujawnia najpierw zarzuty Świętego Oficjum (dzisiejszej Kongregacji Nauki Wiary) postawione o. Philippe w latach 1952 - 1956 r., w związku z kontrowersyjnymi „mistyczno-erotycznymi” praktykami, jakich francuski dominikanin miał się dopuszczać w stosunku do kobiet, we wspólnocie „L’Eau de Vie”. Praktyki te zostały jednoznacznie potępione, a sam o. Philippe suspendowany, pozbawiony prawa publicznego sprawowania funkcji kapłańskich oraz „zesłany” jako kapelan do instytucji dla osób z upośledzeniem umysłowym w północnej Francji. Przy okazji kongregacja rozwiązała wspólnotę i zakazała prób jej odtwarzania. O decyzji Świętego Oficjum został poinformowany w 1956 r. Jean Vanier.

W raporcie stawiany jest zarzut Jeanowi Vanier, że pomimo zakazu – będąc wtedy wykładowcą filozofii na uniwersytecie w Toronto w Kanadzie – nadal utrzymywał kontakt z o. Philippe, oraz że wspólnie z nim założył w 1964 r. pierwszą wspólnotę l’Arche w Trosly-Breuil. Dominikanin wówczas sprawował tam posługę kapelana w przytułku dla dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną. Zarzut ten jest wątpliwy, gdyż wspólnota l’Arche powstała w 1964 r., kiedy kościelne kary nałożone na o. Thomasa zostały zdjęte. Jeśli byłoby inaczej, to władze dominikanów nie zgodziłyby się na udział współbrata w zakładaniu l’Arche oraz duchowemu towarzyszeniu tej nowej rzeczywistości.

Kolejnym stawianym Vanierowi zarzutem jest to, że nigdy nie ujawnił wiedzy o postępowaniu o. Thomasa w latach 50. i kar, jakie nań nałożono. Nie zrobił tego nawet, kiedy w 2014 r. (21 lat po śmierci) wyszły na jaw kolejne zarzuty wobec O. Philippe: że będąc kapelanem w l’Arche uprawiał podobne „pseudomistyczne praktyki o podtekście erotycznym” z 14 kobietami. Taki był wynik postępowania kanonicznego przeprowadzonego przez władze kościelne.

Jean Vanier wyraził wówczas publicznie ubolewanie z powodu zachowań o. Thomasa, dodając, że nie były mu one znane. Wyjaśniał, że „nie rozumie” tego co się stało i „nie chce osądzać”. Na tej podstawie Mourges sugeruje, że Jean Vanier przez większość życia mówił nieprawdę na ten temat. Nie bierze pod uwagę faktu, że Vanier, pomimo, że został poinformowany o wyroku jaki kongregacja wydała w sprawie o. Philippe, prawdopodobnie nie mógł tej wiedzy ujawnić, gdyż był związany tzw. sekretem papieskim. Sekret taki obowiązywał odnośnie do przebiegu procesów kanonicznych związanych z wykorzystywaniem seksualnym przez osoby duchowne, aż do zniesienia go przez papieża Franciszka jesienią 2019 r.

Zarzut, jaki w tym kontekście – moim zdaniem – można postawić Vanierowi, może dotyczyć faktu, że wiedząc o praktykach o. Thomasa z lat 50., dał mu pełną autonomię oraz nie kontrolował dostatecznie jego postępowania, kiedy był kapelanem l’Arche w Trosly-Breuil w latach 1964 – 1993. Jest to zarzut istotny, gdyż świadczyłby o zbagatelizowaniu wyroku władz kościelnych wobec o Thomasa i to wydanego na poziomie Stolicy Apostolskiej.

Jednak Mourges idzie znacznie dalej. Główne oskarżenie sformułowane w raporcie brzmi, że Jean Vanier, wierny swemu dawnemu kierownikowi duchowemu o. Philippe – i nadal będąc pod jego wpływem – sam praktykował potępione wcześniej perwersyjne działania mistyczno-seksualne. Miał to robić przez lata wykorzystując swój moralny autorytet oraz fakt zwierzchności wobec kobiet z l’Arche. Teza ta znajduje potwierdzenie w zeznaniach sześciu kobiet. Zarazem każda z nich oświadczyła, że nie dochodziło do współżycia seksualnego, ale miały miejsce inne „zachowania seksualne”, które w raporcie nie zostały przytoczone.

Teza o perwersyjnym wpływie o. Thomasa na Vaniera jest na tyle szokująca, że każdy sąd w takiej sytuacji powołałby świadków, mających własne obserwacje w zakresie relacji łączących Vaniera z o. Philippe. Tak się złożyło, że świadkiem ich relacji byłem także ja sam, bywając często w Trosly w latach 1987-91.

W oparciu o obserwacje – dotyczące ich wzajemnych relacji – powiedziałbym, że przede wszystkim bardzo wiele ich różniło i trudno jest mówić o wzajemnej zależności. Były to relacje dwóch silnych, w pewnym sensie, a nawet konkurujących ze sobą osobowości – nacechowane skrzętnie skrywanym napięciem.

O. Thomas był człowiekiem intrawertycznym, a jego myślenie miało charakter wybitnie spekulatywny. Ulubionym jego zadaniem było konstruowanie dość abstrakcyjnie brzmiących teorii, będących próbą łączenia myśli Tomasza z Akwinu z mistycyzmem różnych epok.
Jean miał odmienną osobowość i styl myślenia, był ekstrawertykiem o rozbudowanym języku gestów. Doktoryzował się z Arytotelesa, ojca europejskiego realizmu i realizmowi do końca pozostał wierny. Odległy był od jakiegokolwiek spirytualizmu czy mistycyzmu. Jako były oficer marynarki wojennej prezentował się jako człowiek twardo stąpający po ziemi. Mówił prosto i komunikatywnie, nawiązując wprost do Ewangelii. Jego konferencje i książki są w istocie współczesnym wykładem Ewangelii, ze szczególnym zwróceniem uwagi na rolę osób najsłabszych we wspólnocie Kościoła. Był zadeklarowanym rzecznikiem i obrońcą praw wszystkich osób słabych, niepełnosprawnych oraz wykluczonych. W nauczaniu Vaniera – w odróżnieniu od o. Thomasa – widać było olbrzymi wpływ Soboru Watykańskiego II, ze szczególnym naciskiem na eklezjologię komunii. Często nawiązywał do personalizmu w wydaniu Jana Pawła II. Obficie też korzystał z dorobku współczesnej psychologii. Stał się ważnym pomostem pomiędzy środowiskami kościelnymi a wieloma nurtami intelektualnymi współczesnej kultury.

Jean okazywał zawsze szacunek wobec o. Thomasa, wynikający stąd, że zawdzięczał mu podstawy formacji teologicznej oraz, że to on właśnie wprowadził go w relacje z osobami upośledzonymi, co ukierunkowało jego dalsze życie. Jednak ludzie związani z o. Thomasem, narzekali często, że Vanier nie potrafi docenić jego wielkości i usuwa go w cień. Obaj mieli też inną koncepcję rozwoju l’Arche. O ile o. Thomas widział ten ruch jako skoncentrowany przede wszystkim wokół formacji duchowej, to dla Jeana miał to być ruch znacznie bardziej „świecki”, w postaci wspólnoty chrześcijańskiej stworzonej wokół osób z niepełnosprawnością intelektualną, ale otwartej na poszukujących czy przedstawicieli innych wyznań bądź religii.

Wyraźny dystans Jean przejawiał wobec „La Ferme”, wspólnoty założonej na terenie l’Arche w Trosly przez o. Thomasa, a składającej się z nieco egzaltowanych kobiet, zapatrzonych w swego założyciela. W jednej z rozmów ze mną przyznał nawet, że „coś mu tu nie gra”. A po śmierci o. Thomasa w 1993 r. całkowicie zmienił personalny skład „La Ferme”, reformując ją od samych podstaw.

Wspólne natomiast dla obu było przekonanie, że w samym centrum wspólnoty Kościoła, winni znaleźć się ubodzy i najsłabsi oraz, że mają oni ważną misję do spełnienia. I na tym gruncie zasadzała się ich współpraca.


Jean Vanier a kobiety

Tymczasem raport podaje, że Jean przez całe życie miał był wierny pseudo-mistycznym teoriom ukutym przez o. Thomasa, a ma o tym świadczyć przebadana przez Mourgesa korespondencja pomiędzy Jeanem a o. Thomasem (kilkaset odręcznych listów).

Jako koronny dowód na tę tezę historyk cytuje fragment jednego z listów o. Thomasa do Jeana: „Bądź ostrożny możesz modlić się z nią od czasu do czasu, ale w sposób ostrożny; z punktu widzenia zewnętrznego nie powinieneś pójść dalej niż św. Jan w Wieczerniku, i to w sposób bardzo dyskretny. (…) Nawet jeśli coś was skłania wewnętrznie, to zatrzymajcie się raczej na tej granicy, a nie idźcie dalej. Maryja chce w ten sposób sprawdzić wasze posłuszeństwo”.
Nie ma tam nic więcej, jak tylko rada, aby w towarzyszeniu duchowym kobiecie wyznaczyć wyraźne granice bliskości. Trudno jest więc traktować list ten jako „dowód w sprawie”.

W oparciu o wieloletnią znajomość powiedziałbym, że Jean, nawet gdyby chciał realizować swój popęd seksualny w grzeszny sposób, to nie potrzebowałby odwoływać się do jakiejś chorej mistyki. To nie było w jego stylu. Był atrakcyjnym, pełnym uroku i pociągającym, a zarazem wolnym mężczyzną, nie związanym żadnymi ślubami. Aby zapewnić sobie powodzenie u kobiet, nie potrzebował dodatkowego uzasadnienia. Zresztą powodzenie miał wielkie. Zawsze otaczało go grono kobiet – co przyznam – nawet mnie nieco irytowało. A to dlatego, że widziałem dość ostrą rywalizację między nimi, co nie stwarzało najlepszej atmosfery.

Wizja celibatu

Dla wyjaśnienia kontekstu sprawy warto zadać pytanie, jak Jean pojmował celibat, który dobrowolnie przyjął. Pierwszym i zasadniczym motywem tego wyboru – jak przyznawał – była solidarność z osobami z upośledzeniem umysłowym, z ich wielkim cierpieniem wynikającym stąd, że pomimo silnej emocjonalności i potrzeby bliskości, nie mogą one pozwolić sobie na realizację w sferze erotycznej. Wbrew różnorodnym nowoczesnym teoriom terapeutycznym, przyznającym osobom niepełnosprawnym intelektualnie taką możliwość, Vanier był zdecydowanym przeciwnikiem podejmowania życia seksualnego przez te osoby. Pomimo ich wielkiego cierpienia z tym związanego, wymagał od nich życia w czystości. Podkreślał, że w związki o charakterze seksualnym mogą wchodzić wyłącznie ci, którzy są w stanie stworzyć trwały związek zdolny do podjęcia odpowiedzialności za wychowanie potomstwa. Dostrzegał jakim jest to krzyżem dla osób upośledzonych, stąd w poczuciu solidarności sam gotów był także go nieść.

Celibat pojmował jednak inaczej niż tradycyjnie przeżywany we wspólnotach zakonnych, gdzie istnieje klauzura. Mówił o celibacie we wspólnocie, gdzie mężczyźni i kobiety żyją pod jednym dachem. A w takiej sytuacji za normalne uważał wzajemne zainteresowanie i rodzące się między nimi uczucia. W swej książce o znamiennym tytule „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich” zauważał, że „czasami Bóg łączy ze sobą kobietę i mężczyznę bardzo wyjątkową miłością, która bynajmniej nie prowadzi ich do ołtarza, lecz umacnia w celibacie przeżytym jako dar od Boga”. Tłumaczył, że „ta szczególna więź, która jednak nie jest więzią wyłączną, nie tylko nie odwraca ich od rzeczywistego powołania, lecz przede wszystkim wzywa ich do nieustannego dojrzewania, do podążania drogą świętości i komunii z ubogimi Pana. Wówczas ich miłość okazuje się niezwykle płodna”. A jako najbardziej płodne przykłady takiej miłości wymieniał św. Franciszka i św. Klarę, czy św. Franciszka Salezego i Joannę de Chantal.

Dodawał, że taki wzór miłości jest szczególnie potrzebny w dzisiejszym świecie, kiedy celibat jest tak bardzo ośmieszany. Podkreślał zarazem jak bardzo jest on trudny w realizacji. A towarzyszącym mu warunkiem winno być „ustalenie własnych priorytetów, jasne określenie, czego się chce i dokąd się zmierza”. Dodawał, że „trzeba wydorośleć, podejmując trud i walkę, która się z tym wiąże”.

Jak można się domyślać, taki właśnie wzorzec miłości realizowanej w celibacie stał się udziałem samego Jeana. Wyjaśnia to wiele jeśli chodzi o jego stosunek do kobiet, które spotykał na swej drodze. Jedną z nich była Marie- Hélène Mathieu, wspólnie z którą w 1971 r. powołał do życia wspólnoty „Wiara i Światło”. Miałem okazję z nimi obojgiem blisko współpracować. Miało się wrażenie, że jest to para osób, wzajemnie sobą dość mocno zafascynowanych, które łączy jakaś silna wewnętrzna więź: twórcza na zewnątrz i rodząca dobre owoce.

Nie znam tajników towarzyszenia duchowego Jeana innym kobietom. Jean z pewnością dopuszczał je do siebie bardzo blisko…. Był też przekonany jak bardzo ważny jest język gestów, dotyku, poprzez który można komuś okazać zaufanie i przyjaźń. Dotyku, który dodaje sił i umacnia. Mówił o tym podczas wielu swych konferencji. Znamy tysiące pięknych i wzruszających jego zdjęć, gdzie pozostaje w geście bliskiej czułości z osobami niepełnosprawnymi.

Teraz koronne pytanie: Jak sytuacje takie należy interpretować, jeśli zdarzały się one Jeanowi w kontekście duchowego towarzyszenia dorosłym kobietom? Czy aby na pewno było to cyniczne wykorzystywanie seksualne z użyciem swego autorytetu, noszące znamiona przestępstwa? Czy była to duchowa, psychiczna presja celem zaspokojenia swego popędu?

Zbigniew Nosowski na łamach „Więzi” zdaje się to potwierdzać: „Okazuje się, że Jean Vanier winien jest – mówiąc językiem papieża Franciszka – nadużyć trojakiego rodzaju: seksualnych, władzy i sumienia. Będąc liderem Arki, w manipulatorski sposób wykorzystywał swój duchowy autorytet do celów seksualnych. Głęboko skrzywdził w ten sposób co najmniej sześć dorosłych kobiet (a może to być dopiero początek). Deformował sumienia osób korzystających z jego duchowych porad. I jeszcze na dodatek przez dziesiątki lat konsekwentnie nas okłamywał” – stwierdza.

Pozwolę sobie zachować zdanie odrębne. Nie uważam jakoby Jean był cynicznym człowiekiem, manipulującym tymi, którzy mu zaufali – celem osiągnięcia satysfakcji seksualnej. Nie wydaje mi się też, aby był człowiekiem o wielu twarzach, który nas wszystkich okłamywał. Dopuszczam jednak, że jego wizja celibatu nie była połączona z dostateczną ostrożnością i być może była ona niewłaściwie pojmowana. A skutkiem tego mogą być trwałe zranienia niektórych kobiet.

Sądzę, że potrzebne są dalsze, rzetelne i interdyscyplinarne badania dotyczące jego postępowania. Jean Vanier – jak się okazuje – był osobowością o wiele bardziej złożoną i skomplikowaną niż to dotąd wiedzieliśmy. Apelowałbym do międzynarodowych władz l’Arche, aby się tego podjęły, także przy pomocy Kościoła. Sądzę, że jakiś rodzaj postepowania kościelnego jest możliwy, pomimo, że prawo kanoniczne takich przypadków (dotyczących osób świeckich) nie ujmuje. Być może istnieje możliwość zainteresowania tą kwestią Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia, która towarzyszy międzynarodowym ruchom apostolskim, a do takich należy l’Arche.

Zeznań kobiet zamieszczonych w „Raporcie podsumowującym” nie można podważać, aczkolwiek ich dalsza interpretacja rodzi pewne istotne pytania, co chciałem wykazać w tym tekście. Sądzę, że Jean Vanier był tak ważną postacią współczesnego Kościoła, a także na tyle istotnym autorytetem dla ludzi poszukujących a nawet niewierzących, że jego dorobku w zbyt szybki sposób nie powinno się dezawuować. Jestem przekonany, że wszystko, co powiedział i napisał wciąż pozostaje aktualne. Niezależnie od tego, że w pewnych sferach osobistego życia mógł się pomylić, zejść na manowce, a nawet wyrządzić wiele zła.

Tagi: