To nie jest mój Kościół

Joanna M. Kociszewska

To nie jest mój Kościół. To nie jest Kościół kapłanów ani nawet biskupów czy kardynałów. To jest Kościół Jezusa Chrystusa. A ja, kim bym nie był /nie była, nie jestem jedynym autoryzowanym rzecznikiem Boga.

To nie jest mój Kościół


Mój Kościół. Nasz Kościół. Coraz częściej można usłyszeć takie stwierdzenia. Z jednej strony to dobrze: świadczy o identyfikacji, o zrozumieniu że Kościół to nie jest jakaś zewnętrzna wobec mnie instytucja. Jestem jej częścią, jestem za niego odpowiedzialny. Jednocześnie pojawia się tu pewne niebezpieczeństwo: skoro jestem odpowiedzialny, to chcę Kościół kształtować. W jaki sposób? Taki, który mnie się wydaje najlepszy. Taki, do którego jestem przekonany. Taki, który w mojej ocenie wynika z Pisma Świętego i tradycji Kościoła...

Tak, oczywiście, mogę mieć wiele racji. Ale zawsze muszę pamiętać, że Kościół nie jest moją własnością. To nie jest mój Kościół. To nie jest Kościół mojej wspólnoty czy ludzi, którzy myślą jak ja. To nie jest Kościół świeckich, mężczyzn, kobiet. To nie jest Kościół kapłanów ani nawet biskupów czy kardynałów. To jest Kościół Jezusa Chrystusa. A ja - kim bym nie był /nie była - nie jestem jedynym autoryzowanym rzecznikiem Boga. Być może działa przeze mnie, przemawia przeze mnie, być może tego doświadczam, widzę znaki... Jeśli jednak uwierzę, że tak jest i będzie, zdradzę Go. Narzędzie spróbuje przejąć władzę nad ręką, która je trzyma.

Było w historii Kościoła wielu ludzi, którzy mówili: ja wiem lepiej. Być może nawet mieli sporo racji. Być może w ich podejściu, gdyby je zgłębić, nie było niczego, co w świetle wiary Kościoła byłoby nie do przyjęcia. Ale oni uważali, że mają rację, a sam Kościół wolał grozić, niż rozmawiać. Rozłamy trwają już od stuleci.

Dziś Kościół – prowadzony przez kolejnych papieży - jest bardziej skory do otwierania drzwi, niż ich zatrzaskiwania. Do rozmowy i spotkania zamiast potępień. Dziś próbujemy naprawić to, co zniszczono wieki temu. Niestety postawa odrzucania, potępień, zamykania drzwi ma się dobrze. Zarówno wśród ludzi pełniących w Kościele znaczące funkcje, jak i wśród zwykłych katolików. Konsekwencje ma podobne, jak przed wiekami: rozłamy. Na różnych poziomach, większe i mniejsze, bardziej i mniej odczuwalne. Coraz bardziej przypominające klincz.

Jakie jest wyjście? Proste, choć niestety po ludzku trudne: szukać Jego woli musimy razem. Rozmawiając, nie walcząc przeciw sobie. Tylko tak uda się zachować jedność. Tylko tak uda się do niej - dzięki Bożej łasce - powrócić.

Tagi: