Czy władzę w Kościele można delegować na świeckich?

KAI |

dodane 21.02.2020 07:44

„Zmiana modelu władzy w Kościele koniecznie potrzebna” – na taki temat 20 lutego w warszawskiej klubokawiarni Pożyteczna dyskutowali s. Jolanta Olech USJK, prof. Józef Majewski i ks. Wojciech Żmudziński SJ. Rozmowę poprowadził Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny „Więzi”. "Mamy ogromny potencjał ludzi dobrej woli, którzy chcą zmieniać siebie, swoje środowiska i świat. Zmiany są konieczne, bez tych zmian Kościół uschnie; nie skończy się, ale będzie mniej żywotny” – mówiła podczas spotkania s. Olech.

- Zgadzam się całkowicie, że zmiana jest potrzebna. Z doświadczenia mojego długiego życia śmiem twierdzić, że ona się już dokonuje. W różnym rytmie, w różnych kościelnych przestrzeniach, ale ten proces zmiany już trwa. Myślę, że gdyby tak nie było, to nawet nasza dzisiejsza dyskusja by się nie odbywała – powiedziała s. Jolanta Olech, urszulanka Serca Jezusa Konającego, sekretarka generalna Konferencji Przełożonych Wyższych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych w Polsce. Dodała, że nie wiemy w jakim kierunku ta zmiana idzie, ani nie wiemy w jakim kierunku powinna iść. Wskazała, że warto zbadać, w jaki sposób w historii władza świecka, sposób jej realizowania, wpływała na władzę w Kościele.

Odwołując się do swojego doświadczenia Kościoła powszechnego urszulanka zauważyła, że np. władza biskupów we Włoszech jest wykonywana w inny sposób niż np. we Francji czy w Afryce, co widać również w tym, jak we władzę zaangażowani są świeccy. Wskazała, że we Francji urszulanki prowadzą dwie parafie, gdzie m. in. chrzczą czy celebrują pogrzeby, jednak mimo że realizują zadania proboszcza, nikt ich proboszczami nie nazywa. Działają przy mocnym zaangażowaniu świeckich we wspólnotę parafialną.

- Sobór Watykański II przypomniał nam, że Kościół to przede wszystkim wspólnota Ludu Bożego w drodze ku Ojcu śladami Chrystusa i pod kierunkiem Ducha Świętego. Kościół jako instytucja powinien być w służbie wspólnoty – podkreśliła s. Olech, zaznaczając, że jest to zasadnicze kryterium, które powinno kierować myśleniem o władzy i tym, w jaki sposób ma być ona realizowana, według jakiego modelu i jakimi narzędziami.

Ks. Wojciech Żmudziński SJ, socjusz przełożonego Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego, również zdecydowanie powiedział, że zmiana w realizowaniu władzy w Kościele jest konieczna: „Bez zmiany nie ma rozwoju. Jeżeli coś się nie zmienia, ginie. Zmiana powinna być radykalna, bo kosmetyczne zmiany na wiele się nie przydają. Wszystko musi się zmienić. Święty Ignacy wytłumaczyłbym nam to dość dobrze. On uczy nas, że zmiana nie polega tylko na zmienianiu złego na dobre, ale dobrego na lepsze. Wszystko można zmienić na lepsze. Pytanie tylko, kto ma to robić, kto ma zmieniać. To pytanie rzadko pada”.

Jezuita wskazał, że osoby, które mogłyby dokonywać tych zmian w Kościele, powinny być wiarygodne i cieszące się autorytetem Ludu Bożego. - Czy mamy takie osoby? Które by były słuchane, nie posądzane o sprzyjanie ideologii, polityce? – pytał dodając, że sam nie potrafi nikogo wskazać. „Mam natomiast głód ludzi wiarygodnych, mogących być drogowskazem. Ja nie potrzebuję w Kościele demokracji a ludzi z prawdziwego zdarzenia, jak w pierwszych wiekach gotowych na męczeństwo a nie myślących o stołkach” - dodał.

- Zmiana w Kościele wymaga patrzenia poza schemat. Mamy taką piramidę, gdzie u góry ktoś podejmuje decyzje, deleguje robotę, a nie władzę, deleguje obowiązki a nie realną władzę. Trzeba tę piramidę odwrócić do góry nogami. Każdy ksiądz został powołany, by jak Chrystus – nie jemu służono a by on służył. Wybór takiej drogi wydawał mi się zawsze najgorszy z możliwych. A jeszcze ślubujemy celibat... W pierwszych wiekach chrześcijaństwa eunuch, ktoś kto się kastruje z własnej woli, był najniżej na drabinie społecznej, najbardziej poniżany. A ksiądz dzisiaj kim chce być? Ta zmiana w instytucji nie zacznie się inaczej niż przez zmianę osobistą, nawrócenie tych którzy mają władzę, by uznali, że są by służyć a nie rządzić – mówił ks. Żmudziński.

Panelista jako przykład wyjścia poza schemat podał zmianę terytorialności w Kościele na wspólnotowość: „My znamy Kościół, który ma władzę nad terytorium. Skoro Sobór Watykański II widział Kościół jako wspólnotę wspólnot, po co trzymamy się terytorium? Mamy ruchy, też takie którymi przewodzą świeccy, bywa że kobiety są liderkami ruchów, których członkami są nawet biskupi. Mamy tu pewne odwrócenie, a wielu się tego boi”.

- W przeciwieństwie do księdza, ja bardzo potrzebuję demokracji w Kościele. Czyli dołączenia świeckich do decyzyjności w Kościele - mówił dr hab. Józef Majewski, antropolog mediów, teolog, profesor Uniwersytetu Gdańskiego. - Czuję się, jak większość świeckich, przedmiotem duszpasterstwa a nie podmiotem. A czuję się podmiotem, bo jestem chrześcijaninem – dodał podkreślając jak przedmówcy, że konieczność zmiany w modelu władzy w Kościele jest dla niego oczywista.

Stwierdził, że według niego trwające aktualnie zmiany w Kościele „idą ku gorszemu”. Jako przykład podał rzeczywistość, w której mamy dwóch papieży. „Byłem przekonany, że Benedykt XVI zamknie się w klasztorze i będzie się modlił, może pisał książki, które wydadzą po jego śmierci” – mówił, krytykując zabieranie głosu przez papieża emeryta, w czym dostrzega krytykę papieża Franciszka. „Nie wiadomo, jakie są kompetencje, gdzie jest granica między urzędującym a nieurzędującym papieżem” – skonstatował.

- Kryzys pogłębia się i nie bardzo wiadomo, jak z niego wyjść. Kryzys autorytetu w ogóle całej w naszej kulturze zmediatyzowanej. Badania pokazują, że zmienia się nasz sposób wiary, w ramach tego też stosunek do autorytetu. Nie wiadomo, w którą stronę to pójdzie, zmiany są szybkie – wskazywał prelegent. Dodał, że świadomość konieczności zmian w Kościele towarzyszyła również ostatniemu soborowi, czego przykładem jest wprowadzenie pojęcia kolegialności. Jednak, według niego, wciąż nie wiadomo w Kościele co znaczy kolegialność biskupów.

S. Olech, odnosząc się do obrazu piramidy przywołanego przez o. Żmudzińskiego, stwierdziła, że oczekiwanie na cud gdy ze szczytu piramidy przyjdą zmiany, że powstanie nowe pokolenie biskupów i kardynałów cieszące się zaufaniem, nie musi być jedynym sposobem realizacji zmian. Stwierdziła, że podziela doświadczenie Matki Teresy z Kalkuty, która na pytanie dziennikarza o to, jak zmienić Kościół, odpowiedziała, że to prawda iż dużo rzeczy nas boli, ale zmiany trzeba zacząć od siebie. „Zacznijmy budowanie tej nowej rzeczywistości tam gdzie jesteśmy i gdzie możemy cokolwiek zrobić. Starajmy się wejść, działać i robić to, o co nam chodzi, w tym duchu. Zdaję sobie sprawę, że to może trwać, ale kropla drąży najcięższe skały. Tym bardziej jeśli tych kropel będzie wiele. Mamy ogromny potencjał ludzi dobrej woli, którzy chcą zmieniać siebie, swoje środowiska i świat. Zmiany są konieczne, bez tych zmian Kościół uschnie; nie skończy się, ale będzie mniej żywotny” – mówiła zaznaczając, że słów Matki Teresy nie odczytuje jako kneblowanie czy ignorowanie zła, a skupienie się na tym, co dobre.

- Sama przeżywałam i przezywam różne kryzysy. W czasie najtrudniejszego z nich uświadomiłam sobie, że ja nie przyszłam do Kościoła. Przyszłam do Chrystusa i to On jest tu dla mnie Tym, Kogo chcę się trzymać – wyznała s. Olech. Wskazała, że w sytuacjach, gdy jesteśmy bezradni, mamy dwa wyjścia: „albo siedzieć i płakać, pisać listy protestacyjne, albo działać”.

Podkreśliła, że w zakonach jest dużo dobrych i złych stron, jednak zawsze chcą skupiać się na realizowaniu dobra dla człowieka i Kościoła. Wskazała, że o taką wspólnotowość i życie wspólnotowe należy walczyć.

- Jestem głęboko przekonana, że w moim zgromadzeniu istnieją elementy demokracji. Siostry wybierają władze, są konsultowane w wybieraniu władz mniejszych, wspólnie zastanawiamy się jak żyć lepiej, wspólnie, jak lepiej posługiwać. Zakony mogłyby dać światło, w jakim kierunku mogłaby pójść zmiana w Kościele – powiedziała s. Olech.

Ks. Żmudziński, odnosząc się do swojego pedagogicznego doświadczenia, stwierdził, że jeżeli chcemy by dziecko się zmieniało na lepsze, najlepiej zwracać mu uwagę na to, co w nim jest dobre, a nie na błędy. „Podobnie w Kościele. Żeby rozpocząć zmianę, żeby ta zmiana była rzeczywiście efektywna, najpierw musimy zobaczyć, co jest w Kościele dobrego. Bo jeśli skupimy się na brakach, skandalach, to niewiele zmienimy”. - Uważam, że należy rewolucyjnie zmieniać wszystko, ale te zmiany trzeba na czymś budować. Jeżeli widzimy zło, musimy wskazać na dobro i iść w jego kierunku – dodał.

- Ja nie wierzę w to, że demokracja może coś zmienić w Kościele na lepsze. Przeciwstawiam demokracji wspólnotowość, różnorodność. W świecie przyzwyczajamy się do demokracji, gdzie się głosuje. Natomiast w życiu wspólnotowym, gdzie jest też wielka różnorodność władzy, się rozeznaje. My zagubiliśmy tę różnorodność, która była w pierwszych wiekach chrześcijaństwa – apostoł, nauczyciel, prorok, ewangelizator… Władza może być różnorodna, dlaczego biskup ma mieć władzę nad wszystkim? Rozbijmy tę władzę, by była różnorodna. W pierwszych wiekach Apostoł był apostołem a nie pasterzem – mówił jezuita.

Odnosząc się do postulatu udzielania sakramentu święceń kobietom, stwierdził: „Czy kobieta nie może mieć większej władzy niż ksiądz? Dlaczego kobieta nie może zarządzać parafią, co już się dzieje, np. na misjach. A ksiądz jest od przewodniczenia liturgii. To jest przyszłość, te zmiany, warto o tym rozmawiać”.

Józef Majewski stwierdził, że Kościół nie jest i nie będzie demokracją. „Ale nie jest też monarchią, a żyjemy w monarchicznie funkcjonującym Kościele”. Wskazał na wkład Kościoła w zmiany w kulturze demokratycznej, podając jako przykład wybory papieża, głosowania na soborach, życie zakonne. Wskazał, że chciałby jako świecki czuć się odpowiedzialny za kościelną rzeczywistość, nie tylko za wychowanie swoich dzieci w wierze. Wyraził pragnienie autentycznego uczestnictwa we wspólnocie, odpowiedzialności za jej działania, by współodczuwać ból gdy dzieje się zło ale też radość za realizowane dobro.

- Jeśli mówimy o władzy w Kościele, mówimy o władzy biskupów. W Kodeksie Prawa Kanonicznego słowo biskup pojawia się ponad 800 razy. Kościół stoi biskupami. Sobór Watykański II wzmocnił rolę biskupów. Biskupi rządzą w Kościele – wskazał. Dodał, że sam ma problem z odczuwaniem władzy biskupa, a tych, którzy starają się realizować wiarę jako służbę dostrzega niewielu – wymienił abp. Rysia, abp. Polaka i bp. Czaję stwierdzając, że oni czują iż model władzy się wyczerpał i trzeba coś z tym zrobić.

Powiedział, że według Kościoła głos decyzyjny przysługuje tylko wyświęconym, a świeccy mogą ewentualnie doradzać. „Nikt nigdy nie może delegować odpowiedzialności” – stwierdził. Słowa te wywołały polemikę siedzącego na sali ks. Zbigniewa Jałbrzykowskiego SJ, kanonisty, który wskazał, że Kodeks Prawa Kanonicznego przewiduje uczestnictwo świeckich we władzy kościelnej w zakresie umożliwianym przez prawo. „Z teologicznego punktu widzenia jest możliwe, by świeccy mieli udział we władzy w Kościele” – powiedział ks. Jałbrzykowski. Ks. Żmudziński dodał, że prawo kanoniczne zawsze można zmienić, rozszerzając możliwość władzy sprawowanej przez świeckich.

Ks. Żmudziński stwierdził, że zakon jezuitów to monarchia konstytucyjna. „Jedynym działaniem demokratycznym jest wybór generała, który ma władzę. Wszelka inna władza jest delegowana. Nie chcę o tym mówić jako o jedynym modelu, natomiast decentralizacja władzy i delegowanie odpowiedzialności to niekoniecznie demokracja. Jezus deleguje apostołów… Nie chodzi o delegowanie do robienia a o odpowiedzialność. Tego w Kościele brakuje, a to jest możliwe. Model władzy zaborczej razi. Brakuje umiejętności delegowania odpowiedzialności. Biskup nie jest potrzebny by bierzmował, może delegować. Dlaczego ksiądz nie pozwala, by diakon błogosławił małżeństwo? Bo z tego są pieniądze… to jest władza. Tu jest potrzebna zmiana” – powiedział jezuita podkreślając, że „Kościół będzie się lepiej rozwijał, gdy władza będzie zdecentralizowana”.

- Jedną z wielu chorób w Kościele jest to, że dużo mówimy o władzy biskupiej. I we władzy i wśród szarych chrześcijan jest oddzielanie obrzędowości od relacji. Mnożymy uroczystości, litanie, pompatyczne wydarzenia, i coraz bardziej to się oddziela od relacji. Jeżeli obrzęd, nawet piękna adoracja Najświętszego Sakramentu, nie wiąże się w żaden sposób z relacją, z ludźmi, to jest to bałwochwalstwo – stwierdził, wskazując że adoracja Chrystusa w cierpiących w samotności może być lepsza niż adoracja w świątyni.

Jezuita podkreślił, że jesteśmy Kościołem, a Kościół ma zmienić świat. „My jesteśmy w kłopocie, rozmawiamy jak siebie zmieniać, podczas gdy Kościół ma zmieniać świat. Kościół się zreformuje, jeżeli się nie będziemy bali wynosić Pana Jezusa z tych budynków z krzyżem na wieży. Jeżeli sacrum będzie obecne w naszej codzienności, jaką władzę nad tym sacrum ma biskup? Może jedynie się pochwalić, że to widział, doświadczył. Model władzy znajdziemy, jak zaczniemy wynosić sacrum z kościelnych budynków” – powiedział ks. Żmudziński.

Józef Majewski powiedział, że duże nadzieje pokłada w synodalności i drodze, którą chce iść Kościół katolicki w Niemczech, wyrażając przekonanie, ze zostało to zaplanowane przez papieża Franciszka i kard. Kaspera.

- Byłem członkiem Synodu Gdańskiego, nie widząc o tym. Pracowałem wtedy w instytucie teologicznym dla świeckich i chyba z automatu wszyscy teologowie tam pracujący wchodzili w skład tego synodu – podzielił się doświadczeniem synodalności w jego diecezji z czasów abp. Gocłowskiego. Zaapelował, by spojrzeć na to, jak realizowana jest władza we wspólnotach luterańskich, gdyż model władzy tam realizowany może być inspirujący.

Podczas dyskusji głos zabrał m. in. ks. Adam Świerzyński, profesor Uniwersytetu Kard. Stefana Wyszyńskiego: „Gdy się przyglądam modelowi władzy w Kościele i modelowi władzy w uczelniach wyższych, nie widzę zbyt wielu różnic. Aktualnie rektor ma władzę prawie absolutną. Jednak czy rozsądny rektor zacznie jej tak używać? Oczywiście nie. Problem polega na tym, że my w Kościele pozwalamy na realizowanie takiego modelu władzy”. Odwołując się do sytuacji w archidiecezji gdańskiej stwierdził, że odpowiedzialność za aktualny kryzys ponosi środowisko Kościoła gdańskiego, zwłaszcza księży, którzy nic nie zrobili by niechcianemu modelowi władzy się przeciwstawić.

Zorganizowana przez kwartalnik „Więź” dyskusja zatytułowana „Zmiana modelu władzy w Kościele koniecznie potrzebna” nawiązywała do najnowszego, zimowego numeru kwartalnika „Więź”, w którym sporo miejsca poświęcono zagadnieniu władzy w Kościele. Zaprezentowano w nim m. in. dyskusję, której uczestnicy z różnych katolickich opcji ideowych zgodzili się, że reforma modelu władzy w Kościele jest nieunikniona.

Tagi: