Jeszcze słychać pojedyncze strzały

Agnieszka Kurek-Zajączkowska

dodane 22.09.2019 00:16

Chociaż słuchać już tylko pojedyncze wystrzały, to nadal ulubioną zabawką dzieci jest broń, cześć ludzi nie ma dachu nad głową, a większość z trudem wiąże koniec z końcem - jak opowiadają syryjscy koordynatorzy pomocy rodzinom z Aleppo, którzy do Polski przyjechali z kilkudniową wizytą wdzięczności na zaproszenie Caritas Polska.

Jeszcze słychać pojedyncze strzały Agnieszka Kurek-Zajączkowska /Foto Gość Rama Daaboul, Adel Janji oraz o. Petros Butrus Kassis chcą pomóc swojej ojczyźnie stanąć na nogi. Zabiegają o lepsze jutro dzieci.

Omar ma 11 lat. Miesza z mamą. Tata ich zostawił, a bracia wyjechali z kraju i słuch o nich zaginął. Chłopak pracuje dwanaście godzin na dobę. Za zarobione 4 dolary tygodniowo utrzymuje rodzinę. W czasie wolnym śpi, by odpocząć od pracy. Dzięki Fundacji Świętego Mikołaja uczestniczy w zajęciach edukacyjnych 1,5 godziny dziennie. Zgodę na to musiał wydać jego pracodawca.

Aja została trzykrotnie zraniona w brzuch w domu przez własnego brata, bawiącego się bronią ojca. Przeżyła trzy skomplikowane operacje.

Katia ma kilka lat. Urodziła się, kiedy wojna już trwała. Ona sama nic o niej nie wie. Jej rodzice są zamożni. Utrzymują dziecko w iluzji. Kiedy słyszy wystrzał, kojarzy go z pęknięciem wielkiego balona. Jest wyjątkiem.

- Największym niebezpieczeństwem dla dzieci teraz jest woda. Żeby się jej napić trzeba wyjść z domu i ją przynieść. Ciężar jest większy niż waga dziecka. To ma wpływ na dziecięce mięśni i rozwój. Dzieci przejmują obowiązki dorosłych. Pracują na niepełne rodziny. Wykonują ciężkie prace. Dziś jedna trzecia dzieci w Syrii nie chodzi do szkoły. Zmienia to ich sposób myślenia. Ich ulubioną zabawką jest broń. Musimy odwrócić ich zainteresowanie przemocą i zmieniać ich myślenie. Dlatego projekty edukacyjne są w Syrii szalenie potrzebne, byśmy nie mówili o straconym pokoleniu - przekonywał 21 września na spotkaniu w Warszawie Adel Janji, fotograf pracujący w Hope Center w Aleppo, którego zdjęcia ilustrują wiele artykułów Caritas Polska o Aleppo.

Razem z nim do Polski przyjechali Rama Daaboul, koordynatorka projektu “Rodzina Rodzinie” w Syrii, oraz o. Petros Butrus Kassis, wikariusz patriarchalny kościoła syryjskiego w Aleppo. - Zauważyłam, że ludzie w Syrii dzielą się pieniędzmi, które dostają z programu "Rodzina rodzinie". Polska wykazała się dużą solidarnością z potrzebującymi - dziękowała Rama Daaboul. Wyjawiła też osobiste powody, dla których została w Syrii. - Postąpiłam tak jak moi rodzicie. Oni wychowali mnie w mojej ojczyźnie i dali mi wybór, gdzie chcę żyć. Chcę tak samo postąpić w stosunku do moich dzieci - mówiła.

O pracy duszpasterskiej w czasie wojny  wspomniał o. Petros Butrus Kassis. - Kościół pełnił bardzo ważną rolę w czasie wojny. Budował poczucie wspólnoty i był miejscem ucieczki do Boga. W Wielki Piątek 2015 r. w bombardowaniu zginęła Dona, dziewczyna udzielająca się w parafialnej wspólnocie. Jej rodzinie nie mogliśmy pomóc inaczej, jak tylko modlitwą. Chodziliśmy i śpiewaliśmy psalmy. Miałem poczucie, że cokolwiek bym nie powiedział, nie ulżę ich cierpieniu. Jedynie słowo Boże może być pocieszeniem. W 2016 r. zaczęliśmy edukację dzieci. Organizowaliśmy beztroskie zabawy w miejscu oddalonym od frontu. Ale i tak jeden chłopiec dostał w głowę i zmarł po pięciu dniach pobytu w szpitalu. Razem z Caritas zbudowaliśmy boisko - przytaczał.

Nawiązał też do osobistej relacji z Bogiem. - W listopadzie 2016 r. kiedy wracałem do Aleppo na drodze postrzelono mnie w szyje i ramię. Zanim dojechałem do punktu pomocy minęło 2,5 godziny. To było błogosławieństwo, które pozwoliło mi odczuć prawdziwe cierpienie. Pytałem: "Boże, gdzie jesteś, kiedy ja cierpię?". I zrozumiałem, że Bóg razem z człowiekiem niesie ten krzyż - wyznał.

Osobiste relacje Syryjczyków uzupełniała danymi Marianna Chlebowska, koordynator projektów zagranicznych w Caritas Polska. - W prowincji Idlib nadal toczy się wojna. W całym kraju jest 5 mln osób bardzo potrzebujących pomocy. Czasami jest to schronienie, czasami środki medyczne, a  czasami żywność. Około 80 proc. Syryjczyków żyje w biedzie. Przed wojną w Aleppo mieszkało 3 mln ludzi. Teraz tylko 1,5 mln. Było 150 tys. chrześcijan, teraz jest ich 30 tys. 20 proc. ludzi nie ma elektryczności ani wody. 55 proc. mieszkańców stanowią bezrobotni. Połowa miasta jest bardzo zniszczona. Aleppo wschodnie to miasto ruin. W zachodniej części wszędzie widać zamknięte sklepy. Jest duży problem z edukacją dzieci. Szkoły są, ale dzieci albo mają traumę albo pracują sprzedając kwiatki, pomagając w warsztatach czy kawiarniach. Dlatego aż milion złotych trafia miesięcznie do syryjskich rodzin. Jest to największy projekt pomocowy w historii Polski. Do tej pory z darowizn wpłynęło 47 mln zł - tłumaczyła.

Wspomniała o uruchomionym we wrześniu br. programie „Szkoła szkole” umożliwiający przekazanie wsparcia finansowego dla pięciu placówek edukacyjnych w Aleppo.

Trójka Syryjczyków odwiedzi jeszcze Białystok, Katowice, Koszalin, Zamość i Lublin. Wrócą jeszcze raz do stolicy. Szczegółowy plan ich pobytu można znaleźć na stronie Caritas Polska.