Wołanie o zdrowy rozsądek

Beata Zajączkowska

We Włoszech tylnymi drzwiami próbuje się zalegalizować in vitro bez ojca. Dobro dziecka jest pomijane.

Wołanie o zdrowy rozsądek

Przez kilka miesięcy we Włoszech toczyła się batalia „dwóch mam”, które chciały zarejestrować w USC swoje „podwójne macierzyństwo”. Prasa informowała o tym z wielką emfazą pisząc o „matkach zatroskanych o swe dziecko, którym odbiera się prawo do tworzenia normalnej rodziny”. Dobro dziecka w tym dyskursie zostało totalnie pominięte. Nikt nawet nie zająknął się na temat istotnej roli ojca w rozwoju dziecka i kształtowaniu jego osobowości.

In vitro dla par lesbijskich jest we Włoszech zakazane, tak samo jak nie są uznawane ich „małżeństwa”. Stąd próba obchodzenia włoskiego prawa przez zawieranie takich związków za granicą i poddawanie się in vitro w krajach, które pozwalają na to parom homoseksualnym. W tym wypadku Denise Rinehart i Giulia Garofalo zalegalizowały swój związek w Stanach Zjednoczonych. Następnie w Danii pierwsza z kobiet poddała się zapłodnieniu in vitro. Nazywa siebie „matką ciążową” (nosiła dziecko w swym łonie), druga z kobiet to „matka intencjonalna” (zgodziła się na przeprowadzenie procedury). I tak właśnie pragnęły być odnotowane w Urzędzie Stanu Cywilnego, w którym chciały zarejestrować dziecko, które na świat przyszło we włoskim szpitalu.  Gdy im odmówiono odwołały się do sądu, a następnie do Trybunału Konstytucyjnego. Ten wydał jednoznaczne orzeczenie, że „posiadanie dwóch matek jest niemożliwe dla biologii, ludzkiej antropologii a także włoskiego prawa”. Innymi słowy TK uznał, że nie może być mowy o uznaniu matki „ciążowej” i „intencjonalnej”.

Wyrok przynajmniej na razie ucina dyskusję. Cała sytuacja pokazuje jednak, jak wytrwale środowiska LGBT starają się wprowadzać prawa uderzające w życie i normalną rodzinę, wręcz negujące podstawy człowieczeństwa. Nie bez przyczyny urodzone we Włoszech dziecko otrzymało obywatelstwo po swej amerykańskiej, a nie włoskiej „mamie”. Chodziło o to, by prawo „bardziej przychylne parom lesbijskim” przeważyło nad włoską legislacją. Wiadomo, że kropla drąży kamień. Mimo wyraźnego sprzeciw społecznego we Włoszech, środowiska  homoseksualne chcą osiągnąć w tym kraju, to co udało im się wywalczyć np. we Francji, Belgii czy Holandii: najpierw były związki cywilne, potem małżeństwa dla wszystkich, dziś jest in vitro bez ojca, a jutro będzie surogacja.

Warto mieć to na uwadze, chociażby wówczas gdy w kolorowych gazetach tytuły informują nas o kolejnych gestach miłości. Można tu przytoczyć choćby prasowe tytuły z ostatnich tygodni: „Ricky Martin znów zostanie ojcem: w drodze czwarte dziecko”, czy „Piosenkarz ogłosił, że wraz z mężem Jwanem Yousefem oczekują kolejnego dziecka”. Bez znaczenia pozostaje fakt, że dwaj mężczyźni nie mogą oczekiwać wspólnego dziecka, kompletnie pominięta zostaje też matka tego dziecka i/lub kobieta, która nosi go pod sercem. W całym dyskursie nie pojawia się też dobro dziecka. Staje się ono produktem pragnień, który powstaje dzięki długiej linii produkcyjnej – poczynając od zapłodnienia w laboratorium, przez rozwój w obcej mu macicy, kończąc na przekazaniu kupionego towaru homoseksualnej parze.

Nie można brać jedynie pod uwagę ludzkich pragnień i zapotrzebowania pewnych grup współczesnego społeczeństwa. Nie wystarczy zastanawiać się czy współczesna nauka i technika potrafią je zrealizować. Trzeba mocno zastanowić się nad konsekwencjami, jakie takie działania mają dla mających się narodzić dzieci i głośno o nich mówić. Nie możemy ulegać narracji środowisk homoseksualnych, które prezentując zdjęcia szczęśliwych „podwójnych mam” i „podwójnych tatusiów” z maleństwem w ramionach próbują przekonać świat, że jest to dobre.  Tak nie jest. I żadna narracja tego nie zmieni.

 

Tagi: