Zahartowani miłością. Oaza Rodzin w Domu Arcybiskupów Krakowskich

Magdalena Dobrzyniak

dodane 17.07.2019 13:40

O tym, dlaczego niektórzy biskupi mają duże brzuchy i o świętych z sąsiedztwa, mówił bp Damian Muskus OFM podczas spotkania z Oazą Rodzin w Domu Arcybiskupów Krakowskich. Dorośli pytali go, jak rozpoznać powołanie, a dzieci - jak wygląda zwykły dzień biskupa.

Zahartowani miłością. Oaza Rodzin w Domu Arcybiskupów Krakowskich Magdalena Dobrzyniak /Foto Gość W kaplicy Domu Arcybiskupów Krakowskich kilkadziesiąt rodzin spotkało się z bp. Damianem Muskusem OFM.

Do Krakowa przyjechały rodziny z różnych stron Polski oraz z Francji i Irlandii. W oazie uczestniczy 20 rodzin, czyli w sumie 60 osób. - Podczas tych rekolekcji chcemy szukać swojego miejsca w Kościele, możliwości służby w parafii, w Ruchu Światło-Życie czy w innych miejscach, gdzie jesteśmy potrzebni - wyjaśniali Ala i Piotr Kuropkowie, para diecezjalna Domowego Kościoła Archidiecezji Wrocławskiej. Jak podkreślali, Kraków tworzy niepowtarzalną przestrzeń do takich rozważań, bo jest to miasto świętych, gdzie można przeżywać bogactwo duchowe Kościoła.

- Toczą się wielkie kampanie o rodzinę, o Polskę, o to, że ktoś nam chce psuć dzieci i je deprawować, ale czy to właściwy sposób patrzenia na problemy, z którymi boryka się współczesna rodzina? - zastanawiał się wraz z nimi bp Muskus. Według niego, powinniśmy wspierać rodziny, by potrafiły przygotować dzieci na zderzenie się z trudną rzeczywistością, złem i zgorszeniem. - Dziecko zahartowane miłością, wychowane w jej klimacie, uczone odpowiedzialności będzie odporne na złe wpływy świata - argumentował.

Biskup mówił także o wizji Kościoła według papieża Franciszka i o Bogu, który jest "bliski i konkretny", towarzyszący człowiekowi w codzienności. - To Bóg, który się nami nie gorszy, gdy zbłądzimy. Gdy my widzimy zło, czujemy się zgorszeni i zbulwersowani. Gdy zło widzi Jezus, pokazuje swoje miłosierne Serce - podkreślał hierarcha. Dodał, że Chrystus zawsze daje człowiekowi szansę, w przeciwieństwie do ludzi, którzy często reagują potępieniem na postępowanie innych.

Krakowski biskup pomocniczy zwracał ponadto uwagę, że Kościół jest "domem otwartym dla wszystkich", a nie twierdzą dla wybranych. - Kościół nie może obrażać się na świat. Ma nieść mu Jezusa. To jest jego misja - podkreślał. - Kościół, który ewangelizuje w imieniu Chrystusa, nie może oddalać się od ludzi - dodał.

Nawiązał do określenia "święci z sąsiedztwa", którego używa papież Franciszek. To ludzie żyjący Ewangelią na co dzień, tak promieniujący na otoczenie, że inni, zachwyceni ich życiem, pragną żyć podobnie. - Powołanie do świętości jest powszechne. Każdy z nas ma być takim "świętym z sąsiedztwa", a więc świętym dla innych: dla sąsiadów, którzy nie chodzą do kościoła, dla tych, którzy się nie modlą, dla tych, którzy jawnie lekceważą Ewangelię - wyjaśniał.

Kilkuletnia Marysia pytała biskupa, jak wygląda jego zwykły dzień. Dowiedziała się, że teraz biskup może dłużej pospać, ale mimo wakacji ma różne spotkania i posługi. W ciągu roku jednak biskupi kalendarz jest wypełniony codziennymi obowiązkami. Są to bierzmowania, wizytacje, uroczystości, odpusty, dyżury w kurii i wiele innych zadań. - Bywa, że jest kilka bierzmowań dziennie i w każdej parafii biskup musi zjeść obiad, żeby nie urazić gospodarzy. To dlatego niektórzy mają takie duże brzuchy - żartował hierarcha.

Dorośli pytali biskupa o osobiste świadectwo oraz o to, czy zawsze za posłaniem do różnych posług w Kościele idą Boże błogosławieństwo i łaska. - Zawsze tak jest tam, gdzie człowiek podejmuje się nie w imieniu własnym, ale w imieniu Chrystusa i Kościoła dzieła niesienia Dobrej Nowiny - odpowiedział hierarcha. Podkreślał, że Bóg daje łaskę ludziom, którzy często na nią nie zasługują, i siły wraz z zadaniami, jakie nakłada na nich Kościół. - Gdybym miał liczyć tylko na własne siły, nie dałbym rady. Nie boję się nowych zadań, bo wiem, że one tak naprawdę nie są moje. Ja jestem tylko narzędziem - dodał.

Według niego, budowanie osobistej świętości jest szansą na przezwyciężenie obecnego kryzysu w Kościele. - Przechodzimy z myślenia o Kościele jako wspólnocie tradycji i tożsamości do wizji Kościoła jako miejsca tworzonego przez ludzi, którzy osobiście spotkali Jezusa na drodze swojego życia i chcą żyć z Nim w bliskości. Trzeba przejść od Kościoła pobożnych praktyk do Kościoła, który jest wspólnotą miłości i relacji - mówił.